Marek Kamiński idzie na wojnę z SOR-em

Marek Kamiński (z lewej), radny powiatowy PiS, „wojuje” z SOR-em od ponad 7 lat i zapowiada, że nie odpuści. Fot. Paweł Galek
Marek Kamiński (z lewej), radny powiatowy PiS, „wojuje” z SOR-em od ponad 7 lat i zapowiada, że nie odpuści. Fot. Paweł Galek

MIELEC. „Mówi się, że z lekarzami i pielęgniarkami nie można wygrać. Nie! Mogę się bać o swoje życie, ale nie odpuszczę”.

Cały Mielec bulwersuje się sprawą Marka Kamińskiego, wiceprzewodniczącego Rady Powiatu, który został oskarżony o to, że powołując się na swoją pozycję, poprzez zastraszanie wymusił na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym przewiezienie go karetką do Rzeszowa. Jego zachowanie świadkowie tego zdarzenia mieli określić jako arogancję i butę. Nikt jednak nie mówi, że Kamiński z SOR-em wojuje od co najmniej 7 lat.

Sprawa dotyczy wydarzenia z 23 ub.m., kiedy to Marek Kamiński zjawił się na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. – Wbiło mi się coś w oko. Na SOR-ze poprosiłem więc o pomoc – wspomina. – Takowej mi nie jednak udzielono. Zostałem potraktowany jak śmieć. Nie zażądałem karetki, nie mówiłem również, że jestem radnym, nie zasugerowałem tego ani słowem. Chciałem się poczuć jak zwykły pacjent. I rzeczywiście tak się poczułem…

„Skręciła nogę, włożono jej wenflon”
– Mówi się, że z lekarzami i pielęgniarkami nie można wygrać. Nie! Mogę się bać o swoje życie, ale nie odpuszczę! Bo jeśli ja zostałem tak zdołowany, to znaczy, że inni ludzie są tam traktowani jeszcze gorzej – przekonuje Kamiński. – Kilka dni później w rozmowie z dyrektorem szpitala poprosiłem o spotkanie z ordynatorką tego oddziału, bo sygnały, które otrzymuję od mieszkańców, że nie jest tam dobrze, okazują się, niestety, prawdziwe.

– Jeden z pacjentów skarżył mi się, że przyszedł na SOR ze skręconą nogą – zaznacza. – Nie za bardzo nim się zajmowano, natomiast zaczęto od tego, że… pobrano od tej osoby krew i włożono wenflon. Okazało się, że panie pielęgniarki się pomyliły. Takich przykładów jest wiele. Zresztą ja z SOR-em wojuję od dłuższego czasu. Można to sprawdzić.

„Ze złamanym palcem u nogi naokoło szpitala”
I rzeczywiście po raz pierwszy o „przygodach” Marka Kamińskiego w tym oddziale pisaliśmy w Super Nowościach jeszcze w maju 2010 r. – Ze złamanym palcem u nogi musiałem chodzić naokoło szpitala, bo nie mogłem dostać się do środka SOR-u. Koniec końców zauważyłem mało widoczny domofon, w którym usłyszałem: „Z czym pan do nas idzie?”. Miałem na końcu języka, że z flaszką, pewnie wtedy drzwi by się szybko otworzyły Ale powiedziałem, że mam złamany palec u nogi – relacjonował 7 lat temu Kamiński.

– Innym razem wcisnąłem guzik domofonu i na hasło „słucham” odpowiedziałem: „mmm”. Pani się rozłączyła. Zadzwoniłem jeszcze raz i powiedziałem, że mi nogę urwało. Chciałem im pokazać, że ten domofon na SOR-ze nie ma sensu, bo przyjdzie człowiek bardzo chory, który nie będzie mógł w stanie nic powiedzieć, i co wtedy? – irytował się radny.

Ówczesna rzeczniczka szpitala przekonywała, że Kamiński spotkał się z dyrektorem szpitala, otrzymał wyjaśnienia i sprawę uznał za zamkniętą. Jak się okazuje, niekoniecznie.

Paweł Galek

5 Responses to "Marek Kamiński idzie na wojnę z SOR-em"

Leave a Reply

Your email address will not be published.