
PODKARPACIE. To już prawdziwa plaga. Praktycznie nie ma dnia, żeby funkcjonariusze Straży Ochrony Kolei nie dostali zgłoszenia o kradzieży elementów linii kolejowej.
Złodzieje robią to dla pieniędzy, nie biorąc jednak pod uwagę, że mogą doprowadzić do katastrofy kolejowej. W niedzielę ukradli kilkadziesiąt elementów łączników szynowych na trasie Przemyśl – Hurko. Natomiast we wtorek w okolicach Rzeszowa złodziej dobrał się do linek dławikowych przez co przestał działać semafor.
W niedzielę około 3.30 w nocy w okolicach Przemyśla złodzieje ukradli 26 łączników szynowych miedzianych i 4 łączniki aluminiowe. Łączniki są o tyle ważne, że po ich wycięciu zanika obieg prądu w przewodach sygnalizacji semaforów. Złodzieje kradną je bo w skupach złomu za kilogram miedzi płacą 16 zł. Wystarczy ukraść kilkanaście takich łączników i zarobić nawet kilkaset złotych. Rabusie używają do ich wycięcia np. siekier i kombinerek.
Złodziej prawie wpadł
Kolejny przykład kradzieży miał miejsce we wtorek około godziny 11 w Rudnej koło Rzeszowa. – Przestał działać semafor więc natychmiast wysłaliśmy patrol – tłumaczy Zdzisław Partyka, z-ca komendanta Komendy Regionalnej SOK w Przemyślu. Na miejscu okazało się, że złodziej ukradł 8 linek dławikowych. Każda taka linka waży 2 kg i ma średnice około 10 milimetrów. Na miejscu funkcjonariusze SOK zauważyli świeże ślady wycięcia, rower i plecak. Zawiadomili policjantów, którzy przyjechali z psem tropiącym. Ten z kolei doprowadził do porzuconych linek i kombinerek, którymi złodziej je wyciął. Niestety rabusia nie udało się ująć.
Naloty na punkty skupu złomu
– Często robimy naloty na punkty skupu złomu, ale jak odkupują takie kradzione elementy, to natychmiast je przerabiają i ciężko stwierdzić, czy należą one do nas – wyjaśnia Zdzisław Partyka. Oczywiście przyjmowanie kradzionych elementów do skupu złomu także podlega karze i nieuczciwy przedsiębiorca traci pozwolenie na prowadzenie działalności.
Z-ca komendanta wyjaśnia, że złapanemu złodziejowi dużo nie grozi za samą kradzież, bo są to kwoty rzędu 500 zł. – Jednak prokurator często chce kary kilku lat więzienia za doprowadzenie do niebezpieczeństwa katastrofy kolejowej – dodaje.
Grzegorz Anton


