
Odwiedziliśmy Monikę Dudę z Wielopola Skrzyńskiego, która urodziła się bez rączek, bohaterkę wielu artykułów w Super Nowościach.
Zbliża się Wielkanoc. Niebawem w rodzinie państwa Dudów z Wielopola Skrzyńskiego tak jak w domach wszystkich nas zaczną się wielkie przygotowania. Nastoletnia Monika pokroi warzywa na sałatkę, odkurzy dom, umyje podłogi, zmyje naczynia. I może nie byłoby w tym nic szczególnego – ot pomocna dziewczyna – gdyby nie fakt, że wszystko to zrobi… stopami. – Córka pomimo braku rąk doskonale sobie radzi, jestem z niej bardzo dumna – mówi Zofia Duda, mama naszej bohaterki.
Super Nowości przez lata angażowały się w zbiórkę pieniędzy na protezy rąk dla malutkiej Moniki Dudy. Od naszej ostatniej wizyty w domu państwa Dudów minęło kilka lat. Ponownie jedziemy w odwiedziny. Dzisiaj Monika to prawie dorosła – 30 kwietnia będzie obchodzić 18. urodziny – młoda kobieta z pięknymi blond włosami do pasa. Wita nasz szerokim uśmiechem. Mama dziewczyny, pani Zofia, zaprasza do stołu. – Cieszymy się z każdych odwiedzin. Miło, że państwo o nas pamiętacie – przyznaje z uśmiechem, kładąc na stole album z wycinkami artykułów o córce. – Proszę zobaczyć, ile odwiedzin było, ile artykułów o niej. O, tu są te z Super Nowości – mówi, wskazując na wycinki z naszych gazet. Ze zdjęcia patrzy na nas kilkuletnia dziewczynka. Spoglądamy na siedzącą przed nami nastolatkę. Widać, że dziewczyna wydoroślała, ale uśmiech się nie zmienił. Śmiejące oczy też.
Tamte artykuły sprzed lat były apelem o pomoc w realizacji największego marzenia Moniki – posiadanie rączek. Dziewczyna urodziła się bez nich. Rodzice Moniki, pani Zofia i Lesław Dudowie, robili co mogli, by wspomóc córkę w walce o sprawność. Potrzebne były duże pieniądze, zbyt duże na skromne możliwości rodziny. Najpierw dziewczynka była rehabilitowana w Rzeszowie. Później otrzymała pierwsze – nieruchome protezy rączek. Gdy z nich wyrosła, potrzebne były nowe. Wówczas z pomocą przyszli poruszeni losem dziewczynki czytelnicy Super Nowości, którzy pomogli w uzbieraniu 40 tys. euro na zakup nowoczesnych, ruchomych protez rąk, które wykonali włoscy lekarze. Z biegiem lat te również stały się za małe, coraz mniej przydatne.
To, co rękoma, mogę zrobić stopami
Dzisiaj Monika nie korzysta już z protez. Doskonale radzi sobie bez nich – stopy zastąpiły jej dłonie. – Wiele rzeczy robię sama. Obsługuję komputer i komórkę, piszę, myję zęby, kartkuję książkę – przyznaje dziewczyna uśmiechem reagując na nasze zdziwienie i podziw wymalowane na twarzach. – Wiele osób się o to pyta, przyzwyczaiłam się – kwituje.
– Monika jest bardzo samodzielna – dodaje pani Zofia. – Sama sobie zrobi kanapki, choć woli jak ja jej przygotuję. Sama się ubierze, umyje czy podkurza mieszkanie. Oczywiście brak rąk sprawia, że wiele czynności jest poza jej zasięgiem, ale to co może, robi sama.
O dużej samodzielności dziewczyny świadczy chociażby fakt, że uczy się w szkole, a nie w domu – jest w drugiej klasie Liceum Ogólnokształcącego im. Tadeusza Kościuszki w Ropczycach. W klasie matematyczno-chemicznej. Za rok będzie przygotowywać się do matury. – Bardzo bałam się jak zostanę przyjęta w tej szkole. Do przedszkola, podstawówki i gimnazjum chodziłam w Wielopolu. Wszystkich tu znałam, więc nie krępowałam się mojej odmienności. Nowa szkoła, nowi ludzie, to było ogromne wyzwanie. Najbardziej bałam się rozpoczęcia roku szkolnego. Moja osoba, niestety, nie mogła uniknąć uwagi i najbardziej się obawiałam tych wszystkich ciekawskich spojrzeń. Okazało się, że wszystko jest dobrze, zostałam ciepło przyjęta – opowiada.
Dziewczynę trzy razy w tygodniu odwozi do szkoły bus. Monika ma indywidualny tok nauczania. – To dobrze, bo piszę stopą i uczenie się z innymi byłoby dla mnie dosyć krępujące. A tak w klasie jestem ja, nauczyciel i nauczyciel wspomagający. Z pozostałymi uczniami widuję się podczas przerw.
Jak przyznaje Monika, umiejętność pisania stopą nabyła zupełnie naturalnie. – W przedszkolu i szkole podstawowej, gdy inne dzieci uczyły się pisać, ja – wiadomo – nie miałam rąk, więc używałam do tego nogi. I tak jakoś automatycznie to wyszło, że piszę stopą. Nie mam z tym najmniejszego problemu – przekonuje.
Gdy około godz. 14 Monika wraca do domu po lekcjach, wraz z rodziną zasiada do obiadu. Nie trzeba jej karmić – wszystko robi oczywiście sama. Popołudnie spędza na nauce i przyjemnościach. Serfuje po Internecie – bez niczyjej pomocy, rozmawia ze znajomymi przez Facebooka, słucha ulubionej muzyki, którą sama wyszukuje i ogląda tureckie seriale. – Bardzo je polubiłam – mówi z uśmiechem. – Ze zrozumieniem treści też nie mam problemu, bo znalazłam grupę na Faceeboku, gdzie te seriale są tłumaczone. Ostatnio Monikę wciągnęły książki. Teraz czyta Sagę Zmierzch. Uwielbia też spędzać czas z młodszym o rok bratem Dominikiem. – Jest moim wsparciem, oparciem. Najlepszym przyjacielem – przekonuje.
– Syn bardzo pomaga Monice. Są nierozłączni od przedszkola. Zanosił jej tornister do szkoły, wyciągał zeszyty, pomagał w czynnościach, z którymi nie dawała sobie rady. Tak jest do tej pory, zawsze jest obok – dodaje pani Zofia.
A przyszłość Moniki spędza pani Zofii sen z powiek. – Chciałabym, żeby córka była w życiu szczęśliwa. Żeby nigdy nie była sama. To wspaniała dziewczyna, uśmiechnięta od ucha do ucha, pomocna, przyjacielska. Teraz jesteśmy my, ale nas nie będzie zawsze. Dobrze, że ma brata, na którego zawsze może liczyć i dobrych ludzi wokół – mówi pani Zofia.
A tych ludzi o dobrym sercu pojawiło się w ich życiu wielu. Wszystkim są ogromnie wdzięczni za wszelką pomoc. Dudowie żyją skromnie. Stary dom, w którym mieszkają, wymaga remontu. Sami nie dadzą rady przeprowadzić wszystkich napraw, nie mają wystarczających środków. – Może znajdą się ludzie dobrej woli, którzy mogliby nas wspomóc. Będziemy wdzięczni – kończy pani Zofia.
Monika natomiast ma jedno marzenie, nie jakieś wielkie, nie do zrealizowania. Marzy jej się tablet. Może i ono spełni ktoś, kto poruszony tą historią będzie chciał ją uszczęśliwić…
Katarzyna Szczyrek


