Mobbing i poniżanie w największej przychodni w regionie?

Czy mury tej przychodni kryją mobbing i złe traktowanie personelu? I jak przekłada się to na pacjentów? Fot. Paweł Dubiel
Czy mury tej przychodni kryją mobbing i złe traktowanie personelu? I jak przekłada się to na pacjentów? Fot. Paweł Dubiel

RZESZÓW. Wicemarszałek mówi, że oczekuje konkretnych argumentów i przykładów, a nie anonimowych pism.

Do marszałka województwa trafił anonimowy list od „zrozpaczonych pracowników” przychodni przy ul. Warzywnej w Rzeszowie z prośbą o interwencję. Z listu wychodzi, że w przychodni jest mobbing, gnębienie i poniżanie ludzi. Związkowcy nie chcą nic oficjalnie mówić. Ale już w rozmowach nieoficjalnych mówią, że w przychodni wśród pracowników panuje psychoza strachu. – Stosunki międzyludzkie są tam bardzo złe, a wszystko co złego mówi się o dyrektorze to niestety prawda – twierdzi jeden z nich i prosi o niepodawanie nazwiska.

W liście, który dotarł do naszej redakcji czytamy m.in.: „Drogi Panie Marszałku, w imieniu większości pracowników Wojewódzkiego Zespołu Specjalistycznego w Rzeszowie, po raz kolejny prosimy o interwencję, bo mimo sygnałów jakie Pan otrzymywał co do rządów obecnego dyrektora, nie widać żadnej ingerencji z Pana strony. Utrzymując tego pana na stanowisku współdziała pan w gnębieniu, mobingowaniu i poniżaniu ludzi”. (…) Ileż można wołać o pomoc? Czy naprawdę ważne są tylko układy polityczne, a pracownik może być traktowany jak rzecz”. (…) Zrozpaczeni pracownicy” – czytamy.

„Coś” już się działo
Dwa lata temu, po objęciu przez Mirosława Sosnę fotela dyrektora (z nadania, nie konkursu), w przychodni „coś” się działo między pracownikami (dotychczasowy dyrektor i przełożona pielęgniarek dostali zwolnienia dyscyplinarne w trybie natychmiastowym, które potem zostały odwołane przy udziale sądu pracy). Czy to „powtórka z rozrywki”? Czy w przychodni dochodzi do mobbingu, poniżania pracowników? – zapytaliśmy dyrektora Sosnę. – Pismo nie jest podpisane, „zrozpaczeni pracownicy” to może być jeden człowiek, moja konkurencja lub pojedyncza osoba, niezadowolona np. z tego, że nie dostała nagrody, której oczekiwała lub z innej podobnej przyczyny. Oczernić można każdego, szczególnie działając w ten sposób: anonimowo i znienacka – mówi Mirosław Sosna, dyrektor WZS w Rzeszowie.

Marszałek nic nie wie
„Przesłany do urzędu marszałkowskiego list w sprawie rzekomego mobbingu w WZS w Rzeszowie jest anonimem, a wobec tego urząd nie będzie odnosił się do jego treści. Informuję, że niedawno odbyło się spotkanie członka zarządu województwa odpowiedzialnego za ochronę zdrowia z pracownikami i przedstawicielami związków zawodowych z WZS. Na spotkaniu nikt z obecnych tam osób nie poruszył tematów, o których mowa w anonimowym piśmie, chociaż była ku temu możliwość.

– Oczywiście będę uważniej obserwował sytuację w przychodni przy ul. Warzywnej, gdyż dobro pracowników leży mi na sercu. Oczekuję jednak konkretnych argumentów i przykładów, a nie anonimowych pism. Jeżeli rzeczywiście dochodzi tam do nieprawidłowości załoga może w każdej chwili skierować sprawę do Państwowej Inspekcji Pracy, jako bezstronnego organu nadzorującego pracodawców – mówi Stanisław Kruczek, wicemarszałek.

I być może rzeczywiście można by traktować list jako nic nieznaczący anonim. Tyle, że o problemach słyszymy od samych związkowców. Z rozmów z nimi wynika, że w przychodni panuje swoista psychoza strachu. Każdy boi się każdego i nawet między sobą boją się mówić, bo jak sami mówią „są tacy od śledzenia innych”. – Stosunki międzyludzkie w przychodni są bardzo złe, a wszystko co złego mówi się o dyrektorze to niestety prawda – mówi jeden z nich i prosi o niepodawanie nazwiska.

Próbowaliśmy uzyskać oficjalne stanowisko związków zawodowych, ale przez kilka dni nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Anna Moraniec