Miał brutalnie pobić znanego przemyskiego biznesmena. Sam zgłosił się do prokuratury

To do tego budynku Prokuratury Okręgowej w Przemyślu zgłosił się 25-latek podejrzany o brutalne pobicie biznesmena. Fot. Kamil Krukiewicz
To do tego budynku Prokuratury Okręgowej w Przemyślu zgłosił się 25-latek podejrzany o brutalne pobicie biznesmena. Fot. Kamil Krukiewicz

PRZEMYŚL. Przemyski przedsiębiorca znajduje się nadal w śpiączce farmakologicznej po uderzeniu i upadku na krawężnik.

Znany przemyski biznesmen – właściciel kilku restauracji w mieście, a także były członek „Ruchu Palikota”, Krzysztof W., przebywa w rzeszowskim szpitalu i nadal jest w śpiączce farmakologicznej. Wszystko za sprawą brutalnego pobicia, którego stał się ofiarą. Jego stan lekarze określają jako ciężki, ale stabilny. Okazuje się, że 25-latek podejrzany o spowodowanie u niego ciężkiego uszkodzenia ciała sam zgłosił się do prokuratury. Nie przyznaje się jednak do winy i odmawia składania wyjaśnień.

Do wydarzeń, które opisywaliśmy na łamach Super Nowości doszło w nocy z 15 na 16 września w jednym z popularnych przemyskich klubów. Biznesmen bawił się wraz ze znajomymi i dorosłym synem. Krzysztof W., przemyski biznesmen, znany był także ze swej dawniejszej działalności w „Ruchu Palikota”. W trakcie tej zabawy doszło do konfliktu między nim i jego towarzystwem a innymi gośćmi lokalu oraz ochroną. Na ostrych słowach się nie skończyło, z naszych informacji wynika, że Krzysztof W. miał rzucić w jednego z ochroniarzy klubu kulą do kręgli i trafić.

W końcu przedsiębiorca wraz z synem zostali przez ochronę wyprowadzeni z klubu. Tu Krzysztof W. kłócił się z jednym z mężczyzn. Tymczasem inny nieoczekiwanie podszedł i uderzył go pięścią w głowę. Biznesmen, który był pod wpływem alkoholu nie zdołał utrzymać równowagi i wskutek uderzenia upadł, uderzając głową o chodnik. To z pozoru niewinne zdarzenie miało tragiczne skutki. Upadek na chodnik spowodował rozległy krwiak podtwardówkowy, którego następstwem był krwotok podpajęczynówkowy. Poza tym W. miał też obrażenia klatki piersiowej. Mężczyzna trafił na OIOM przemyskiego szpitala. Jego stan określano jako krytyczny.

Na co dzień mieszka w Anglii
Śledczy zabezpieczyli dowody, m.in. zapis z monitoringu, który obecnie został przekazany fachowcom w celu poprawy jakości obrazu. Poza tym dowodem były jednak jeszcze zeznania świadków. A wskazywały na pewnego 25-latka. Mężczyzny jednak nie udawało się „namierzyć”. W kilka dni po zdarzeniu sam zgłosił się do prokuratury. Jak się dowiedzieliśmy, na stałe mieszka z żoną i dwójką małych dzieci w Anglii i tam też pracuje. Wkrótce po zdarzeniu przed klubem, zgodnie z wcześniejszym planem, wyjechał za granicę. Jednak gdy dowiedział się, że szukają go przemyscy śledczy, wrócił do Polski i zgłosił się do przemyskiej Prokuratury Okręgowej.

25-latek usłyszał zarzut spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Do winy się nie przyznał i odmówił składania wyjaśnień śledczym. Na razie ma zakaz opuszczania kraju i dozór policyjny, musi 3 razy w tygodniu zgłaszać się na policję. Zastosowano wobec niego także poręczenie majątkowe w wysokości 1000 złotych oraz zabezpieczono 4 tys. złotych na poczet grożących mu kar finansowych.

Monika Kamińska

One Response to "Miał brutalnie pobić znanego przemyskiego biznesmena. Sam zgłosił się do prokuratury"

Leave a Reply

Your email address will not be published.