
STALOWA WOLA. Okulary utrudniały widzenie i uczniowie często ich nie zakładali. Jeden z nich zapłacił za to inwalidztwem.
Włodzimierz S., dyrektor Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 2, usłyszał prokuratorski zarzut zagrożony 5 latami więzienia. Miał umyślnie narazić uczniów na bezpośrednie niebezpieczeństwo, a nieumyślnie spowodował u jednego z nich ciężkie obrażenie ciała. Podobne zarzuty wcześniej usłyszał nauczyciel wychowania wojskowego. Obaj nie przyznają się do winy i odmawiają wyjaśnień.
Śledztwo, które prowadzi Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu, jest następstwem wypadku, do jakiego doszło na szkolnej strzelnicy przed rokiem. Wskutek rykoszetu jeden z uczniów został trafiony kawałkiem metalu w oko. Mimo pomocy specjalistów z kliniki w Lublinie, 16-latek stracił wzrok w jednym oku. Ciągle trwa walka o uratowanie wzroku.
Dyrektor zapomniał o mikrofonie
Chłopak podczas strzelania w maju ub. roku nie miał założonych okularów ochronnych. To była częsta praktyka, gdyż zdaniem uczniów okulary pogarszają widzenie. Pechowy strzelec po zranieniu został przetransportowany helikopterem do Lublina. Teraz uczy się w trybie indywidualnym. Prokuratorzy przesłuchali wielu uczniów i nauczycieli. Rozgłos sprawie nadały media. Materiał interwencyjny o wypadku został nadany w paśmie ogólnopolskim. Dyrektor S. popisał się przed kamerami zupełną nieodpowiedzialnością. Zapomniawszy o wpiętym w klapę marynarki mikrofonie, dzwonił do drugiego z oskarżonych z sugestią, że „jakby co, to on o niczym nie wiedział”. To nie była jedyna kompromitacja.
Już wcześniej prokuratorzy doszukali się w szkole samowoli budowlanej. Sęk w tym, że doszło do niej w szkole, która edukuje głównie w zawodach budowlanych. Walcząc o uczniów ZSP im. T. Kościuszki utworzyła kilka klas mundurowych. Na ich potrzeby jedna ze szkolnych bibliotek została przebudowana na strzelnicę. Zrobiono to bez żadnej dokumentacji i obowiązkowych pozwoleń ze strony Inspektoratu Nadzoru Budowlanego. W świetle prawa była to klasyczna samowola budowlana. Teraz śledczy wyłuskują, że na ścianach strzelnicy nie było materiału przeciwrykoszetowego. Gdyby taki był, adept strzelectwa nie straciłby oka. Gdy rozwojem śledztwa zainteresowały się media, Rada Pedagogiczna, Komitet Rodzicielski i Samorząd Uczniowski zaczęły domagać się „przedsięwzięć na drodze prawnej w obronie dobrego imienia szkoły”. Oczywiście była to sterowana nagonka na media. Natomiast strzelnica została zamknięta.
jam


