
ŻEGLARSTWO. Po wywalczeniu tytułu mistrza Polski, już za kilka dni żeglarz z Rzeszowa rusza na podbój Europy.
Gdy w maju br. Aleksander Arian leżał w szpitalnym łóżku po rekonstrukcji więzadeł stawu skokowego, nie przypuszczał wówczas, że tak szybko, a przede wszystkim w tak znakomitym stylu powróci na żeglarski akwen. Zawodnik Sailing Team Rzeszów w miniony weekend w Górkach Zachodnich koło Gdańska został mistrzem Polski w klasie Laser Radial, pozostawiając w pokonanym polu m.in. aktualnego mistrza świata. – Hej wszystkim! U mnie od jakiegoś czasu była cisza. 2 tygodnie temu przeszedłem zabieg rekonstrukcji więzadeł w stawie skokowym. Cieszę się, że to już za mną, bo męczyłem się z tą kontuzją 3 lata, aż w końcu dopadły mnie ostrza. Jeszcze 4 tygodnie dreptania o kulach, a później rehabilitacja. Mam nadzieję wrócić do ścigania jesienią. Trzymajcie kciuki -taki wpis na jednym z portali społecznościowych zamiesił rzeszowski żeglarz w połowie maja. To nie pierwszy uraz w karierze 25-letniego rzeszowianina. Jednym z najpoważniejszych z pewnością była kontuzja kręgosłupa, która sprawiła, że marzenia na starcie w igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro trzeba było odłożyć o kolejne 4 lata. Zaledwie 4 miesiące od majowej operacji kostki, Arian mógł się jednak cieszyć się z kolejnego sukcesu w swojej karierze. Tym cenniejszego, że odniesionego m.in. w rywalizacji z Marcinem Rudawskim, aktualnie najlepszym zawodnikiem globu. – Tym większa satysfakcja z tego osiągnięcia – przekonuje Arian.
Równa forma kluczem do sukcesu
Start w ostatnich mistrzostwach Polski wiązał się z dużą niepewnością, bowiem tak na dobrą sprawę nie wiadomo było do końca, na co stać w nich Ariana po tak długiej przerwie, a co najważniejsze, czy trudy rywalizacji wytrzyma jego operowana kostka. – Nie miałem za wiele czasu, by przygotować się do tej imprezy. W dużej mierze pomogło mi jednak to, że gdy jeszcze sam nie mogłem pływać na łódce, trenowałem innych, miałem zajęcia z juniorami czyli ten kontakt z wodą i łódką był cały czas. Na pewno pomogło mi to nabrać takiego spokoju w moim żeglarstwie, dlatego że zobaczyłem to wszystko z nieco innej perspektywy. Myślę, że był to dla mnie doskonały trening mentalny, który zaowocował dobrymi wynikami podczas mistrzostw Polski – analizuje rzeszowski żeglarz. Kluczem do jego ostatniego sukcesu okazała się równa forma, jaką prezentował przez wszystkie dni rywalizacji. – Wygrałem 2 z 9 wyścigów, a przez całe regaty pływałem mniej więcej na tym samym poziomie. W żadnym z wyścigów nie wypadłem poza czołową „6”, co w porównaniu do moich rywali, dało mi zwycięstwo w końcowej klasyfikacji. Na pewno jest ono dla mnie swego rodzaju zaskoczeniem. Jednak przystępując do zawodów, wiedziałem że mam już duże doświadczenie i dobrze mi szło we wcześniejszych startach na radialu. Miałem więc taką cichą nadzieję, że uda mi się pogodzić wszystkich faworytów i wygrać. I tak właśnie się stało – nie kryje satysfakcji Aleksander Arian.
Próba generalna przed Barceloną
Weekendowe mistrzostwa Polski były dla rzeszowskiego żeglarza próbą generalną przed mistrzostwami Europy, które już początkiem października rozpoczną się w Barcelonie. – Przez całe regaty w ramach mistrzostw Polski odczuwałem tę operowaną kostkę, tak więc przez najbliższe dni będę musiał popracować z fizjoterapeutą – informuje Arian. Czasu na dojście do pełnej sprawności nie będzie jednak zbyt dużo. – Mam tydzień czasu, aby dojść do siebie po ostatnich zawodach, a potem wyjazd do Barcelony na treningi i przygotowanie siebie oraz sprzętu do mistrzostw Europy, które zaczną się 3 października – dodaje żeglarz, który w Hiszpanii będzie rywalizował w olimpijskiej klasie Laser Radial. – Tego, czego będę się obawiał, zresztą podobnie jak przed zawodami w Gdańsku, to silnego wiatru. W mistrzostwach Polski w miarę sobie z nim poradziłem, chociaż w tym przypadku żagiel był trochę mniejszy, niż to ma miejsce w klasie olimpijskiej. W Barcelonie na silnym wietrze może być różnie, bowiem kostka cięgle daje znać o sobie i mi doskwiera. Mimo wszystko, jestem dobrej myśli. Jeśli będzie trochę słabiej wiało, będą mógł powalczyć o to, żeby sprawić jakieś miłe zaskoczenie. Na pewno moje nastawienie jest bojowe, jednak nie mam konkretnych celów wynikowych. Tak jak już wspomniałem – wracam po kontuzji i na pewno sukcesem jest sam fakt, że już mogę wsiąść na łódkę i w ogóle pływać. Generalnie zatem z umiarkowanym optymizmem przystąpię do mistrzostw Europy w Barcelonie, a co będzie, to zobaczymy już niebawem – kończy Aleksander Arian.
mj


