Stalowa Wola wciąż w szoku po ataku nożownika

Konrad K. wyjeżdża z miasta, które pozostało w szoku. Grozi mu dożywocie; za kratami więzienia lub zakładu psychiatrycznego. Fot. Jerzy Mielniczuk
Konrad K. wyjeżdża z miasta, które pozostało w szoku. Grozi mu dożywocie; za kratami więzienia lub zakładu psychiatrycznego. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Miasto nie może się otrząsnąć po piątkowej tragedii.

W Grębowie trwają przygotowania do pogrzebu ofiary krwawego rajdu nożownika w stalowowolskiej galerii handlowej „VIVO!”. W szpitalach pozostaje siedmioro rannych. Stan czworga z nich jest krytyczny. Przed galerią płoną znicze, wiszą czarne flagi i milczą głośniki. – Mamy stalową wolę wygonienia zła z miasta – powiedział w poniedziałek na konferencji prezydent Lucjusz Nadbereżny.

Małgorzata P. w piątkowe popołudnie przyjechała do „VIVO!” po zamówione okulary. Właścicielka pizzerii i wolontariuszka stalowowolskiego Stowarzyszenia „Dobro Powraca” miała pecha znaleźć się w niewłaściwym miejscu i czasie. Zaraz za nią do galerii przy ul. Chopina wszedł uzbrojony w dwa szturmowe noże Konrad K. W amoku dźgał ludzi na oślep. Długie ostrze przebiło grębowiance płuca. Zmarła w niecałą godzinę później. Dopiero co wprowadziła się do nowego domu. Niedawno urodził jej się wnuk. Jest jedyną ofiarą psychopaty i oby tak zostało. Rokowania co do tego stanu rzeczy są trudne. Nożownik zranił 10 osób w wieku od lat 15 do 51 lat. Teraz w najgorszym stanie jest 36-letni mężczyzna, trafiony nożem w okolice szyi. W sobotnią noc został przewieziony ze szpitala w Nisku do Centrum Urazowego w Rzeszowie. Przeszedł operację, ale jego stan lekarze określają jako skrajnie krytyczny. W szpitalu w Stalowej Woli o życie walczą 19-letnia kobieta i rok młodszy mężczyzna. Oboje są w stanie krytycznym, choć już stabilnym. Stabilizuje się już stan zdrowia 18-latki przewiezionej do szpitala w Nisku. W Tarnobrzegu leczeni są 36-letni mężczyzna i 16-letnia dziewczyna, która jest w stanie ciężkim. W ciężkim, ale już stabilnym stanie jest 39-latek hospitalizowany w Sandomierzu.

Nagrodzą śmiałków, którzy zatrzymali nożownika
W poniedziałek przyszedł czas na pierwsze podsumowanie piątkowych wypadków. Prezydent Lucjusz Nadbereżny dziękował wszystkim, którzy zaangażowali się w akcję ratowniczą. Szczególne słowa podziękowania kierował do służb medycznych, a wielu lekarzy i pielęgniarek na samą wieść o akcji nożownika przyszło pomagać bezinteresownie. Pomagali też lekarze rezydenci. Przed galerię „VIVO!” dyspozytorzy z Mielca, który polem działania obejmuje 4 powiaty, wysłali 9 z 16 posiadanych karetek pogotowia. Pomagali strażacy zawodowi i z formacji ochotniczych oraz kilkudziesięciu policjantów. Przy zatrzymaniu nożownika mundurowych wyręczyli klienci galerii, którzy dotychczas są anonimowi. Prezydent zaapelował do nich, by się do niego zgłosili, bądź świadków ich heroicznej walki o pomoc w odnalezieniu. Nie chodzi tylko o nagrody. – Wspólnie zwalczymy zło, które wkroczyło do naszego miasta – deklaruje włodarz Stalowej Woli.

Kim jest zwyrodnialec, który atakował w galerii?
27-letni Konrad K. został przez sąd tymczasowo aresztowany na 3 miesiące. Jest już w krakowskim areszcie przy ul. Montelupich, gdzie jest oddział psychiatryczny. To ostatnie jest bardzo ważne, bowiem nożownik był leczony psychiatrycznie i lekarze muszą teraz odpowiedzieć na podstawowe pytanie, czy w chwili zbrodni był poczytalny. Atak na galerię zaplanował już dawno. M.in. po to kupił dwa noże przypominające wojskowe bagnety. Taki nóż do niczego innego właściwie się nie nadaje. Po swoim wyczynie skarżył się śledczym, że bał się presji otaczającego go społeczeństwa, że ma trudną sytuację życiową. Na to ostatnie sam sobie zapracował, świadomie lub nie. Ma młodą żonę i dziecko, ale z małżonką właśnie się rozwodzi. Jakiś czas temu rzucił alkohol, jednak świadkowie mówią o narkotykach lub dopalaczach, a i on sam o tym wspominał przesłuchującym go. Jest dobrze rozwiniętym mężczyzną i nawet był nieźle zapowiadającym się piłkarzem. Grał w formacjach defensywnych m.in. w Parafialnym Klubie Sportowym „San” Rozwadów i sąsiednim Majdanie Zbydniowskim. Miał stałą pracę, ale koledzy z firmy różnie się o nim wypowiadają. Dla jednych był zwykłym robotnikiem, jakich wielu w stalowowolskich zakładach metalurgicznych. Inni się obawiali pracować z nim, zwłaszcza na nocnych zmianach. – Robił sobie jakieś głupie zabawy, które mogły zakończyć się tragicznie, a jemu sprawiały wielką frajdę – mówi jeden z nich.

Jerzy Mielniczuk

7 Responses to "Stalowa Wola wciąż w szoku po ataku nożownika"

Leave a Reply

Your email address will not be published.