Motor odjechał, trenerzy posprzeczani (ZDJĘCIA)

Fot. Wit Hadło
Fot. Wit Hadło

STAL RZESZÓW – MOTOR LUBLIN. Czwarta wiosenna przegrana rzeszowian.

Imponująca seria Motoru to nie dzieło przypadku. W sobotę lublinianie pokazali przy Hetmańskiej poukładany futbol, więc do domu wrócili bogatsi o trzy punkty i rozbudzone marzenia o awansie. Stal powoli musi o nim chyba zapomnieć.

Kamil Oziemczuk i Paweł Kaczmarek – dwóch zawodników gości z ekstraklasową przeszłością rozmontowało biało-niebieskich. Pierwszy dwukrotnie świetnie podawał, drugi ze spokojem podarunki zamieniał na bramki. Takiej właśnie pazerności zabrakło gospodarzom, bo – choć nie zagrali złego spotkania – ciężko kogokolwiek wyróżnić. Stal zmarnowała zresztą niezliczoną ilość okazji, którymi śmiało mogłaby obdzielić kilka poprzednich meczów. Wojciech Reiman, Kacper Drelich, Sebastian Brocki, Michał Lisańczuk czy wreszcie Piotr Prędota mogli i w zasadzie powinni uradować trybuny, a te – można by rzec nareszcie – piłkarzom pomagały.

Sporo działo się przez 90 minut, ale chyba jeszcze ciekawiej było na pomeczowej konferencji prasowej. Trenerzy Bohdan Bławacki i Marcin Sasal, znający się już z przeszłości, wyraźnie nie przypadli sobie do gustu. – Ten mecz od samego początku był jakoś dziwnie podsycany. Myślę, że rolą szkoleniowca nie jest podgrzewanie nastrojów w prasie, tylko praca ze swoim zespołem. Proszę zajmować się analizą gry Stali, a nie mojej drużyny, bo tu w Rzeszowie jest dużo do zrobienia – wypalił w kierunku ukraińskiego opiekuna biało-niebieskich Sasal. Ten nie pozostał dłużny, ale na pewno zachował dużo więcej klasy od swojego vis-à-vis. – Przy 0-1 na Piotrku Prędocie był 200-procentowy rzut karny. Dodatkowo, gdyby sędzia od początku sprawiedliwie dawał żółte kartki, to kilku zawodników Motoru pewnie nie skończyłoby tego meczu – Bohdan Bławacki nawiązywał do sytuacji, w których rozjemca sobotnich zawodów wyraźnie się nie popisał.

III liga to nie esktraklasa, tu każdej akcji nie śledzi 10 kamer, jednak trzeba przyznać, że Mateusz Kowalski w sobotę sprawiedliwością nie grzeszył. Stal dwukrotnie domagała się „jedenastki”, ale ani za sytuację z Sebastianem Brockim (dostał żółtą kartkę za symulowanie w szesnastce), ani z Piotrkiem Prędotą arbiter nie wskazał na wapno.

– Motor wygrał zasłużenie, bo wykorzystał nasze błędy. Goście zaskoczyli nas wysokim pressingiem, ale ja nie rozumiem naszych zawodników. To miała być walka liderów, a nasi zrobili w pierwszej połowie tyle błędów, że teraz im wstyd, więc siedzą w szatni i stygną – utyskiwał opiekun Stali, która przegrała czwarty mecz na wiosnę i sprawę awansu skomplikowała na dobre.

STAL Rzeszów 0
MOTOR Lublin 2
(0-2)
0-1 Oziemczuk (16.)
0-2 Oziemczuk (43.)
STAL
: Wieczerzak – Pliypas, Drelich, Kursa, Skała, Gil, Giel (53. Lisańczuk), Szeliga, Brocki (59. Kvych), Reiman, Prędota.
MOTOR
: Socha – Michota, Tadrowski, Gieraga, Słotwiński, Paluch, Kaczmarek, Kamiński, Tymosiak, Stachyra (61. Majkowski), Oziemczuk (72. Myśliwiecki).
Sędziował
Mateusz Kowalski (Kielce). Żółte kartki: Brocki, Kursa. Widzów 1000.

Tomasz Czarnota

[print_gllr id=210255]

Leave a Reply

Your email address will not be published.