
Są młode, piękne i chcą spełniać nie tylko swoje marzenia, dlatego…
Nie zamierzają marnować czasu i energii przed ekranem telewizora czy komputera. Trzy pełne życia i zapału dziewczyny z Jarosławia, Krosna i Ostrowa Wielkopolskiego postanowiły pomóc mieszkańcom Afryki. Dlatego już niebawem wyjadą do małej wioski Jinja Wanyange w afrykańskiej dziczy. Spędzą tam 3 miesiące.
– Dlaczego chcę tam lecieć? Bo czuję, że to moje miejsce, moje powołanie. Chcę pomagać w ośrodkach medycznych. Od dziecka Afryka była mi bliska, a jedno z moich największych marzeń, to nieść tam uśmiech – mówi Greta Kasiak, jedna z planujących wyjazd wolontariuszek.
Greta (20 l.) i Agnieszka (24 l.) pochodzą z naszego regionu: Jarosławia i Krosna, Joanna (22 l.) – z Ostrowa Wielkopolskiego. Ich drogi zeszły się w ramach wolontariatu misyjnego działającego przy Siostrach Misjonarkach NMP Królowej Afryki i Duszpasterstwie Akademickim Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Dziewczyny pojadą do wioski Jinja Wanyange oddalonej 30 minut spacerem od Jeziora Wiktorii. Będą pracować pod okiem sióstr benedyktynek w St. Benedict Grade School, szkole podstawowej, w której uczy się około 700 dzieci, a 200 z nich mieszka na stałe w tamtejszym internacie. Klasy liczą 50 – 60 uczniów, w wieku od 3 do 13 lat.
Wieczorami wolontariuszki będą uczyły te dzieci, które nie mogą chodzić do szkoły, bo są z rodzin, których na to nie stać. Dziewczyny będą także pomagać w ośrodku zdrowia, bo ich nocleg będzie znajdował się za ścianą całodobowej porodówki.
3 miesiące w najbiedniejszym państwie świata
Wyjazd na misje jest planowany od lipca. Jak wygląda życie w jednym z najbiedniejszych państw świata najlepiej wie Aneta Kozioł (24 l.) z Dobrynina, która pracowała już w Ugandzie jako wolontariuszka. – Pierwszego dnia siostry zakonne postanowiły nas zabrać na małe zakupy. Nie wzbudzającym zaufania busikiem pędziłyśmy… no właśnie nie wiem, z jaką prędkością, bo prędkościomierz już od dawna nie działał, ale siostra jechała szybciej niż wszyscy inni – opisuje Aneta swój ostatni pobyt w Ugandzie dla Fundacji AfricaMed (africamed.org). – Jakby tego było mało, jechałyśmy teoretycznie lewym pasem. Praktycznie tam, gdzie było miejsce. I kilka razy myślałyśmy, że tym razem już naprawdę będzie zderzenie czołowe, ale za każdym razem jakoś się udawało w ostatniej chwili zjechać na właściwy pas, albo po prostu „Ojcze nasz” zadziałało.
Taksówka bez okien, a szkoła bez kredek i ołówków
Prawdziwą przygodą była też dla niej zawsze podróż do miasta taksówką. – Kiedyś na drzwiach takiej taksówki zauważyłam, że jest on na 12 osób. Tak naprawdę mieściło się w nim 2 razy tyle. Przecież można było jeszcze komuś usiąść na kolanach, albo – jak już było naprawdę ciasno – wystarczyło otworzyć okno, złapać się dachu i usiąść na drzwiach. Czasem nawet nie było problemu z otwieraniem okna, bo go po prostu nie było – relacjonuje Aneta Kozioł.

Wolontariuszka przekonała się, co oznacza prawdziwa bieda. Podopieczni szkoły w Ugandzie nie mieli nawet ołówków. – Byłyśmy całkowicie zaskoczone tym, jak bardzo dzieci i nauczyciele potrafili cieszyć się zwykłym ołówkiem – opowiada wolontariuszka, która dwa lata temu przywiozła ich 700, a także kolorowe kredki i kolorowanki z papugami. – Był tylko jeden zestaw kredek, gdy jedno dziecko skończyło pracę, przekazywało kredki kolejnemu i tak przez pięć godzin. Dzięki temu dzieci zdały później egzamin państwowy, na którym jednym z zadań było pokolorowanie papugi – dodaje.
Wolontariuszki chciałyby również i w tym roku przywieźć ugandyjskim dzieciom ołówki oraz kredki, stąd pomysł na kiermasz i zbiórkę na potrzeby misji w Ugandzie i Kirgistanie. – W przygotowanie kiermaszu włączyły się głównie osoby, które jadą na ten wolontariat, ale także Siostry Białe w Lublinie i wspólnoty z duszpasterstwa akademickiego – mówi Greta. – Sprzedawałyśmy m.in. nasze wypieki, zrobione świąteczne kartki i dekoracje. Zbiórka i kiermasz trwał cały dzień po każdej mszy św. Kiermasze planujemy jeszcze w innych kościołach, nie tylko w Lublinie, ale także w Poznaniu – dodaje.

Czego może nauczyć się Europejczyk od mieszkańców Czarnego Lądu?
– Ludzie w Afryce mają taką wspaniałą cechę, że jeśli w coś wierzą, to mówią o tym wszystkim i wszędzie. Jeżeli są katolikami, protestantami czy muzułmanami i wierzą w Boga, to piszą to na swoich samochodach, sklepach i w miejscach pracy. Gdy robiłyśmy zakupy, bardzo często oprócz zwyczajnego „do widzenia” słyszałyśmy, „niech Bóg was błogosławi”. Zresztą takie słowa bardzo często słyszałyśmy nawet od 4-latków. A wiecie, co w tym wszystkim było moim zdaniem najpiękniejsze? Był to po prostu ogromny wyraz wolności – uważa Aneta. – Chociaż w miejscu, w którym byłam, katolicy mieszkali obok protestantów i muzułmanów, to każdy miał prawo wierzyć w to, co uważał za prawdę. W tym religijnym miszmaszu rządziła jedna reguła – jeśli w coś wierzysz, to na całego, całym życiem, bo twojej wierze należy się szacunek, a z wiarą nie należy się kryć. I tego powinniśmy się od nich uczyć…
***
Osoby, które chciałyby wesprzeć wolontariuszki i misję w Ugandzie mogą wpłacać pieniądze na Pallotyńską Fundację Misyjną Salvatti.pl (ul. Wilcza 8, 05-091 Ząbki, numer KRS:0000309499), na konto Bank Pekao SA, nr: 44 1240 1095 1111 0010 3468 8020, kod SWIFT: PKO PL PW, w tytule wpłaty „Darowizna na Ugandę”.
Marcin Żminkowski




9 Responses to "Uga(n)dają się w Afryce!"