Korupcja w hucie wyssana z SMS-a

- Zgadzam się na ujawnienie nazwiska i wizerunku - mówi Bartosz Kopyto (z prawej). - Jeszcze nie jestem przestępcą, choć niektórzy pewnie by tak chcieli. Fot. Jerzy Mielniczuk
– Zgadzam się na ujawnienie nazwiska i wizerunku – mówi Bartosz Kopyto (z prawej). – Jeszcze nie jestem przestępcą, choć niektórzy pewnie by tak chcieli. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Nigdy nie wysyłaj prywatnych wiadomości ze służbowego telefonu. Czym to może grozić, przekonał się były rzecznik naszej największej zbrojowni.

Prokurator postawił zarzut o charakterze korupcyjnym byłemu rzecznikowi prasowemu Huty Stalowa Wola. Z uwagi na dobro śledztwa, a można się domyślać, że i na to, iż sprawa dotyczy zakładu zbrojeniowego, prokuratura nie chce ujawnić nawet dokładnej treści postawionego zarzutu. – Prędzej spodziewałbym się zarzutu przygotowywania ludobójstwa – kpi były rzecznik, ale dodaje, że „śmiechu nie ma”.

Prokurator prowadzący śledztwo postawił oskarżonemu zarzut z art. 230 par. 1. Brzmi on: „Kto powołuje się na wpływy w instytucji państwowej (…) albo wywołuje przekonanie u innej osoby o istnieniu takich wpływów (…) podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8”. To najczęściej stosowany przez prokuratorów artykuł kodeksu karnego w aferach korupcyjnych. O jaką tu jednak może chodzić aferę?

Po rzeczniku został zaplombowany pokój
Z wyjaśnień prok. Andrzeja Dubiela, rzecznika Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu dowiadujemy się, że śledztwo „w sprawie” zostało wszczęte 28 lutego tego roku. Podstawą było zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa złożone przez HSW. – Od 4 września br. przedmiotowe postępowanie toczy się przeciwko Bartoszowi K., któremu został przedstawiony zarzut dotyczący pośrednictwa płatnej protekcji – kontynuuje prok. Dubiel. – Przesłuchany w charakterze podejrzanego nie przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył obszerne wyjaśnienia.

Podejrzany były rzecznik pracę w hucie rozpoczął kilka lat temu. Do zbrojeniówki przeszedł z kancelarii prezydenta Szlęzaka, co wywołało lekkie zdumienie, ale wkrótce okazało się, że nie on jeden opuścił samorządową kancelarię. Jak z dat można wywnioskować, w HSW pracował do ostatniej zimy. Zaskakujące i niespotykane było jego odejście, bowiem jedynym śladem jaki po nim pozostał, był zaplombowany pokój. Telefon milczał, ale każdy to sobie tłumaczył, że były rzecznik stracił służbową „komórkę”. – Choruję i procesuję się w Sądzie Pracy z Zarządem HSW – mówi Bartosz Kopyto, dając zgodę na ujawnienie swoich danych. – Mój były pracodawca wytoczył przeciwko mnie ciężkie działa. Artylerię oparł na wydawałoby się niewinnym, moim prywatnym SMS-ie wysłanym do jednego z członków obecnego Zarządu HSW.

Obiecanki cacanki, a prokurator czeka
Wspomniany członek zarządu był dyrektorem i kolegą Kopyty za poprzedniej władzy w hucie. Po zmianie rządu, doszło do zmian kadrowych w HSW. Przeczuwając to, rzecznik Kopyto miał wysłać do swojego kolegi tekstową informację, że „widzi go jako nowego szefa HSW”. Wiadomość wysłał ze służbowego telefonu, a że w hucie pracowały i pracują różne służby, sprawa wyszła na światło dzienne. Za prezesowskie widoki dla kolegi Kopyto może zapłacić więzieniem.

Jerzy Mielniczuk

4 Responses to "Korupcja w hucie wyssana z SMS-a"

Leave a Reply

Your email address will not be published.