Niezwykły projekt teatralny rzeszowskiej „Siemaszki”

Podczas spektaklu w Polańczyku mocno padał deszcz. Pomimo złej pogody aktorzy teatru postanowili zagrać spektakl dla wciśniętych pod wiatę widzów chowających się prze ulewą, bez scenografii, z samymi tylko rekwizytami. Fot. Jerzy Lubas
Podczas spektaklu w Polańczyku mocno padał deszcz. Pomimo złej pogody aktorzy teatru postanowili zagrać spektakl dla wciśniętych pod wiatę widzów chowających się prze ulewą, bez scenografii, z samymi tylko rekwizytami. Fot. Jerzy Lubas

Wyżej niż połonina. Saga w VI aktach to…

Niczym wędrowni komedianci z dawnych lat, odwiedzający zapomniane zakamarki i miejscowości, zespół Teatru im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie postanowił wyjść z kulturą wyższą do ludzi mieszkających na tzw. prowincji.

Choć określenie „prowincja” to nie miejsce zamieszkania, ale stan umysłu i może kojarzyć się pejoratywnie, to w tym wypadku chodzi o ludzi czy społeczności, które mają utrudniony dostęp do kultury wysokiej. Właśnie do takich miejsc postanowiła dotrzeć rzeszowska „Siemaszka” ze swoim spektaklem „Wyżej niż połonina. Saga w VI aktach”. Jest to widowisko, które swą inspirację czerpie z życia „legendarnych zakapiorów bieszczadzkich”. Snując historię tragiczną i wesołą zarazem, posługuje się muzyką i śpiewem prowadząc widza wysoko ponad połoniny.  W spektaklu wykorzystano utwory Wojciecha Belona i zespołu Wolna Grupa Bukowina. Pomysł na spektakl pochodzi z wartości, które są określane jako „duch miejsca”. Połączony z koncepcją teatru wędrownego stworzył niezwykły klimat i wartość tego, co najcenniejsze w teatrze, obcowania z metafizyką, mistyką, krótko mówiąc ze sztuką przez duże „S”.

W cerkwi i w stodole
Sagę o bieszczadzkich zakapiorach zagrano w ośmiu miejscowościach. Jednak gdzież bardziej wiarygodnie mogłaby ona wybrzmieć niż w bieszczadzkich pejzażach? – To dla mnie ogromne przeżycie, że na naszej rzepedzkiej wsi mogłam zobaczyć spektakl, który normalnie można byłoby zobaczyć w Warszawie czy Wrocławiu – mówi po obejrzanym spektaklu w Amfiteatrze w Rzepedzi pani Sylwia. Spektakl był grany w różnych ciekawych miejscach o niezwykłym klimacie m.in. w cerkwi w Bystrem, w albigowskiej stodole oraz dla więźniów Zakładu Karnego w Uhercach. – Sztuka „Wyżej niż połonina. Saga w VI aktach” jest bardzo odważna, ale nie skandaliczna i to jest cenne. A teatr powinien być odważny – mówi pustelnik Jano, widz i wieloletni wielbiciel teatru. – Każdy może odnaleźć w niej coś z siebie i coś dla siebie. Są tu odniesienia mistyczne i metafizyczne, nie ma pogoni za tandetą i plastikowym światem, ale odniesienia duchowe. I to jest wielka wartość tej sztuki – dodaje.

IMG_3890

Teatr za kratami
Przedstawienie wyreżyserował Tomasz Żak, który wraz z zespołem teatralnym, czy raczej należałoby w tym wypadku powiedzieć trupą teatralną, opowiada historię ludzi „upadłych, których dręczy sumienie”. Jaka musiała być siła i wydźwięk owego spektaklu, gdy został przedstawiony więźniom osadzonym za murami bieszczadzkiego zakładu karnego w Uhercach Mineralnych? – Więźniowie czekali na to wydarzenie i koniecznie chcieli je zobaczyć – mówi major Adam Nieznański, rzecznik Zakładu Karnego w Uhercach. – Przecież większość z nich nie miałaby takiej okazji nawet na wolność. Po spektaklu więźniowie byli bardzo poruszeni, a spektakl miał dla nich działanie również terapeutyczne. Niektórzy dzwonili do swoich domów opowiadając o tym, co zobaczyli. Właśnie dlatego resocjalizacja poprzez sztukę ma sens. Jesteśmy otwarci na takie działania artystyczne w zakładzie. Kto wie, może w ramach projektu uda się zorganizować jakiś teatr więzienny? – zastanawia się Adam Nieznański, rzecznik zakładu.

IMG_3631

Dyrektor i więźniowie
Podczas spektaklu w Uhercach na sali siedziało około 80 więźniów zakładu karnego, a wśród nich siedział Jan Nowara, dyrektor Teatru  im. W. Siemaszkowej. – W pewnym momencie, jeszcze przed rozpoczęciem się spektaklu na widownie wszedł, rozmawiając przez telefon komórkowy, mężczyzna – zapewne mieszkaniec Uherzec. Stanął w przejściu i rozglądając się po widowni wypełnionej więźniami powiedział do słuchawki „Nikogo tutaj nie widzę”… więźniowie zaczęli się śmiać, bo mężczyźnie chodziło o to, że na widowni nie znalazł nikogo znajomego – wspomina dyrektor Jan Nowara. – Opowieść o bieszczadzkich zakapiorach szukających pojednania z Bogiem, ze sobą i swoim sumieniem została przyjęta na sali niezwykłym wrażeniem – mówi Jagoda Skowron, rzecznik prasowy teatru. – Po spektaklu zapadła całkowita cisza. Z początku bez braw. Więźniowie byli bardzo poruszeni. To było najlepsze wykonanie tego spektaklu – dodaje dyrektor Nowara.

Spektaklom towarzyszyła wystawa fotografii Inki Wieczeńskiej.

Marcin Żminkowski

IMG_3669 IMG_3709

Leave a Reply

Your email address will not be published.