
ODRA OPOLE – STAL MIELEC. O wyniku przesądził rzut karny. Sęk w tym, że wcześniej należał się naszej drużynie.
To była piłka wodna. I na tym bagnistym boisku, w strugach ulewnego deszczu i przy mocnym wietrze, Stal nie poszła na łatwiznę. Konstruowała w miarę składne akcje, miała przewagę. Zabrakło jednak postawienia kropki nad „i”.
Sąsiadom w tabeli przyszło rywalizować w arcytrudnych warunkach, na zniszczonym i grząskim boisku. Kilka dni wcześniej odbył się tu mecz Pucharu Polski Ruch Zdzieszowice – Legia Warszawa. To murawie nie pomogło. Gdy po 90 minucie na płytę boiska weszli trenerzy, mieli problem z utrzymaniem równowagi. – Było niebezpiecznie. Tym bardziej chylę czoła przed zawodnikami, że wybiegali ten mecz, dali z siebie wszystko – podkreślał Mirosław Smyła, szkoleniowiec Odry, która została liderem I ligi.
W Opolu trwa piękny sen, beniaminek zwyciężył po raz szósty, ale tym razem miał furę szczęścia. To bowiem Stal nadawała ton wydarzeniom, dokładniej podawała piłkę, prezentując wyższą kulturę gry. Gorzej, że ataki załamywały się przed polem karnym. Nastawiona na kontry Odra zablokowała mieleckie skrzydła, a środkiem boiska ciężko się było przedrzeć. Kiedy już udało się oszukać obronę gospodarzy, brakowało zimnej krwi. Najlepszą okazję zmarnował Maksymilian Banaszewski, który wpadł w „szesnastkę” po czym huknął na wysokość trzeciego piętra. – Stal naprawdę chce grać w piłkę. To był trudny przeciwnik. Przed spotkaniem powiedziałem zespołowi, że jeśli chcemy wygrać, to musimy tego dokonać nie w jedenastu, a kilkunastu. Zarówno Bartek Maćczak, jak i Rafał Niziołek czy Marek Gancarczyk dali bardzo dobre zmiany, ożywili nasze poczynania, tchnęli w drugiej połowie w drużynę nowego ducha, co pozwoliło też zdobyć taki element piłkarski jak rzut karny, strzelić go i wygrać – komentował Smyła. „Jedenastka” należała się Odrze jak psu buda, bo Rafał Grodzicki nie zdążył wyhamować przed Niziołkiem, który sprytnie podrzucił sobie piłkę nad obrońcą Stali. Szkopuł w tym, że wcześniej defensor opolan niemal zdarł koszulkę z Dejana Dermanovica, a sędzia na „wapno” nie wskazał.
– Nie zasłużyliśmy na porażkę. Przy takiej pogodzie 0-0 byłby wynikiem sprawiedliwym – oceniał Zbigniew Smółka, trener Stali, były piłkarz, a potem szkoleniowiec Odry. – Futbol uczy jednak pokory. Jeden błąd, złe zachowanie i jest rzut karny. Mieliśmy swoje okazje. Należało lepiej pocelować, ale trudno. Mimo porażki nie mam do swoich zawodników pretensji. Oprócz chęci była też w naszych poczynaniach jakość. Zaczyna to dobrze wyglądać – dodał.
Faktycznie, walczono zaciekle, nikt się nie oszczędzał. W drugiej połowie czeski obrońca Odry Vaclav Cverna grał z rozciętą stopą, nadającą się do szycia.
Drużyny wyszły na boisko w koszulkach z napisem: Waldek, trzymaj się. Wspierali Waldemara Gancarczyka, pomocnika Stali, byłego zawodnika Odry, który zerwał wiązadła krzyżowe i szybko na murawę nie wróci.
ODRA Opole 1
STAL Mielec 0
(0-0)
1-0 Skrzypczak (71. – karny).
ODRA: Weinzettel – Brusiło, Winiarczyk, Cverna, Habusta, Wodecki (64. Marek Gancarczyk), Baran, Wepa, Matsui (64. Niziołek), Żagiel (46. Maćczak) – Skrzypczak.
STAL: Majecki – Mateusz Gancarczyk, Grodzicki, Kiercz, Leandro, Wroński, Górka (77. Swędrowski), Janota (89. Sadzawicki), Getinger, Banaszewski – Dermanović (77. Marciniec).
Sędziował Wojciech Myć (Lublin). Żółte kartki: Winiarczyk, Wepa, Skrzypczak – Grodzicki, Janota, Getinger, Banaszewski. Czerwona kartka Janota (90., druga żółta otrzymana już na ławce rezerwowych). Widzów 987.
tsz



One Response to "Lepsi przegrali"