
RZESZÓW. Sanepid sprawdza, czy w salach operacyjnych Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego nr 2 nie jest zbyt gorąco.
– Wysłaliśmy kontrolerów, którzy za pomocą certyfikowanego sprzęty sprawdzą temperaturę i wilgotność panującą w salach operacyjnych w lecznicy. Trudno się dziwić, że operowanie w temperaturze dochodzącej do 30 stopni nie jest komfortowe i budzi sprzeciw – przyznaje Jaromir Ślączka, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Rzeszowie. Inspekcja została podjęta na podstawie skargi personelu, która dotyczy kilku sal operacyjnych w lecznicy.
Według pisma skierowanego do mediów i sanepidu, w salach nie działa klimatyzacja i wielogodzinne operacje odbywają się w warunkach zagrażających zdrowiu operatorów i życiu operowanych. „Oprócz tego, że temperatura w salach często przekracza 29 stopni, to są tam zamontowane lampy starego typu, generujące znaczne ilości ciepła, których sprawność znacznie odbiega od standardów To powoduje, że temperatura w polu operacyjnym przekracza 30 stopni. Często po zabiegu czujemy się tak jakbyśmy wyszli z sauny, a kiedy informujemy o tym dyrekcję, to słyszymy, że wkrótce upały się skończą i wszystko wróci do normy. Dodać należy, że podczas zabiegów zespół jest w pełnym umundurowaniu, tj. maski, czapki, operatory i rękawiczki. Efektem pracy w tak trudnych warunkach są częste migreny, odwodnienia, a niejednokrotnie omdlenia wśród zespołu operacyjnego” – czytamy w piśmie. – Łatwo sobie wyobrazić, czym dla operowanego może skończyć się utrata koncentracji czy rozdrażnienie operujących – dodają.
Od lat operowali w takich warunkach, ale nie protestowali
Blok operacyjny był budowany w latach siedemdziesiątych, więc na pewno nie spełnia wymaganych dziś standardów. – Czy wcześniej nikt nie sygnalizował wysokich temperatur, czy teraz po prostu zepsuły się klimatyzatory i jest bardziej gorąco niż zwykle? Czy może w grę wchodzą inne argumenty, np. finansowe? – pytamy dyrektora placówki.
– Miesiąc temu, a kieruję palcówką dopiero od dwóch miesięcy, podczas spotkania z załogą sygnalizowano mi problem wysokich temperatur w czasie letnich upałów. Podjęliśmy wtedy decyzję o zakupie klimatyzatorów, które będą montowane przed salami operacyjnymi, by ochłodzić powietrze nawiewane do sal. Nie da się tego zrobić z dnia na dzień. Mamy już jednak wykonawcę, który systematycznie będzie je montował – zapewnia Krzysztof Bałata, dyrektor KSW nr 2 w Rzeszowie.
Ale idzie fala upałów, a personel mówi o omdleniach w sali. Jak to możliwe? – Nigdy nie słyszeliśmy, nikt nie sygnalizował, żeby dochodziło do omdleń. Taki przypadek musiałby być potraktowany jako wypadek przy pracy, a nigdy do takiej sytuacji nie doszło – zapewnia Marek Ruść z działu BHP w szpitalu.
Wacław Habaj, kierownik działu technicznego, zapewnia natomiast, że skargi mogą wynikać z tego, że część sal operacyjnych w szpitalu jest po generalnych remontach, i temperatury tam panujące to 19 do 22 stopnie przy 35-stopniowej temperaturze na zewnątrz. Niestety, większość sal budowana była w standardzie lat 80. i mocno odbiegają od tego, co buduje się dzisiaj. A część personelu wie, jak wygląda praca na nowych salach – dodaje. – Od wielu lat rozmawialiśmy o modernizacji bloku, ale zawsze było coś bardziej priorytetowego, a to budowa kardiochirurgii, a to Regionalne Centrum Edukacyjno-Rehabilitacyjne, a to szpitalny oddział ratunkowy – mówi.
– Teraz, zamiast remontować blok operacyjny, na co są zabezpieczone pieniądze, podjęliśmy decyzję o wybudowaniu nowego bloku. Będzie szybciej, w ciągu dwóch lat, a w starej lokalizacji i tak nie dałoby się zachować wszystkich standardów, choćby ze względu na wysokość pomieszczeń – mówi dyrektor.
Anna Moraniec



20 Responses to "Operują w temperaturze 30 stopni Celsjusza"