
STALOWA WOLA. Czy urzędnicy magistratu dadzą przykład i wysiądą z samochodów? Samorząd poważnie rozważa wprowadzenie gratyfikacji za ich dojazdy do pracy na jednośladach.
Jest propozycja, by urzędnicy stalowowolskiego magistratu do pracy dojeżdżali rowerami. Głównie dlatego, że na parkingu pod Urzędem Miejskim stale brakuje miejsc dla petentów, ale nie tylko. Urzędnik zażywający sportu jest odstresowany, a to stymuluje milszą obsługę. Może być jeszcze milsza, bo za jazdę jednośladem urzędnik dostawałby finansową premię.
Sprawa nie jest z gatunku science fiction, bo włodarz hutniczego miasta jest zagorzałym cyklistą i pomysł podrzucony przez radnych przypadł mu do serca. Lucjusz Nadbereżny obiecał zachęcać podwładnych do pozostawiania samochodów w domu. Dysponuje też przykładami z innych polskich miast, w których urzędnicy dojeżdżają rowerami i wszyscy sobie to chwalą.
W trosce o miejsca parkingowe i zdrowie urzędników
Pomysł zgłosił na ostatniej sesji miejskiego parlamentu radny Mariusz Kunysz. Sam – a jest emerytem – z roweru zsiada dopiero, gdy mróz mu dalszą jazdę uniemożliwia i nie widzi przeciwwskazań, by inni nie mieli jego kondycji. – Jeszcze w tej kadencji zgłoszę gotowy program zachęcający urzędników magistratu do korzystania z rowerów przy dojeździe do pracy – zapewnia radny niezależny. Uchylił rąbka uchwałowej tajemnicy, że program taki musi przewidywać finansowe premie, ta jak w przypadku palaczy, którzy papierosy zostawiają w domu. Pomysłodawca dodał, że miasto co roku wykłada spore pieniądze na ścieżki rowerowe i urzędnicy powinni dać przykład innym. Do tego w Stalowej Woli funkcjonują rowery miejskie, za które samorząd też słono płaci.
Ze strony urzędników padł głos, że magistrackie parkingi swoimi samochodami zapychają sąsiedzi, ale radnym pomysł Kunysza się spodobał. Wsparcie obiecał prezydent. – Będziemy do tego pomysłu zachęcać – zadeklarował włodarz miasta. Stalowa Wola nie byłaby pierwszym polskim magistratem, którego urzędnicy są cyklistami. Z tego samego powodu, czyli zapchanych parkingów, na rowery przesiedli się urzędnicy magistratu w Sopocie. Każdy, kto przyjeżdża jednośladem dostaje 50 zł premii. Niektóre polskie firmy płacą za taki dojazd kilka razy więcej. Australijczycy wyliczyli, że 20 min. jazdy rowerem każdego obywatela, to 20 dolarów oszczędności dla państwa na korkach, infrastrukturze transportowej, gazach cieplarnianych i parkingach. Z drugie strony rowerzysta jest zdrowszy, ma lepszą kondycję, a przez to rzadziej choruje, co nie powinno być obojętne pracodawcy.
Jerzy Mielniczuk


