W rocznicę wybuchu II wojny światowej na stadionie Parken w Kopenhadze ładunki odpalili Duńczycy. Starli biało-czerwonych w pył, szokując przede wszystkim… własnych kibiców.
„Zapomnieliśmy, że nasza drużyna zdolna jest do tak pięknej gry” – zachwycały się duńskie media. Zwycięstwo 4-0 budzi szacunek, gospodarze byli lepsi, ale też Polacy – liderzy grupy, od dwóch lat niepokonani w meczu o punkty – uczynili wszystko, by Wikingowie uwierzyli w szczęśliwy dla nich finał eliminacji MŚ. I choć w tabeli zrobił się większy ścisk, powiedzmy sobie szczerze: to drużyna Adama Nawałki ciągle rozdaje karty. W poniedziałek wieczorem w Warszawie, jestem o tym przekonany, wściekli po porażce Polacy napadną na Kazachów, miesiąc później pokażą pazury w Armenii i u siebie z Czarnogórą, i będzie można rezerwować hotele na Wschodzie. Duńczyków czekają starcia z Czarnogórą i z Rumunią, Czarnogórcy podejmą dziś Rumunów. Trup będzie słał się gęsto, pozostaną ranni i zabici… Nie wierzę, że Polacy wypuszczą z rąk szansę i nie pojadą na drugi z rzędu wielki turniej. To byłaby fuszerka nie mająca odpowiednika w historii.
Robert Lewandowski to najlepszy napastnik Europy, od Kamila Glika odbijają się na co dzień piłkarze wielkiego kalibru, Łukasz Piszczek to wciąż jeden z najbardziej uniwersalnych zawodników Bundesligi, w bramce mamy kłopot bogactwa. Klęska w Kopenhadze tego nie zmieni, zimnych pryszniców doświadczają w tych kwalifikacjach Argentyńczycy, Holendrzy czy Włosi. Martwi mnie coś innego – krótka lista naturalnych następców „Lewego” i spółki. Nie ma powodu, by nie wierzyć, że Piotr Zieliński wyrośnie na rozgrywającego europejskiego formatu zaś Arkadiusz Milik przejmie rolę egzekutora. Jednak to nie wystarczy. Po MŚ w Rosji i następnych ME nastąpi totalna zmiana pokoleniowa w reprezentacji. Wskoczą tam dzisiejsi 19 – 20-latkowie, którzy nie są dla nikogo postrachem. Drużyna z rocznika 1999 przegrała właśnie w towarzyskim meczu z Anglią 1-7 (gol pochodzącego z Błażowej Radosława Kanacha), młodzieżówka przekonała się niedawno jak daleko jej do europejskiej czołówki. Co prawda, to ona poprawiła nam w piątek humory, zwyciężając w Gori (tam na świat przyszedł Józef Stalin) Gruzję w eliminacjach ME, lecz przyszłość chyba nie rysuje się kolorowo. Winter is coming.
Tomasz Szeliga, redaktor naczelny Super Nowości



3 Responses to "Zima nadchodzi"