Nasi przodkowie bali się, że zmarły ożyje

PAWEŁ MADEJ jest doktorem archeologii, kierownikiem Skansenu Archeologicznego Karpacka Troja w Trzcinicy. Urodzony w Jaśle, absolwent archeologii na Uniwersytecie Jagiellońskim, kierował licznymi wykopaliskami na terenie Polski południowej. Jego zainteresowania naukowe koncentrują się na archeologii gór, głównie Karpat i Alp. Praca doktorska obroniona w Instytucie Archeologii i Etnologii PAN poświęcona została początkom epoki brązu w karpackim dorzeczu Wisły.
PAWEŁ MADEJ jest doktorem archeologii, kierownikiem Skansenu Archeologicznego Karpacka Troja w Trzcinicy. Urodzony w Jaśle, absolwent archeologii na Uniwersytecie Jagiellońskim, kierował licznymi wykopaliskami na terenie Polski południowej. Jego zainteresowania naukowe koncentrują się na archeologii gór, głównie Karpat i Alp. Praca doktorska obroniona w Instytucie Archeologii i Etnologii PAN poświęcona została początkom epoki brązu w karpackim dorzeczu Wisły.

SuperWywiad z dr Pawłem Madejem, archeologiem, kierownikiem Karpackiej Troi w Trzcinicy.

– Czy nasi przodkowie Słowianie bali się śmierci?
– Myślę, że lęk przed śmiercią to coś naturalnego, związanego z naszym człowieczeństwem. Jednak niewiele o tym wiemy, bo kulturę naszych przodków przyszło nam odtwarzać na podstawie bardzo znikomych śladów. Nie posiadamy źródeł pisanych, w których Słowianie informowaliby, czego się boją po śmierci. Dobrym przykładem trudności w interpretacji znalezisk archeologicznych jest słynny pochówek z jaskini Szanidar znajdującej się w irackim Kurdystanie. Na początku lat 60. XX wieku Ralph Solecki, amerykański archeolog, odkrył w jaskini pochówek neandertalczyka żyjącego 50 tysięcy lat przed Chrystusem. Przy szkielecie znaleziono pyłki kwiatów. Ale czy to dowód, iż ludzie pierwotni przywiązywali dużą wagę do grzebania zmarłych? Przez lata tak myślano, jednak dziś ta teoria poddawana jest krytyce, a spór trwa. Rekonstrukcja przeszłości jest bardzo trudna. Trzeba się opierać na poważnych dowodach. Mnie nie interesują mity i ludowe podania, choć one się najlepiej sprzedają, tylko prawda.

– Słowianie zmarłego żegnali z pompą. Odbywała się rytualna, zbiorowa uczta ku jego czci, połączona z igrzyskami. Tańczono, urządzano zapasy i gonitwy, wszystko suto zakrapiane alkoholem. Wtedy ludzie mieli fantazję.
– Słowianie po śmierci palili człowieka na wielkim stosie, potem jego prochy przesypywano do urn i umieszczano na kurhanie, czyli sporych rozmiarów mogile ziemnej, najczęściej w kształcie stożka. Czasem w ogóle nie używano do tego naczyń. W miejscu, gdzie złożono szczątki odprawiano igrzyska nazywane tryzną – to przypominało „naszą” stypę. Chrześcijaństwo przyniosło radykalną zmianę w traktowaniu zmarłych, ciała zaczęto składać bezpośrednio do ziemi. Wraz z nową religią i innym postrzeganiem świata zmienił się cały obrzęd pogrzebowy. Oczywiście to nie następowało z dnia na dzień, to był długi proces.

– Kościół zakazał palenia zwłok i zezwolił na kremację dopiero w 1963 roku. Co ciekawe, w dawnych czasach niektóre kobiety godziły się, by spłonąć na stosie ze swoim nieżyjącym mężem. Po co mężczyźnie kobieta w zaświatach?
– Z terenów nam najbliższych, czyli z Rusi pochodzi opis arabskiego kupca Ahmada ibn Fadlana, który spotkał grupę wędrujących Wikingów. Podczas wyprawy zmarł przywódca grupy, a jedna z niewolnic dobrowolnie zgodziła się umrzeć, by towarzyszyć mu w ostatniej drodze. Przypuszczalnie była potrzebna mężczyźnie na tamtym świecie, ponieważ był on w jakimś stopniu kontynuacją dotychczasowego życia. Nie wszędzie tak się zachowywano. W Egipcie zamiast żywych ludzi składano do grobów wraz ze zmarłym tzw. uszebti, czyli figurki ludzi w postaci mumii z motykami w rękach i workiem na plecach. Miały pomagać zmarłemu na tamtym świecie.

