
ŻUŻEL. Rozmowa z RAFAŁEM DOBRUCKIM, trenerem młodzieżowej reprezentacji Polski i Betardu Sparty Wrocław.
W najbliższą sobotę (godz. 15) na torze w Krośnie odbędzie się zaległy finał Drużynowych Mistrzostw Europy Juniorów, którego zdecydowanym faworytem jest reprezentacja Polski. – Cel na finał pozostaje niezmienny. W Krośnie jedziemy po złoto! – zapewnia RAFAŁ DOBRUCKI, szkoleniowiec młodzieżowej reprezentacji Polski.
– Tym razem pana kadra będzie musiała sobie radzić bez kontuzjowanego Maksyma Drabika. Kto go zastąpi w sobotnim finale?
– Do składu wskoczy Rafał Karczmarz, który pierwotnie miał być rezerwowym w tym turnieju. Z kolei kwestia rezerwowego zawodnika powinna się rozstrzygnąć na dniach, być może nawet dzisiaj wieczorem (rozmowę przeprowadzono w poniedziałek w południe – przyp. red.).
– Do roli rezerwowego kandydują zawodnicy, powołani wcześniej do szerokiej młodzieżowej kadry Polski czy szykuje pan jakąś niespodziankę?
– Myślę, że raczej będzie to ktoś z powołanych wcześniej zawodników, chociaż nie wykluczam niespodzianki.
– Kiedy reprezentacja Polski pojawi się w Krośnie?
– Czekamy na informację, czy odbędzie się planowany na najbliższy piątek finał Drużynowych Mistrzostw Polski Juniorów. W zależności od tej decyzji, będziemy układać logistykę na zawody w Krośnie. Jeśli DMPJ odbędą się zgodnie z planem, to do Krosna zawodnicy przyjadą bezpośrednio po nich. Jeśli z kolei zostaną przełożone na inny termin, to postaramy się przyjechać wcześniej i być może jeszcze w piątek potrenować na torze w Krośnie. Oficjalny trening ma się odbyć w sobotę o godz. 10 i w nim już na pewno weźmiemy udział.
– Nie sposób nie poruszyć kwestii niedzielnego półfinału PGE Ekstraligi, w którym prowadzona przez pana Sparta Wrocław przegrywała ze Stalą Gorzów już 12 punktami, a mimo to zdołała zremisować i awansować do finału…
– Wierzyłem do końca, że wszystko się dobrze dla nas skończy, bo przecież walczyliśmy o finał. Cieszę się, że tak to wszystko się poukładało i będziemy mogli walczyć o drużynowe mistrzostwo Polski.
– Ostatnie 4 biegi meczu w Gorzowie, Sparta wygrała 18-6. W jaki sposób natchnął pan swoich zawodników do tak piorunującego finiszu?
– Każdy zdawał sobie doskonale sprawę z tego, o co jedziemy i nikogo specjalnie nie trzeba było mobilizować. Chłopaki zrobili kapitalną robotę w końcówce. Co się stało w ostatnich biegach, że nagle zaczęliśmy tak świetnie jechać, to tak na dobrą sprawę trudno powiedzieć. Po prostu zaczęliśmy jechać!
– W składzie Sparty nie brakowało w niedzielę dziur, jednak mimo to zdołaliście wyszarpać remis na wagę finału…
– Sygnał do ataku dał Damian Dróżdż, które pojechał kapitalny 11. wyścig, gdzie nikt się raczej tego nie spodziewał. Inni też znaleźli ustawienia i tyle. Postawiliśmy na trzech dobrze dysponowanych zawodników, bowiem nie jechały motocykle ani Maćkowi Janowskiemu, ani Andrzejowi Lebiediewowi i tak taktyka, jak pokazuje końcowy wynik, okazała się skuteczna.
Rozmawiał Marcin Jeżowski



One Response to "W Krośnie po złoto"