
SIARKA TARNOBRZEG – ROZWÓJ KATOWICE. Siarka wreszcie nie straciła gola, ale znowu zagrała nieskutecznie i nie wygrała.
Po trzech ligowych porażkach z rzędu, w których Siarka straciła aż 11 goli, w środę zremisowała przed własną publicznością z Rozwojem Katowice. Gospodarze mogą czuć jednak spory niedosyt, bowiem punkt zdobyty przez katowiczan był pierwszym w tym sezonie wywalczonym przez nich na obcym boisku.
Przed przerwą piłkarze obu drużyn sprawiali wrażenie, jakby po tarnobrzeskim boisku biegali za karę. Składnych akcji, po których „pachniało” bramką, można było policzyć na palcach jednej ręki. Miejscowi próbowali kąsać rywala głównie z wykorzystaniem najskuteczniejszego w ich szeregach, Mateusza Brozia. To właśnie jego w 17. min, w ostatniej chwili zdołał powstrzymać jeden z katowickich obrońców. W odpowiedzi umiejętności Karola Dybowskiego próbował sprawdzić Kacper Tabiś, ale nie trafił czystko w piłkę. W ostatnim kwadransie Siarka niemal całkowicie zamknęła rywala na jego połowie, ale nie miało to przełożenia na zdobycze bramkowe. Szczęścia próbował m.in. wspomniany wcześniej Broź, czy rozgrywający swój 50. mecz ligowy w barwach Siarki, Jan Grzesik. Goście z kolei czyhali na kontry, które także nie zakończyły się powodzeniem. W przerwie trener Włodzimierz Gąsior wprowadził na plac gry aż trzech nowych piłkarzy, co miało się przełożyć na skuteczne akcje jego drużyny. Zadziałało to jednak… w drugą stronę Tuż po przerwie, Dybowski musiał bowiem ratować swój zespół od utraty gola, broniąc w kapitalnym stylu uderzenie Daniela Paszka. Jako pierwszy z nowych graczy Siarki dał o sobie znać Kamil Radulj, który trafił jednak wprost w bramkarza Rozwoju. Po godzinie gry, na dobre zakotłowało się pod katowicką bramką ale Krzysztof Ropski z najbliższej odległości nie był w stanie pokonać Bartosza Solińskiego. Minuty uciekały, a po graczach Siarki coraz bardziej było widać zniecierpliwienie. Jak to bywa w tego typu przypadkach, nie jest ono sprzymierzeńcem konstruowania składnych akcji. I tak też było w tym przypadku. Co gorsza, miejscowi musieli być czujni w obronie, bowiem Rozwój tylko czekał na błąd „siarkowców” w tej formacji. Tak było m.in. w 70. min, gdzie spalony uchronił Dybowskiego przed poważnymi problemami, jakimi z pewnością byłaby sytuacja sam na sam z Bartoszem Marchewką. Za głowę łapali się z kolei kibice, widząc co w polu karny rywala, wyprawia Krzysztof Ropski. Ten w jednej tylko akcji, potrafił zmarnować dwie „setki”, przegrywając pojedynek z Solińskim, a potem mając przed sobą pustą bramkę, trafiając w poprzeczkę. Później na trybunach znowu dało się słyszeć jęk zawodu, po tym jak Radulj trafił w obrońcę Rozwoju, Broź uderzył tuż nad poprzeczką, a piłka po strzale Mateusza Czyżyckiego, padła łupek katowickiego golkipera. Grając tak nieskutecznie, Siarka nie mogła wygrać tego spotkania. I nie wygrała.
SIARKA Tarnobrzeg 0
ROZWÓJ Katowice 0
SIARKA: Dybowski – Grzesik, Witasik, Kubowicz, Witkowski (46. Dawidowicz), Księżniakiewicz, Czyżycki, Płatek, Zaradny (46. Radulj), Broź, Janeczko (46. Ropski)
ROZWÓJ: Soliński – Czekaj (46. Gałecki), Szeliga, Łączek, Płonka, Tabiś (70. Marchewka), Bętkowski (85. Olszewski), Jaroszek (90. Kamiński), Szołtys, Mońka, Paszek.
Sędziował Maciej Pelka (Piła). Żółte kartki: Janeczko, Ropski, Kubowicz, Grzesik, Dybowski – Płonka, Łączek, Jaroszek. Widzów 400.
mj