– Rytualną potrawą serwowaną podczas uroczystości pogrzebowych była kutia, którą dziś na Podkarpaciu podaje się na stole wigilijnym. Jak się zresztą okazuje, chrześcijaństwo garściami czerpie ze starych wierzeń i obrzędów. To nie tylko zaduszki i stypa, ale też kolędy, drzewko w domu, topienie Marzanny, malowanie jajek, śmigus-dyngus, dożynki, czyli święto plonów. Wszystko już było…
– Jako archeolog nie mogę potwierdzić, że spożywano akurat kutię. Wiem natomiast, że kościół przyjął mądrą strategię. Zdając sobie sprawę z ludzkich przyzwyczajeń i tradycji, starano się wprowadzać nowe treści do już istniejących obrzędów.

– Myślałem, że nową religię szerzono głównie za pomocą żelaza i ognia.
– To jest demonizowanie. Zakazywano praktyk pogańskich, jednocześnie wykorzystując je do szerzenia nowej wiary. To świadczy o dużej inteligencji chrześcijańskich misjonarzy.

– Jak Słowianie wyobrażali sobie życie po śmierci? Czy trafiali do raju?
– Bez źródeł pisanych nie mamy punktów zaczepienia i możemy się tylko domyślać, a ja – już panu mówiłem – wolę koncentrować się na faktach. Istnieje cały nurt w kulturze masowej nawiązujący do dokonań Słowian, którzy rzekomo stworzyli Wielką Lechię. Imperium w środkowej i wschodniej Europie przed panowaniem Mieszka I. To są jednak mity, fakty są natomiast takie, że Słowianie nie budowali świątyń takich jakie znamy z innych cywilizacji. Modlili się na górach i świętych gajach.

– Samobójców i innych, których dotknęła tzw. zła śmierć, piętnowali?
– Nie wiem, za to na przestrzeni dziejów istnieje w społeczeństwie problem wampiryzmu. Żeby to lepiej zrozumieć, zacznijmy od początku i przenieśmy się do pierwszych ludów indoeuropejskich, czyli naszych genetycznych przodków. Pojawili się w trzecim tysiącleciu przed Chrystusem, to oni udomowili konia. Były to wędrujące grupy pasterzy żyjące w krajobrazie zniszczonym przez wcześniejsze od nich ludy, które wpadły na pomysł gospodarki żarowej, polegającej na wypalaniu lasów i sianiu zboża w użyźnioną popiołem ziemię. Nastąpił wybuch demograficzny, ale też klęska ekologiczna. W taki świat wkroczyli nasi bezpośredni przodkowie, którzy zmarłych grzebali na cmentarzyskach kurhanowych w pozycji embrionalnej. Jamy grobowe są otoczone rowkami, które – jak sądzimy – miały oddzielać świat zmarłych od żywych. Bano się, że zmarły ożyje, więc często krępowano mu nogi. Ten strach przed ucieczką z grobu i nawiedzeniem żywych utrzymywał się bardzo długo. Zaledwie 70 lat temu Karpacka Ekspedycja Archeologiczna zetknęła się pod Żmigrodem ze stosowaniem takich właśnie praktyk. Miejscowa ludność wykopała szczątki kobiety, która ponoć straszyła, została pozbawiona głowy i przebita osikowym kołkiem.

– Dlaczego Słowianie nie przekazali swojej historii tak jak to zrobili Skandynawowie za pomocą pisma runicznego i sag?
– Trudno powiedzieć czemu nie wytworzyli własnego pisma. Ich obyczaje znamy więc z relacji podróżników arabskich, kronikarzy rzymskich czy germańskich. Mamy do czynienia z zupełnie innym modelem rozwoju. Pewnie mało kto sobie z tego zdaje sprawę, ale Słowianie zadziwili świat mobilnością. Szybkość z jaką zajmowali teren budziła powszechne uznanie nawet ze strony tych, którzy od nich najwięcej wycierpieli, tak jak Bizantyjczycy. Słowianie wielokrotnie szturmowali mury Konstantynopola, usadowili się na Bałkanach, dotarli do Italii, być może nawet do Skandynawii. Rozprzestrzeniali się na terenach zdewastowanych w czasie wędrówek ludów, przejmując tamtejsze wzorce, ale też tworząc własną kulturę.

