Po przerwie grali jak juniorzy (ZDJĘCIA)

To był wielki mecz Aleksandyra Kolewa (nr 20). Bułgarski napastnik Stali zdobył gola i zanotował dwie asysty. Fot. stalmielec.com
To był wielki mecz Aleksandyra Kolewa (nr 20). Bułgarski napastnik Stali zdobył gola i zanotował dwie asysty. Fot. stalmielec.com

STAL MIELEC – GKS KATOWICE. Nie tylko bramkarz Tomasz Libera nie miał dnia. W II połowie grająca z przewagą zawodnika Stal dała sobie wbić trzy gole.

Hit kolejki obfitował w bramki i niesamowite zwroty akcji, ale ci, którzy w piłce nożnej szukają odpowiedzialności i dyscypliny taktycznej łapali się za głowy. – Nie cierpię takiego chaosu. To niedopuszczalne na tak wysokim poziomie – grzmiał Zbigniew Smółka, trener Stali.

Trudno się z tym nie zgodzić. To był radosny futbol, gdzie śmiało mogło paść więcej, niż pół tuzina goli. – Kibice przychodzą na stadiony, żeby przeżywać emocje. Ten mecz był dla nich wspaniałą ucztą. Tylko że ja spoglądam na sprawę nieco inaczej. Przed przerwą moja drużyna prezentowała się doskonale, tymczasem na drugą połowę wyszli juniorzy. Nie poznawałem chłopaków i do tej pory jestem w szoku – przyznał Smółka na pomeczowej konferencji prasowej.

Nie spadli w przepaść
GKS przyjechał do Mielca po 21-letniej przerwie, ostatnie spotkanie tych drużyn przy Solskiego miało miejsce w ekstraklasie. W Katowicach wszystko podporządkowane jest powrotowi do elity, lecz wiosną zespół Jerzego Brzęczka traci zbyt wiele bramek i punktów. – Trzeba docenić remis wywalczony w tak dramatycznych okolicznościach. Pierwszą połowę biorę na siebie, nie trafiłem ze składem. Jednak przegrywając 0-2 i grając w osłabieniu, miałem wrażenie, że to może być szalony mecz. Byliśmy nad przepaścią, lecz uratowaliśmy się, drużyna zdała egzamin, choć koniecznie musimy wyciągnąć wnioski z tej lekcji – podkreślał szkoleniowiec „Gieksy”. Jego podopieczni wydawali się być bardziej rozczarowani wynikiem. – Charakter charakterem, ale ile będziemy go pokazywać i nie wygrywać? Trzeba go pokazać od pierwszej minuty. Nie możemy w tak łatwy sposób tracić bramek. To powoduje, że musimy gonić wynik i kosztuje nas to bardzo dużo sił. Trafiliśmy do siatki trzy razy, a nie zwyciężyliśmy. Trochę to przykre – utyskiwał skrzydłowy Andreja Prokić.

Bramkarz nie chwyta, napastnik pudłuje
Doskonale znany w Mielcu Serb trafił na 2-2, ośmieszając Tomasza Liberę. Bramkarz Stali zrobił sobie wycieczkę na 15 metr, a potem został przelobowany. Dwadzieścia minut później przydarzył mu się jeszcze poważniejszy kiks – wypuścił z rąk piłkę i Mikołaj Lebedyński skwapliwie skorzystał z prezentu. – Widziałem jak Tomek chwycił piłkę, więc pobiegłem już do kontry. Gdy odwróciłem głowę, ujrzałem futbolówkę w naszej siatce. Nie rozumiałem, co się dzieje – opisywał feralną sytuację z końcówki meczu Dominik Sadzawicki. Obrońca Stali i były zawodnik katowiczan przyznał, że remis smakuje jak porażka. – W szatni powtarzaliśmy sobie, że 2-0 to najbardziej zdradliwy wynik. No i niestety pogubiliśmy się – żałował.

– Zabrakło nam wyrachowania. Ba, niewiele brakowało, żebyśmy „dostali” bramkę na 4-3. Nie może być tak, że rywale kontrują nas, grając w dziesiątkę! – pieklił się Smółka, który dość szybko wpuścił na boisko drugiego napastnika. Niestety, Dorian Buczek też nie miał dnia, marnując dwie „setki”…

Bułgar nie do zatrzymania
Bohaterami sobotniego thrillera był tercet, który napędzał akcje Stali: Wasył Panajotow – Szymon Sobczak – Aleksandyr Kolew. Notowali asysty, strzelali piękne gole i walczyli bez pardonu, więc trup słał się gęsto. To po „wycięciu” szarżującego Sobczaka Oliver Praznovsky wyleciał z boiska, a biało-niebiescy przez 70 minut grali z przewagą zawodnika. Z kolei 25-letni Kolew to chyba najlepszy aktualnie napastnik I ligi i transferowy strzał w dziesiątkę trenera Smółki. Portal transfermarkt wycenia Bułgara na 150 tysięcy euro i jeśli pozyskany z Beroje Stara Zagora dryblas (191 cm wzrostu) nie obniży lotów, latem może trafić do któregoś z klubów ekstraklasy.

STAL Mielec 3
GKS Katowice 3
(2-0)
1-0 Sobczak (8.), 2-0 Getinger (40.), 2-1 Foszmańczyk (48. – karny), 2-2 Prokić (63.), 3-2 Kolew (71.), 3-3 Lebedyński (83.)
STAL
: Libera – Sadzawicki, Zalepa, Kiercz, Milekić (77. Sulewski), Sobczak (84. Lech), Marciniec, Panajotow, Radulj (58. Buczek), Getinger – Kolew
GKS: Nowak – Czerwiński, Kamiński, Praznovsky, Frańczak (80. Lebedyński), Jóźwiak (46. Garbacik), Kalinkowski (46. Pielorz), Zejdler, Prokić, Foszmańczyk – Goncerz.
Sędziował Paweł Pskit (Łódź). Żółte kartki: Sadzawicki, Milekić, Getinger – Nowak, Kamiński, Pielorz, Zejdler, Goncerz. Czerwona kartka Praznovsky (20. – faul). Widzów 3727.

Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.