Po ponad 15 latach pracy MARCIN WOŁOWIEC kończy przygodę pierwszego szkoleniowca grup młodzieżowych. Doświadczony szkoleniowiec biało-niebieskich zostawił serce w klubie przy Hetmańskiej. – Wszystko co dobre zawdzięczam Stali Rzeszów – z drżącym głosem opowiada bodaj najbardziej ceniony trener stalowców, który od przyszłego sezonu poprowadzi Sokoła Sieniawa.
– To, co zrobili pana piłkarze, było wprost niesamowite ! Widzę, że ciężko trenerowi w to uwierzyć.
– Czegoś takiego to ja sobie nie wyobrażałem w najśmielszych oczekiwaniach. To jest po prostu niemożliwe, co tu się dokonało. Mam łzy w oczach. Pracuję tu już 15 lat i kończę przygodę pierwszego trenera. Na pewno będę z tymi chłopakami, bo mam ich wszystkich w szkole i jeśli będzie taka potrzeba, to proces treningowy dalej będę mógł realizować, ale ciężko będzie to pogodzić z meczami. Mam łzy w oczach, bowiem czuję się spełniony w tym klubie. Dramaturgia tego meczu jest ponad mój układ nerwowy, cieszę się niemiłosiernie z tego, co się tutaj dokonało. Przegrywając 0-4 chyba naprawdę największy optymista mógł zwątpić, ale w moich zawodników nigdy nie wolno wątpić.
– A trener nawet przez moment nie zwątpił?
– Ciężko powiedzieć. Na pewno wierzyłem w moich podopiecznych do końca. Dobrze, że po czwartej bramce szybko nawiązaliśmy kontakt i nadzieja odżyła. Natomiast wcześniej, schodząc do szatni przy stanie 0-3, myślałem, że rozwalę wszystko co się w niej rusza, leciały naprawdę takie epitety, że ciężko to powtórzyć, ale gratuluję tym chłopakom, bo tak strasznie ciężko pracowali na ten awans i być może będzie to awans jednoroczny, gdyż jest reorganizacja ligi i tylko 6 drużyn się utrzyma. Oni uwieńczyli ten rok awansem, dlatego czapki z głów przed tym co dokonali w ostatnim meczu. Wyjść z porażki przy wyniku 0-4 i w tak niesamowity sposób zdobyć wyrównującą bramkę dającą upragniony awans, to rzecz potwierdzająca klasę tej drużyny.
– W Rzeszowie do przerwy wyglądaliście słabo. Niemniej jednak z przekroju całego dwumeczu sądzę, że wasz awans jest jak najbardziej zasłużony.
– Tak. Bałem się w przerwie, że stanie się coś złego, że przez 15 minut zaprzepaścimy cały rok pracy, ale nie – wiara, motywacja i wreszcie koncentracja pozwoliły temu zespołowi osiągnąć cel, który był zamierzony. To jest dłuższa rozmowa na temat, jak ten zespół się budował. Zaczynając w lipcu było tych chłopaków tak mało, wielu szukało szczęścia po innych klubach. Tak strasznie się cieszę, że oni tu zostali, że wierzyli we mnie, że wierzyli w to, co robimy. Ten sukces to ich święto i na pewno będziemy go długo i mocno celebrować.
– Koncentracja, motywacja, walka oraz ambicja. Czy to były jedyne kluczowe walory, które zadecydowały o końcowym triumfie?
– Motywacja ! Od tego zacznę, na drugim miejscu koncentracja, na trzecim miejscu walka, zaś to wszystko oplecione umiejętnościami, inaczej nie mogę tego nazwać. Naprawdę bardzo dużo czasu poświęciłem na motywację w tym zespole. Ci chłopcy, zaczynając przygotowania do tego sezonu, nie wierzyli w to co robią i ta pierwsza runda jesienna była bardzo trudną rundą, ale zaraz szybko udowodnili samym sobie, że warto robić to co robimy, warto ciężko pracować no i wreszcie jest to zwieńczenie pewnego etapu. Teraz idą na zasłużoną przerwę, a w połowie lipca zaczynają ponownie pracować.
– Niedawno podpisał pan umowę z czwartoligowym Sokołem Sieniawa. Nie da się pogodzić prowadzenia dwóch drużyn naraz ?
– Myślę, że nie da rady. Muszę usiąść z władzami rzeszowskiego klubu i porozmawiać na temat dalszej współpracy, ponieważ nie chcę tutaj zamykać sobie drzwi. Będę pracował w Sokole, to będzie mój główny zespół Natomiast cała ekipa z CLJ jest u mnie w szkole, mam z nimi codzienne treningi, więc trudno, żebym całkiem z tego zrezygnował, a tym bardziej, iż obiecałem tym chłopakom, że ich nie zostawię. Na razie idę na zasłużony odpoczynek, za tydzień jadę z rodziną na krótkie wczasy.
– Wymarzony mecz z KSZO był podsumowaniem bardzo udanego sezonu. Można było chcieć czegoś więcej ?
– Nie, przy takim sukcesie nie szuka się już szczegółów. Boże, ile ja już sobie w głowie układałem wymówek w przypadku naszego niepowodzenia. Na szczęście nie muszę tego robić. Dedykuję ten awans mojemu przyjacielowi Grzegorzowi Nalepie, który jest chory, leży obecnie w szpitalu, życzę mu bardzo dużo zdrowia! Zagraliśmy też dla niego. Ten sukces dedykuję również mojej żonie, która zawsze za nas trzyma kciuki. Chciałem podziękować moim działaczom, którzy pozwolili mi kontynuować pracę i co tylko było możliwe pozwolili juniorom mieć. Chciałem podziękować właścicielom i pracownikom hotelu „Twierdza” za to, że tak fajnie nas przyjęli w ostatnim tygodniu, że mogliśmy się tam zgrupować kiedy stadion był zamknięty. Nie chciałbym nikogo pominąć, może będzie okazja, żeby sobie wszystkich przypomnieć, ale przede wszystkim dziękuje moim zawodnikom, bo to jest ich sukces.
– Dlaczego akurat wybrał pan Sokoła? Nie wierze, że nie było propozycji trzecioligowych.
– Nie było. Być może jestem zaszufladkowany w Stali Rzeszów, trudno mi powiedzieć. Wybrałem Sokoła, ponieważ była konkretna rozmowa i propozycja. Zarząd postawił określone warunki oraz cel. Chce zobaczyć też jak to jest poza Stalą Rzeszów. Trzeba czasem troszkę poszukać innego środowiska. Mam nadzieję, że moja współpraca z włodarzami klubu będzie bardzo dobra. Umiem się dogadywać z ludźmi, umiem z nimi rozmawiać, chcę rozmawiać, będę słuchał tego co mają do powiedzenia, będę robił swoje i dołożę wszelkich starań, aby Sokół osiągnął cel, jaki jest przed nim założony
A jaki jest ten cel?
– W każdym meczu gra o trzy punkty.
Rozmawiał Łukasz Szczepanik



3 Responses to "– Czuję się w Stali spełniony"