
TARNOBRZEG. Czy rodzice powinni mieć nieograniczoną możliwość wchodzenia i przebywania na terenie szkoły swojego dziecka?
Zakaz przebywania rodziców na terenie szkoły bez uzasadnionego powodu. Konieczność legitymowania się na żądanie pracowników placówki. Możliwość kontaktu z nauczycielami tylko podczas dyżurów. Takie zasady wprowadziła jedna z warszawskich podstawówek, by ukrócić rodzicom nieograniczone przebywanie na terenie placówki.
Szkoła Podstawowa nr 46 w Warszawie wprowadziła procedury, które, zdaniem dyrektora placówki, chronią dzieci przez kontaktami z osobami niepowołanymi, które nie mają prawa przebywać na jej terenie. Rodzice obowiązujące od 1 października zasady odebrali jednak nie w kontekście poprawy bezpieczeństwa uczniów, ale jako łamanie ich praw.
Sprawa zyskała ogólnopolskich rozgłos, bo problem istnieje w wielu szkołach na terenie całego kraju. Od dyrekcji szkół wymaga się zapewnienia bezpieczeństwa dzieciom, ale oczekuje się także, że szkoła będzie przyjazna rodzicom. Sprawa była omawiana kilka dni temu na Radzie Rodziców w jednej z tarnobrzeskich szkół.
Dyrekcja tarnobrzeskiej podstawówki zgłosiła rodzicom problem, z którego rozwiązaniem nosi się od dawna. Chodzi o to, że rodzice przychodzący po dzieci najmłodszych klas potrafią czekać na nie w holu szkoły nawet kilkadziesiąt minut. Gdyby to była jedna, dwie lub trzy osoby dziennie nie byłoby problemu. Bywa jednak, że na parterze budynku roi się od rodziców, którzy oczekiwanie na dzieci traktują jak codzienne spotkania towarzyskie.
– Tu nie chodzi o to, że nam rodzice przeszkadzają, ale jak my mamy zapewnić bezpieczeństwo dzieciom, jeśli do szkoły może wejść każdy i nie ma żadnych ograniczeń co do czasu, jaki może w placówce przebywać. W szkołach amerykańskich byłoby to nie do pomyślenia, tam rodzice czekają na dzieci przed wejściem do szkoły i nie ma w ogóle dyskusji na ten temat – argumentuje problem dyrekcja podstawówki.
Szkoła, w której temat wypłynął już na Radzie Rodziców po raz kolejny, nie ma woźnego, który mógłby legitymować osoby wchodzące, nie jest także stale zamknięta. Próbą rozwiązania problemu ma być apel, który za zgodą Rady Rodziców zostanie skierowany do odbierających dzieci o ograniczenie do minimum czasu pobytu na terenie szkoły.
– Ja wiem, że wszystko jest dobrze dopóki nic się nie stanie, ale gdyby się stało, to my jako dyrekcja placówki będziemy pierwszymi odpowiedzialnymi za to, że ktoś niepowołany wszedł na teren szkoły i my mu to umożliwiliśmy – nie kryje dyrekcja szkoły.
Z jednej strony, tłum rodziców stojących przy wejściu do szkoły faktycznie budzi wątpliwość o zasady bezpieczeństwa, z drugiej wydaje się jednak, że nikt lepiej jak oni, odstraszają swoją obecnością niepowołane osoby, które chciałyby do szkoły wejść ze złym zamiarem.
mrok


