Cicho i nudno

Stal musiała się mocno napocić, żeby wygrać z przedostatnią drużyną ligi. Przed sobotnimi derbami nie jest to najlepsza informacja dla nowego trenera. Fot. Wit Hadło
Stal musiała się mocno napocić, żeby wygrać z przedostatnią drużyną ligi. Przed sobotnimi derbami nie jest to najlepsza informacja dla nowego trenera. Fot. Wit Hadło

STAL RZESZÓW – ORLĘTA RADZYŃ PODLASKI. Nowy trener – stara gra. Przynajmniej na razie.

Pierwsze wiosenne zwycięstwo Stali Rzeszów stało się w sobotę faktem. Biało-niebiescy pod wodzą debiutującego na ławce Bohdana Bławackiego uporali się z przedostatnimi w tabeli Orlętami. Do pochwał jeszcze jednak długa droga.

Rzeszowianie obie bramki strzelili przed przerwą. Obie po wrzutkach z prawej strony, choć szczególnie w pierwszej sytuacji wydatnie pomógł bramkarz gości, mijając się z piłką, a przy okazji powalając na ziemię swojego kolegę z drużyny. Nielicznym kibicom największą frajdę sprawiły jednak nie gole, a informacje od spikera, że w równoległe rozgrywanym spotkaniu przegrywa Resovia czy prowadzi JKS. Nudą wiało więc nie tylko z boiska, ale i z trybun. Słychać było tylko fanów z Radzynia Podlaskiego, którzy niemal przez pełne 90 minut zdzierali gardła. Obrazek wyjątkowo smutny, w 180-tysięcznym mieście niemal niezrozumiały.

– Trudno, jeśli nasi kibice, szczególnie u nas w domu, nie chcą nas wspierać, to nie muszą. Chcielibyśmy czuć ich pomoc, ale nikogo nie zmusimy – Sławomir Szeliga, kapitan Stali, nie miał powodów, by kłaniać się trybunom. – To, że przegraliśmy dwa pierwsze mecze nie oznacza też, że oddamy skórę. Ciągle walczymy o awans – dodawał doświadczony pomocnik, niejako wyczuwając chyba niespodziankę z Ostrowca Świętokrzyskiego.

Pomoc z Portugalii
Nierówne boisko przy Hetmańskiej nie ułatwiało w sobotę operowania piłką. M.in. dlatego futbolówka często latała w powietrzu, choć było to też pokłosiem taktyki gości. Niewiele brakowało, a ciągła „laga do przodu” przyniosłaby im zresztą sensacyjny remis, choć, co oczywiste, to Piotr Prędota i spółka mieli więcej ciekawych okazji. Stal raziła jednak niedokładnością i nieskutecznością. Odnaleźć nie mógł się Wojciech Reiman, a wspomniany już Prędota musi mocno od środka przeżywać swoją niemoc. Przez ostatnie sezony strzelec wyborowy Stali, dziś stara się i biega za trzech, ale efektów w postaci bramek nie widać. W sobotę spudłował nawet z bliska po uderzeniu głową, co kiedyś by mu się po prostu nie zdarzyło. Kilka dni temu Stal zakontraktowała jednak 22-letniego Amido Batisa Cande. Czarnoskóry wychowanek Sportingu Lizbona, którym zainteresowany był kiedyś nawet podobno Manchester City, ma być dla Piotra Prędoty konkurentem do miejsca w składzie. W sobotę nie wystąpił, bo nie udało załatwić się jeszcze formalności.

STAL Rzeszów 2
ORLĘTA Radzyń Podlaski 1
(2-0)
1-0 Drelich (22.), 2-0 Gil (36.), 2-1 Gęborys (51.)
STAL
: Wasiluk – Skała, Drelich, Zięba, Kvych (66. Brocki), Pilypas (46. Maślany), Gil (90. Bożek), Szeliga, Reiman, Giel (79. Więcek), Prędota
ORLĘTA: Stężała – Wrzesiński, Zarzecki, Stolarczyk, Szymala, Gęborys, Borysiuk, Kot, Rycaj, Iwańczuk (69. Konaszewski), Kalita.
Sędziował Kamil Adamski (Ostrowiec Świętokrzyski). Żółte kartki: Pilypas, Gil – Zarzecki, Kot. Widzów 300.

tc

2 Responses to "Cicho i nudno"

Leave a Reply

Your email address will not be published.