Ludzie płacą i płaczą

- Takie są przepisy prawa i my zmienić go nie możemy - tak skargi mieszkańców komentują burmistrz Jan Zuba i skarbnik Stanisław Zuber. Fot. Paweł Galek
– Takie są przepisy prawa i my zmienić go nie możemy – tak skargi mieszkańców komentują burmistrz Jan Zuba i skarbnik Stanisław Zuber. Fot. Paweł Galek

WERYNIA. Przez rozdrobnienie podkarpackich gruntów dochodzi do absurdów. 

Mieszkańcy skarżą się, że dostają po kilkadziesiąt nakazów zapłaty podatku od nieruchomości, każdy z nich po kilka złotych. Za swoje dostają też sołtysi, którzy muszą „bawić się” w biurokratów, wypełniając stosy druków. Jak się okazuje, jest to efekt spraw własnościowych gruntów, które na Podkarpaciu przypominają „węzeł gordyjski”.

Najbardziej kłopotliwy jest tzw. współudział w nieruchomości, gdzie wszyscy właściciele solidarnie odpowiadają za całość niezależnie od tego ile mają. – Ja tego zrozumieć nie potrafię. Ktoś zapłaci, a i tak przychodzi do niego upomnienie, bo nie zapłacił ktoś inny? Przecież to niesprawiedliwe – wkurza się Zbigniew Pytlak, sołtys Weryni.

Burmistrz: Ja też mam współudział
– Kilka lat temu ta współwłasność była wliczona do podatku ogólnego, nakazu. Teraz to rozdzielono. W efekcie do jednego numeru domu przychodzi nawet po 30 nakazów zapłaty. W związku z tym muszę odebrać kilkadziesiąt kwitków na łączną kwotę np. 20 zł. Jaki tu jest sens, kiedy rozniesienie nakazów kosztuje 90 zł plus drukowanie i inne koszty. Mieszkańcy się denerwują i mają rację. To, czego się nasłucham przy podatkach, to moje – żali się sołtys.

– Ustawa mówi, że każdy udziałowiec danej nieruchomości otrzymuje decyzję podatkową na jej całość, ale przy jego nazwisku wpisany jest jego procentowy udział – tłumaczy Stanisław Zuber, skarbnik kolbuszowskiej gminy. – Osoba ta może zapłacić za swoją część, co jednak nie zwalnia jej z obowiązku zapłaty za inne części, jeśli nie zrobią tego ich właściciele. Zdajemy sobie sprawę z obciążania tych solidnych, którzy płacą za tych, którzy nie płacą. Niestety, takie jest prawo i my tego nie zmienimy – dodaje skarbnik.

Podobne problemy ma burmistrz Jan Zuba, z tym że akurat on nie narzeka. – Mamy z rodzeństwem współudziały w nieruchomości w gminie Dzikowiec. Po rodzicach – przyznaje. – Ale my solidarnie płacimy. Problem jest tam, gdzie sąsiedzi ze sobą nie rozmawiają. Bywa, że część z udziałowców nie żyje, albo wyjechała. Cóż, taka jest specyfika Podkarpacia. Tego nie załatwimy ani my, ani kolejne pokolenia. Te problemy są w zasadzie nierozwiązalne.

Paweł Galek

Leave a Reply

Your email address will not be published.