STAL RZESZÓW – RESOVIA. Sporo walki i kartek, ale zabrakło najważniejszego.
Derby bez rozstrzygnięcia. Wtorkowe starcie ciężko określić świętem piłki nożnej, bo ani Stal, ani Resovia nie pokazały niczego specjalnego. Oba zespoły przyznają jednak otwarcie: – Szanujemy jeden punkt.
Trener Bohdan Bławacki zaskoczył „pasiaki” jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Na ławce rezerwowej posadził bowiem Sławomira Szeligę, Piotra Prędotę i Daniela Koczona, czyli zawodników, którzy – przynajmniej w przedsezonowych założeniach – mieli dominować w ofensywnych poczynaniach biało-niebieskich. Na szczęście dla gospodarzy z kreacją nie było najgorzej, problem – na co zwracał uwagę już po inauguracji w Jaśkowicach szkoleniowiec Stali – tkwił bowiem w wykończeniu. Przed przerwą próbowali Reiman, Brocki czy Marczak, ale za każdym razem coś stawało na drodze. Najbliżej był w 23 minucie kapitan Stali, jednak piłka po jego uderzeniu z wolnego z 20 metrów trafiła w słupek. Nieco gorzej wiodło się z przodu Resovii, a gdy już udawało się zbliżyć w okolice szesnastki, futbolówka lądowała daleko na trybunach. Piłka na nodze nie siedziała choćby wypożyczonemu z Cracovii Przemysławowi Pyrdkowi, który wrócił na Wyspiańskiego po 1,5 roku.
Guz na głowie
Słabo ofensywę „pasiaków” rozruszali też zmiennicy – David Kwiek i wypożyczony z Cracovii Dawid Pałys-Rydzik. Po tak udanym początku i rozbiciu na dzień dobry Podlasia postawę Resovii trzeba więc uznać za małe rozczarowanie, zresztą w poczynaniach obu drużyn brakowało ładu i składu. Za najlepszy argument niech posłuży „obrazowanie słowem” – defensorzy obu stron mogli bowiem nabawić się konkretnych guzów na głowach, gdyż piłkę wybijali nią po kilkadziesiąt razy. Ta dosłownie latała w powietrzu, zamiast toczyć się po ziemi.
Stałe fragmenty gry kilka razy mogli spożytkować stalowcy, bo rzuty wolne i rożne bite przez Wojciecha Reimana aż prosiły się o dostawienie głowy czy nogi. Kilka razy bliski szczęścia był Michał Marczak, który zagrał dobre zawody. Umiejętnie się zastawiał, potrafił przytrzymać piłkę przy nodze, ale nie pierwszy raz zabrakło mu trochę cwaniactwa i szczęścia.
A „kibice”? Tu tradycyjnie nic się nie zmienia… Dla większości ważniejsze niż kulturalny doping okazały się wyzwiska, przekleństwa i wzajemne obrażanie. No i oczywiście przynajmniej kilka zimnych piw, żeby dokładniej było widać w upalny dzień szczegóły boiskowych wydarzeń…
STAL Rzeszów 0
RESOVIA 0
STAL: Wasiluk – Skała, Drelich, Kursa, Kordas, Buszta, Reiman, Hordichyuk (64. Szeliga), Skiba, Brocki (46. Koczon), Marczak (63. Prędota)
RESOVIA: Gnatek – Staszczak, Domoń, Barszczak, Cach (86. Kowal), Adamski (46. Bieniasz), Frankiewicz, Kaliniec, Buczek (56. Kwiek), Pyrdek (56. Pałys-Rydzik), Hass.
Sędziował Karol Iwanowicz (Kraśnik). Żółte kartki: Hordiychuk, Skała – Barszczak, Frankiewicz, Domoń. Czerwona kartka Frankiewicz (90. – druga żółta). Widzów 2500.
Tomasz Czarnota
[print_gllr id=217326]



3 Responses to "Derby bez ładu i składu (ZDJĘCIA)"