
RZESZÓW. Więźniowie wzięli „sprawiedliwość” w swoje ręce.
Dziewiętnastolatek, który został oskarżony o brutalny gwałt na młodej dziewczynie po rzeszowskich juwenaliach, miał boleśnie się przekonać o tym, jak to jest być po drugiej stronie krat, czyli nie gwałcić, a zostać zgwałconym, pobitym i oznaczonym. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że więźniowie obeszli się z nim niemniej brutalnie niż on sam z młodą kobietą.
Przypomnijmy. Do zgwałcenia studentki doszło 14 maja około godz. 4 rano w Rzeszowie. Kamil K. nie znał swojej ofiary. Zauważył ją idącą samotnie w kierunku dworca i szedł za nią. W rejonie skrzyżowania al. Piłsudskiego i ul. Asnyka napadł na nią, zadając jej najpierw potężny cios w tył głowy, a następnie kilka ciosów pięścią w twarz. Następnie zaciągnął ją na skwer pomiędzy blokami przy al. Piłsudskiego i tam zgwałcił. Kobieta doznała urazu głowy, licznych poważnych urazów twarzy, stłuczenia kręgosłupa i miednicy. Do zatrzymania mężczyzny doszło 31 maja. Kamil K. próbował stawiać opór i wyrwać się policjantom, ale funkcjonariusze szybko sobie z nim poradzili. Na drugi dzień 19-latek został przewieziony do prokuratury, gdzie usłyszał zarzuty zgwałcenia i dokonania obrażeń ciała u kobiety. Kamil K. przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu, ale nie potrafił wytłumaczyć śledczym, dlaczego zaatakował i brutalnie zgwałcił kobietę – jak przekonywał w prokuraturze, ta myśl zrodziła mu się w głowie nagle, nie było to nic zaplanowanego wcześniej.
W areszcie zgotowali mu piekło?
Kamila K. osadzono w rzeszowskim areszcie śledczym. Nasze źródła, które posiadają bezpośrednią wiedzę na temat zdarzenia twierdzą, że w sierpniu mężczyzna miał poskarżyć się funkcjonariuszom Służby Więziennej na, delikatnie mówiąc, złe traktowanie. Miał skarżyć się, że zrobiono mu krzywdę. Gwałciciel trafił do Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie. Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, lekarz wstępnie stwierdził, że 19-latek miał ślady pobicia i gwałtu, na co miały wskazywać rany odbytu. Na plecach z kolei miał wbrew swojej woli wytatuowany duży – bo litery miały wysokość około 5 cm – napis „Gwałciciel”. Dokonać tego miały trzy osoby, z którymi przebywał w celi. Z kolei zgwałcić miał go jeden z osadzonych, a dwóch pozostałych trzymać mężczyznę. Tyle, że jak się dowiadujemy, 19-latek finalnie – prawdopodobnie bojąc się tego, co go czeka po powrocie do aresztu – miał odwołać swoje oskarżenia względem „kolegów” z celi.
Dominik Miś, prokurator rejonowy z Rzeszowa, o sprawie mówi niewiele: – Sprawdzamy, czy doszło do popełnienia przestępstwa. Analizujemy czy materiał dowodowy, który posiadamy pozwala na wszczęcie konkretnego postępowania – mówi.
Zrobili mu tatuaż bez jego zgody?
Z kolei kpt. Maciej Słysz rzecznik prasowy rzeszowskiego Zakładu Karnego mówi tak: – Istnieje podejrzenie, że w stosunku do jednego z osadzonych przebywających w jednostce inni osadzeni, przebywający razem z nim w celi mogli zachowywać się w sposób niezgodny z obowiązującymi przepisami m.in. wykonać mu tatuaż. Natychmiast po ujawnieniu tego faktu o sprawie została zawiadomiona Komenda Miejska Policji w Rzeszowie, która prowadzi postępowanie wyjaśniające.
Rzecznik podkreśla, że: – Niezależnie od działań policji dyrektor jednostki nakazał wszczęcie wewnętrznych czynności wyjaśniających. Zawsze w takich przypadkach to nam najbardziej zależy na dokładanym i rzetelnym wyjaśnieniu wszystkich aspektów sprawy. Należy pamiętać, że każdy osadzony już w pierwszym dniu pobytu w więzieniu informowany jest o możliwości zetknięcia się z zachowaniami charakterystycznymi dla środowisk przestępczych. Co niezmiernie ważne, ma obowiązek unikania zagrożeń oraz zgłaszania do przełożonych wszelkich zachowań zagrażających jego bezpieczeństwu.
Kpt. Słysz twierdzi jednak, że ze wstępnych informacji, jakimi dysponuje SW, wynika, że nie doszło do gwałtu ani pobicia, czyli potwierdza się nasza wersja o tym, że mężczyzna odwołał oskarżenia. Czy kiedykolwiek wyjdzie na jaw, co się stało w więziennej celi? Sprawa ma zostać wnikliwie zbadana przez prokuraturę. Choć jak nieoficjalnie słyszymy od naszego informatora, to zapewne „rozejdzie się po kościach”. – Ponieważ nikomu nie zależy na tym, co się stało gwałcicielowi. No może Służbie Więziennej, bo jak się o tym media dowiedziały, to jednak coś z tym muszą zrobić, bo bądź co bądź ich obowiązkiem jest zapewnienie bezpieczeństwa osadzonym – mówi.
VK



18 Responses to "Oskarżony o brutalny gwałt pobity i zgwałcony w areszcie?"