Najlepsi kardiolodzy ratują nasze serca

Fot. Archiwum
Fot. Archiwum

RZESZÓW. W Rzeszowie mamy referencyjny ośrodek leczenia zaburzeń rytmu serca.

600 specjalistów kardiologów spotkało się w ubiegłym tygodniu w Rzeszowie na trzydniowej (25 do 27 maja) XXVIII konferencji Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, by wymienić się doświadczeniami, pokazać, jak dobrze rozpoznać arytmię serca i jak dobrze ją leczyć.

Rozmowa z gościem Super Nowości Oskarem Kowalskim, lekarzem pracującym w Śląskim Centrum Chorób Serca i przewodniczącym Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

PACJENCI Z ARYTMIĄ SERCA ŻYJĄ NA BOMBIE ZEGAROWEJ
– Dlaczego na konferencję wybrano Rzeszów? Czy wynika to z tego, że nasi kardiolodzy nie mają się czego wstydzić, czy może wprost przeciwnie, muszą się dużo nauczyć?
– Przyznaję, że to wzajemny zaszczyt. Dla ośrodków, które goszczą tego typu wydarzenia, to oczywiście forma nobilitacji, jednocześnie my (towarzystwo) te spotkania organizujemy tam, gdzie prezentowany jest uznany poziom w leczeniu arytmii serca. Ja mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że leczenie arytmii serca w Rzeszowie, w ośrodku kierowanym przez prof. Andrzeja Przybylskiego, to najwyższa jakość polska i nie tylko polska. Na pewno w tej chwili nie ma rodzaju zaburzeń rytmu, którego nie można byłoby wyleczyć w Rzeszowie. Wyposażenie ośrodka jest tak dobre, że każdy rodzaj arytmii jest tu zabezpieczony, także arytmie groźne, wymagające implantacji różnych urządzeń jest pełne, nowoczesne. Ja mogę jedynie oddać szacunek lekarzom, którzy tu pracują, którzy w ostatnich latach wykonali skok milowy w opiece nad pacjentami mającymi problem z zaburzeniami rytmu serca. Macie państwo ośrodek referencyjny najwyższego poziomu.

– Jak dużej grupy pacjentów dotyka arytmia?
– Bardzo dużej grupy pacjentów, bo każdy pacjent z zawałem ma jakiś rodzaj zaburzeń rytmu serca – mniej lub bardziej groźny, lub śmiertelnie groźny. Prawda jest taka, że wszyscy wiemy co to jest zawał, a co to są zaburzenia rytmu serca już mało kto. A takie np. migotanie przedsionków może prowadzić do udaru mózgu i to udaru o dużo poważniejszych konsekwencjach dla człowieka niż udar spowodowany miażdżycą. Dlaczego? Ponieważ ma inny mechanizm powstania. W przypadku miażdżycy dochodzi do stopniowego zamykania jakiegoś naczynia w mózgu. Natomiast w przypadku migotania przedsionków w sercu może powstać skrzeplina, która jeżeli dostanie się do mózgu, natychmiast ją zakleja. Czyli obszar uszkodzenia mózgu staje się automatycznie dużo, dużo większy. A ludzie żyjąc z migotaniem przedsionków nie zdają sobie sprawy, że żyją na bombie zegarowej, która w każdej chwili może eksplodować i skończyć się udarem mózgu, a nawet zgonem.

Czy chory może nie czuć migotania przedsionków? Czy choroba nie daje widocznych objawów?
– Jest grupa pacjentów, którzy czują, że serce im kołacze, ale nie mają z tego powodu żadnych dokuczliwych objawów i nie idą do lekarza. Jest też grupa, która odczuwa to bardzo mocno i w przypadku arytmii nie może funkcjonować, ci zgłaszają się do lekarza rodzinnego i w końcu trafiają do kardiologa. Jednak ta strefa szarości, czyli pacjenci skąpo objawowi lub bezobjawowi, a jest ich dużo, to pacjenci, którzy na tym źle wychodzą.

– Jak pacjent może się dowiedzieć, że cierpi na migotanie przedsionków, skoro często nie ma odczuwalnych objawów migotania?
– Według wytycznych towarzystwa kardiologicznego jest zalecenie, by u osób starszych, przy rutynowej wizycie u lekarza wykonać EKG. Pomocne też jest regularne sprawdzanie pulsu. Puls u człowieka, który nie ma migotania przedsionków jest równy, jak jazda pociągu po szynach: tuk, tuk tuk, równo, serce bowiem bije miarowo. Natomiast w czasie migotania przedsionków puls jest chaotyczny, nierówny. Im częściej go sprawdzamy, tym lepiej. Nie wymaga to wiedzy fachowej, syn może badać puls mamie, córka tacie. Jeżeli coś jest nie tak, powinno się wysłać rodzica do lekarza. Gdy lekarz stwierdzi, że wszystko jest okej, nic groźnego się nie dzieje, to dobrze, ale jeżeli jest migotanie, to rozważy czy nie trzeba wprowadzić leczenie przeciwkrzepliwego. I pacjent będzie bezpieczny.

– Co lekarz powinien zrobić wiedząc, że ma pacjenta z migotaniem przedsionków?
– Jeżeli wiemy, że pacjent ma migotanie to specjalną punktacją liczymy zagrożenie i jeżeli sytuacja tego wymaga włączamy leczenie przeciwzakrzepowe. To leczenie może być bardzo tanie, ale kłopotliwe, bo często trzeba robić badanie krwi. Są też leki droższe, ale wygodne dla pacjenta, który bierze dwa razy dziennie tabletkę, nie mierząc innych parametrów i jest zabezpieczony. Nawet gdy będzie migotanie, to skrzep nie powstanie i nie zatka żadnych tętnic. Czyli mamy dobre metody zabezpieczenia pacjenta, tylko on musi do nas odpowiednio wcześnie trafić.

Rozmawiała Anna Moraniec

One Response to "Najlepsi kardiolodzy ratują nasze serca"

Leave a Reply

Your email address will not be published.