Wygrali i podziękowali Opatrzności

Fot. Stal Mielec
Fot. Stal Mielec

RAKÓW CZĘSTOCHOWA – STAL MIELEC. Michał Janota bohaterem podkarpackiej drużyny.

Kapitalnie wykonane rzuty wolne przez Mateusza Gancarczyka oraz Michała Janotę w ostatniej akcji meczu dały Stali 3 punkty. Wychowanek Feyenoordu Rotterdam zaczął spłacać dług wobec trenera Zbigniewa Smółki.

Gdy Janota przymierzył precyzyjnie z 18 metrów, ściągając „pajęczynę” z częstochowskiej bramki, kibicom Stali musiały się przypomnieć słowa Smółki sprzed miesiąca. – Niewielu jest w Polsce piłkarzy o tak wielkich możliwościach. W Podbeskidziu Michał grał na 50 procent, w Mielcu otrzyma szansę, by się odbudować. Od jego zapału i pracowitości zależeć będzie, czy dotrze na szczyt – podkreślał szkoleniowiec Stali. W Częstochowie kieszonkowy rozgrywający zagrał od pierwszej minuty, zastępując Waldemara Gancarczyka. Zasłużył na wysoką notę nie tylko z powodu uderzenia, którego nie powstydziłby się Neymar. – Michał do spółki z Rafałem Grodzickim, który również późno dołączył do naszej drużyny, dawali w tym meczu spokój i jakość – mówił szczęśliwy Smółka.

Cierpienia Rakowa
Dla Janoty i obrońcy Mateusza Gancarczyka były to premierowe gole w biało-niebieskich barwach. Pecha miał natomiast Mateusz Cholewiak – po jego próbie w 83 minucie futbolówka trafiła w słupek. Chwilę wcześniej bliski szczęścia był Krzysztof Kiercz. Raków tak klarownych okazji nie stwarzał, choć wyrównał tuż po przerwie i częściej posiadał piłkę.

– W poprzednich meczach wyglądało to lepiej. Przespaliśmy pierwszą połowę i nie bardzo umiem wytłumaczyć, dlaczego tak się stało – kajał się ormiański pomocnik Rakowa, Aghwan Papikjan. Marek Papszun, trener beniaminka, też nie owijał w bawełnę. – Cierpieliśmy na boisku. Wyszliśmy na mecz apatyczni, jakby bez wiary w sukces. Po zmianie stron nasze akcje nabrały tempa, lecz większego efektu nie przyniosły. W każdym spotkaniu o wyniku decydują detale. Dziś była to jakość przy strzałach z rzutów wolnych – podsumował zasmucony, bo początek przygody z I ligą nie jest wymarzony. Z pięcioma punktami Raków osunął się w tabeli na miejsce barażowe.

Przed Obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej
W tym, że gospodarze nie zagrażali specjalnie Radosławowi Majeckiemu, nie było przypadku. – Zagęściliśmy środek, bardzo dobrze graliśmy z tyłu. Przeciwnikowi ciężko się było przedostać pod nasze pole karne – analizował Smółka, który nie ukrywał, że jego zespołowi los sprzyjał. – Mieliśmy trochę szczęścia, dlatego po meczu pojechaliśmy na Jasną Górę. Pomodliliśmy się, podziękowaliśmy Opatrzności. Od dawna to planowaliśmy, więc wynik nie miał tu nic do rzeczy.

Stal zwyciężyła i znów przesunęła się w okolice czołówki. W niedzielę podczas Dnia Piłkarza humory w klubie dopisywały, ale już zaczęła się akcja: Puszcza. W środę wieczorem beniaminek z Niepołomic (prowadzony przez wychowanka Stali Tomasza Tułacza) zawita do Mielca, by odrobić zaległości. W niedzielę w południe przy Solskiego zjawi się natomiast GKS Katowice, a mecz pokaże Polsat Sport.

RAKÓW Częstochowa 1
STAL Mielec 2
(0-1)
0-1 M. Gancarczyk (45.), 1-1 Petrasek (49.), 1-2 Janota (90.)
RAKÓW
: Lis – Petrasek, Niewulis, Góra, Oziębała, Figiel, Wójcik, Wróbel (79. Mondek), Papikjan (72. Czerkas), Malinowski – Embalo (59. Łabojko).
STAL: Majecki – M. Gancarczyk (82. Swędrowski), Kiercz, Grodzicki, Leandro, Wroński (75. Lech), Marciniec, Janota, Cholewiak, Getinger – Dermanović (65. Banaszewski).

Sędziował Jacek Małyszek (Lublin). Żółte kartki: Góra, Oziębała – Grodzicki, Cholewiak. Widzów 2856.

tsz

Leave a Reply

Your email address will not be published.