
STALOWA WOLA. 11 lipca 1943 r. Ukraińcy z OUN-UPA przeprowadzili zmasowany atak na polskie osiedla na Wołyniu. Tak rozpętała się rzeź, która pochłonęła ponad 150 tys. niewinnych istnień.
Do tej pory 95 proc. z nich nie ma nawet grobu. Leżą gdzieś w śmiertelnych dołach na Ukrainie, której władze nie chcą wpuścić naszego IPN, by te doły rozkopać. Właśnie o relacjach polsko-ukraińskich po 1991 r. mówił ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski (na zdjęciu). W rocznicę rzezi spotkał się z mieszkańcami Stalowej Woli. – To była zaplanowana akcja, a kierowali nią chociażby absolwenci paryskiej Sorbony – mówił ksiądz z kresowym rodowodem. – Na Ukrainie gloryfikuje się dziś UPA, stawia pomniki jej dowódcom. To jakby Niemcy stawiali teraz pomniki Hitlerowi.
Na spotkaniu obecny był też Andrzej Pityński. Mieszkający w Nowym Jorku znany rzeźbiarz rodem z Ulanowa, jest autorem monumentalnego – 14 m – pomnika poświęconego ofiarom rzezi wołyńskiej. Pomnik, za który już zapłaciła Polonia z USA, nie może znaleźć miejsca w Polsce, gdyż kolejne miasta odmawiają jego posadowienia ze względu na poprawność polityczną. Odmówiły tego m.in. władze Przemyśla i Rzeszowa. – Rzeszów nie chce dzieła u siebie, a w środku miasta ma inny pomnik, którego obiegowej nazwy nie przytoczę – skwitował ks. Isakowicz-Zaleski.
jam