– Jednak polskie dzieci nie uczą się na lekcji historii o Świętowicie czy Swarogu. Znają natomiast Zeusa i mitologię Greków. To zaniedbanie?
– Kultura antyczna jest bardzo ważna, ponieważ jest częścią naszej zachodniej cywilizacji. Mitów Słowian niestety nie znamy z wiarygodnych źródeł, ale życzyłbym sobie, żeby położono większy nacisk na historię starożytną naszych ziem. Warto być świadomym, gdzie żyjemy, co tutaj było przed nami. Nawet jeśli jest to przeszłość dość odległa.

– W Karpackiej Troi edukujecie w nowoczesny sposób. Zgodnie z misją, która brzmi: „sprawić, aby milcząca za szkłem gablot archeologia ożyła i przemówiła do turystów zrozumiałym językiem”.
– Ludzie chcą aktywnie uczestniczyć w lekcji historii, muzeum w tradycyjnym wydaniu wzbudza w dzisiejszych czasach mniejsze zainteresowanie. U nas w Trzcinicy goście mogą poczuć klimat sprzed 4 tysięcy lat, z epoki brązu czy z okresu wczesnego średniowiecza. To tutaj bowiem odkryto pierwszą w Polsce osadę zakarpackiej kultury Otomani-Füzesabony odznaczającej się wyraźnymi wpływami śródziemnomorskimi, datowaną na okres 1650-1350 p.n.e. Ze względu na wyraźne wpływy południowoeuropejskie miejsce to nazwane zostało Karpacką Troją. Po jej upadku Słowianie wznieśli tu wielki gród. Ci, którzy odwiedzają Trzcinicę mogą więc rozpalić ogień i ugotować strawę sposobami przodków. Zrobić naczynia ceramiczne, postrzelać z łuku.

– Latem w ramach 25. Europejskich Dni Dziedzictwa odbyło się w Karpackiej Troi widowisko zatytułowane „Mity Słowian” o stworzeniu świata przez boga Peruna. Jaka jest pana ulubiona legenda, a może postać?
– Jak już wspomniałem, nie mamy wiarygodnych przekazów o mitologii Słowian. Dla mnie najciekawsze jest zetknięcie z tajemnicą i odkrywaniem na nowo przeszłości, która jest niezwykle fascynująca. Ludność kultury Otomani-Füzesabony była bardzo rozwinięta i związana z kulturą śródziemnomorską, mykeńską. Handlowano na potęgę, m.in. bursztynem, wznoszono potężne fortyfikacje, zmarłych chowano na bogato, wyposażając groby w ozdoby z brązu i złota. Po nich pojawiła się ludność tzw. kultury Gava, której osady mamy zarejestrowane w rejonie Nowego Żmigrodu. Wiemy, że część tej ludności żyjącej w Kotlinie Karpackiej powędrowała na Półwysep Apeniński. Jedna z hipotez głosi, że dała ona początek potężnej kulturze Etrusków. To jest tak niesamowite, że nie muszę się odwoływać do fantazji! Odkryliśmy na naszym terenie cztery miecze z brązu, najprawdopodobniej należące właśnie do ludności kultury Gava. Jeden z tych mieczów jest w typie jaki wykorzystywany był m.in. do podboju Egiptu. Północ nieustannie dawała się we znaki Południu, wyprawy naszych przodków to nie były turystyczne wizyty (śmiech). Między innymi w wyniku łupieżczych wypraw naszych słowiańskich przodków, na północ od Karpat trafiały kobiety, które zetknęły się już z chrześcijaństwem. I na obcej ziemi, u pogan, na wykonywanych przez siebie naczyniach umieszczały znak krzyża.

Rozmawiał TOMASZ SZELIGA

8 Responses to "Nasi przodkowie bali się, że zmarły ożyje"

Leave a Reply

Your email address will not be published.