Nikogo nie dziwi, że lato to czas urlopów i bywa, że się tego czy owego w pracy nie zastanie. Tyle, że przez jakiś czas. Nawet nauczyciele, którym zawistnicy zazdroszczą dwóch letnich miesięcy wolnego, tak naprawdę przez część wakacji muszą być zwarci i gotowi do dyspozycji dyrekcji swej szkoły. A w wakacje, poza wyjątkami rzecz jasna, do nauczycieli ludzie interesu nie mają.
Do radnych natomiast – owszem, mogą mieć. Tymczasem prezydium przemyskiej Rady Miejskiej, od niedawna – przypomnijmy – aż czteroosobowe, uznało sobie, że do niego nikt z przemyślan w lipcu i sierpniu interesu mieć nie śmie i zawiesiło sobie swoje dyżury.
W prezydium owym zasiadają ludzie pracujący, więc trudno raczej przewidywać, by zwyczajnie mieli zamiar wyjechać na dwa miesiące na wakacje. Zatem należy przypuszczać, że dałoby się to zorganizować tak, by choć raz w letniej porze każde z tej czwórki było dostępne dla tych, którzy ich wybrali.
Ale po co? Wakacje są, wypoczynek się należy i dieta też. Teraz rodzi się pytanie: za co podczas wakacji radni biorą te diety? Sesji nie ma, chyba że trafi się jakaś nadzwyczajna, a trafia się rzadko, bo trudno ludzi do kworum czasem zebrać w okresie urlopowym. Komisje tym bardziej nie obradują, więc…
Ach tak, ale radnym wszak jest się cały czas, ludzie po to wybrali, zaufali, w tej radzie „posadzili”. No właśnie! Radny też człowiek i na urlop iść może, a jakże. Ale nie powinno być tak, że jak są wakacje, to radny dla swych wyborów nie istnieje! Latem też zdarzają się ludziom problemy, a radni od tego są, żeby ich wysłuchać i pomagać. Za to, między innymi, a może raczej przede wszystkim otrzymują oni dietę! Nie są to symboliczne pieniądze, tylko takie, że szarzy ludzie mają nierzadko mniejszą rentę czy emeryturę, a najniższa pensja krajowa oscyluje wokół nich.
Zatem skoro się już z wyboru ludzi pełni szlachetną misję radnego, społeczną, ale jednak płatną, to wypadałoby nie robić sobie dwumiesięcznych wakacji od wyborców.
Redaktor Monika Kamińska



15 Responses to "Radni w wakacje nie są radnymi?"