Kilkadziesiąt osób zatruło się po zjedzeniu omleta

- Po zakończeniu naszych czynności sprawę do wnikliwego zbadania przekażemy prokuraturze. Na razie nie mamy jeszcze wyników badania zarekwirowanych jajek, ani badań pracowników na nosicielstwo - mówi Jaromir Ślączka. Fot. Wit Hadło
– Po zakończeniu naszych czynności sprawę do wnikliwego zbadania przekażemy prokuraturze. Na razie nie mamy jeszcze wyników badania zarekwirowanych jajek, ani badań pracowników na nosicielstwo – mówi Jaromir Ślączka. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. Inspekcja sanitarna kończy procedury kontrolne w zakładzie, który przyczynił się do zatrucia salmonellą 28 osób.

– Jedno jest pewne. W zakładzie (Buła i spóła), w którym przygotowywane były posiłki dla firmy Gino’s Fit, rozwożącej dietetyczne posiłki, nie przestrzegano zasad higieny. Oczywiście my prowadzimy dochodzenie post factum i nie możemy stwierdzić, że kucharz, który mówi, że zachował zasady higieny (sparzył jajka, był w rękawiczkach, dezynfekował ręce czy blaty, na których przygotowywał posiłki) mówi prawdę, czy kłamie. Faktem jest, że zaniedbania po stronie producenta były, że brakowało zachowania lady chłodniczej, czego skutkiem było zatrucie salmonellą – mówi Jaromir Ślączka, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Rzeszowie.

Inspektor dodaje, że sytuacja może być nieco złożona, ale wina tak czy inaczej leży po stronie produkcji. Sanepid zabezpieczył część jajek, z których smażono omlety. – Czy w zarekwirowanej próbce wykryta zostanie salmonella? Jeszcze nie wiadomo. W środę można będzie podać jedynie wstępne wnioski – mówi Ślączka.

Objawy salmonellozy wystąpiły u 28 osób. Miały różne nasilenie, niektórzy mieli mniejsze dolegliwości, inni większe. Sześć osób musiało być hospitalizowanych. To właśnie szpital, gdzie trafiły osoby zatrute salmonellą, powiadomił sanepid. – Kontrola zakładu, oprócz nieprawidłowości w ciągu technologicznym, wykazała nieprzestrzeganie zasad bezpiecznego przechowywania i wożenie posiłków pojazdem do tego nieprzystosowanym – mówi inspektor. W ogóle nie rozumiem takiej dystrybucji jedzenia. Klienci godzą się na wieszanie jedzenia na klamkach, bramach czy zostawienie u portiera. W takim przypadku trudno o zachowanie odpowiedniej temperatury jedzenia, gdy temperatura powierza wynosi 20 stopni.

Na gotowych potrawach nie było też informacji ani o dacie przydatności do spożycia, ani o sposobie przechowywania. Firma Buła i spóła nie miała też rozszerzenia działalności ze smażenia hamburgerów czy frytek na przygotowywanie pudełkowego jedzenia. Skierujemy więc wniosek o zbadanie tej kwestii do Wojewódzkiego Inspektora Sanitarno-Epidemiologicznego. Po zakończeniu naszego postępowania zaś całość sprawy przekażemy prokuraturze, bo zaszły przesłanki, które zagrażały zdrowiu i życiu ludzi. Sanepid już ukarał mandatem menedżerkę firmy. Zakład został zamknięty do czasu zakończenia kontroli.

Anna Moraniec

13 Responses to "Kilkadziesiąt osób zatruło się po zjedzeniu omleta"

Leave a Reply

Your email address will not be published.