
STOMIL OLSZTYN – STAL MIELEC. Gospodarze ponieśli klęskę, ale myślami byli przy walczących o zdrowie przyjaciołach.
Stal Mielec pierwszą drużyną, która wiosną wywiozła z Olsztyna komplet punktów. Podkarpacki beniaminek był groźny i nieprzewidywalny jak szkwał – niszczycielski wiatr pojawiający się czasem nad mazurskimi jeziorami. Inna sprawa, że piłkarze Stomilu myślami byli gdzie indziej.
Gospodarze wyszli na boisko w koszulkach wyrażających solidarność z Andrzejem Biedrzyckim, który kilka godzin przed meczem, na treningu, zasłabł i w ciężkim stanie trafił na oddział intensywnej opieki. Biedrzycki był kierownikiem Stomilu, a wcześniej dyrektorem sportowym klubu, trenerem i piłkarzem, który przeszedł z drużyną drogę z trzeciej ligi do ekstraklasy. Jest legendą klubu ze stolicy Warmii i Mazur, kimś takim jak Grzegorz Lato dla Stali Mielec. Na boisku był twardym jak skała obrońcą i najwyraźniej synowie odziedziczyli charakter. Chcieli zagrać dla ojca. Jeden pojawił się zatem w wyjściowym składzie, drugi przesiedział mecz na ławce rezerwowych.
Olsztyn w szoku
Mielczanie widzieli, jakie piętno na stomilowcach odcisnął wypadek Biedrzyckiego, trener Zbigniew Smółka życzył mu na konferencji prasowej szybkiego powrotu do zdrowia. – Cała ta sytuacja miała wpływ na to, jak wyglądała drużyna Stomilu, choć to wcale nie był dla nas łatwy mecz. Swoich zawodników muszę pochwalić zwłaszcza za realizowanie założeń taktycznych. Graliśmy bardzo odpowiedzialnie, tak jak sobie zaplanowaliśmy – mówił Smółka. Dyscyplina taktyczna przyda się już w środę w Nowym Sączu, gdzie biało-niebiescy odrobią zaległości z końca listopada. Zapewne będzie trudniej niż w Olsztynie, bo Sandecja zgłasza ekstraklasowe aspiracje. I jeśli wygra, zasiądzie w fotelu lidera.
Trener Stomilu Adam Łopatko powiedział, że jego zespół nie dotarł na zawody i że mentalnie nie udźwignął ciężaru. Dla gospodarzy 0-4 był wynikiem szokującym. Była to bowiem pierwsza porażka Stomilu wiosną u siebie, od 10 września 2016 roku ten zespół trafiał do siatki przeciwników. A teraz – nic.
Bramkarz w szpitalu
Nieszczęście zaczęło się w piątek (zasłabnięcie „Biedrzy”), ale to, co się działo już podczas samego spotkania, też przejdzie do historii olsztyńskiego klubu. W 5 minucie najlepszy snajper Stomilu Rafał Kujawa zerwał więzadła i prawdopodobnie w tym sezonie na boisku już się nie pojawi. Osiem minut później Stal objęła prowadzenie. Robert Sulewski strzelił z wolnego niczym Robert Lewandowski, a próbujący wybić piłkę Piotr Skiba uderzył głową o słupek tak mocno, że stracił przytomność i został odwieziony karetką do szpitala. – Bardzo nam go brakowało – przyzna później trener Łopatko. Drugi bramkarz Stomilu, Michał Leszczyński puścił trzy gole, choć – umówmy się – przy żadnym nie zawinił. Podobała się „bomba” Aleksandyra Kolewa i akcja z ostatniej minuty, którą zapoczątkował i sfinalizował defensywny pomocnik Piotr Marciniec. Stal potwierdziła, że znajduje się w wybornej formie i że posiada wartościowych zmienników. Bo przecież poradziła sobie bez swoich asów w środkowej strefie: Wasyła Panajotowa i Kamila Radulja, którzy cierpieli za nadmiar kartek. Nie grali też inni ważni zawodnicy ofensywni: Szymon Sobczak i Mateusz Cholewiak.
Zburzyli twierdzę. Teraz „Górale” i „Gieksa”
Na skrzydłach wystąpili więc Sulewski i Piotr Głowacki, obaj należeli do najlepszych na boisku. Ten ostatni trafił do Mielca ze Stomilu i w sobotę okazał się lepszy m.in. od swojego brata Pawła. – Plan na ten mecz polegał m.in. na tym, żeby skrzydłowi dostarczali jak najwięcej piłek napastnikom w pole karne Stomilu. Mieliśmy też pomagać w obronie, bo wiedzieliśmy, że Marcel Ziemann i Wojtek Dziemidowicz będą grali bardzo ofensywnie. Taktyka się sprawdziła, wygraliśmy zasłużenie, choć na nasiąkniętym wodą boisku trzeba się było mocno napracować – komentował Głowacki.
Stal zburzyła olsztyńską twierdzę i od poniedziałku rozpoczęła akcję „Górale”. Byłoby świetnie, gdyby w dobrych nastrojach przystąpiła do sobotniego starcia z GKS-em Katowice. Do Mielca znów zjedzie telewizja Polsat, co nie powinno zaskakiwać, bo drużyna Smółki potrafi tworzyć widowiska co się zowie.
STOMIL Olsztyn 0
STAL Mielec 4
(0-1)
0-1 Sulewski (13.), 0-2 Drzazga (49.), 0-3 Kolew (67.), 0-4 Marciniec (90.)
STOMIL: Skiba (19. Leszczyński) – Ziemann, Piotr Klepczarek II, Biedrzycki, Dziemidowicz, Kun, Piotrowski, Jegliński, Lech (66. Wojowski), Nishi – Kujawa (11. Zahorski).
STAL: Libera – Sadzawicki, Zalepa, Kiercz, Getinger (72. Milekić), Sulewski, Lech, Marciniec, Drzazga (74. Urbaniak), Głowacki (78. Górka) – Kolew.
Sędziował Jacek Małyszek (Lublin). Żółte kartki: Biedrzycki – Zalepa, Kiercz, Kolew. Widzów 1700.
tsz


