
PODKARPACIE. We wtorek większość lekarzy rezydentów z rzeszowskiego szpitala „na górce” wypowiedziała zgodę na pracę w godzinach ponadnormatywnych.
– Na razie klauzulę opt-out, która pozwala pracować dłużej niż przewidują obowiązujące normy, złożyło 88 lekarzy rezydentów i kilku specjalistów z Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie. Chcą pracować zgodnie z kodeksem pracy i wymogami unijnymi, czyli nie więcej niż 48 godzin w tygodniu – tłumaczy Zdzisław Szramik, wiceprzewodniczący Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. – Z końcem listopada dołączą do nich rezydenci z innych placówek. Wypowiedzenie klauzuli deklarują też specjaliści. Szpitale nie będą miały kim obsadzić dyżurów.
To kontynuacja protestu lekarzy, którzy chcą wzrostu wydatków na służbę zdrowie do 6,8 procent PKB w ciągu 3 lat. Gdy głodówka nie przyniosła żadnych skutków, lekarze postanowili zmienić formę protestu i wypowiadać umowy nazywane opt-out.
Szramik dodaje, że związki zawodowe lekarzy apelowały już o to od dawna. – Na rząd żadne argumenty nie działają, bo jest ślepy i głuchy. Nie usłyszał, ani nie zobaczył głodówki i pikiet rezydentów. Może zobaczy, gdy dyżurów w szpitalach nie uda się obsadzić. Praca w wymiarze ponadnormatywnym nie jest obowiązkowa. Ja nigdy nie podpisałem klauzuli opt-out i nigdy nie brałem więcej niż dwa dyżury, ale są i tacy, którzy podpisawszy klauzulę przymuszani są do brania 8 i więcej dyżurów.
Potwierdzają to kontrole PIP, z których wynika, że co piąty szpital łamie przepisy o czasie pracy. Po 24-godzinnym dyżurze, zamiast 11 godzin przerwy, lekarze biorą bez odpoczynku kolejne dyżury: na umowę-zlecenie albo jako pracownicy zewnętrznej firmy, z którą szpital podpisuje kontrakt. A rano ponownie przychodzą do pracy na etat. W ciągu roku dozwolone jest 416 nadgodzin, rekordzista miał 1245.
Dyrekcja szpitala jest spokojna
– Gdyby większość lekarzy zrezygnowała z pracy ponadnormatywnej, to w większości szpitali należałoby zatrudnić ich drugie tyle. Mając teraz 5 lekarzy na oddziale musiałbym więc dotrudnić kolejnych 5, a skąd ich wziąć? Mówienie, że przyjadą lekarze ze wschodu jest bzdurą – mówi Marian Furmanek, dyrektor Szpitala Powiatowego w Leżajsku.
To pierwsze tak duże wypowiedzenie umów złożone w jednej placówce na Podkarpaciu. Dyrekcja lecznicy uspokaja, że wypowiedzenia klauzuli nie będzie miało wpływu ma bezpieczeństwo pacjentów. – U nas dyżury w szpitalu z reguły są podwójne albo potrójne. Wypowiedzenie klauzuli opt-out nie oznacza też, że rezydenci nie będą dyżurować w ogóle. Będą to robić, ale w zmniejszonym wymiarze godzin – mówi Krzysztof Bałata, dyrektor szpitala przy ul. Lwowskiej.
Dyrektor liczy też, że do końca roku zostało jeszcze 1,5 miesiąca, a więc może dojść jeszcze do porozumienia między Ministerstwem Zdrowia a lekarzami rezydentami. Jednak co będzie, gdy nie dojdzie?
– Już teraz trudno dostać się do lekarza „na fundusz”. Starsi chorzy ludzie często są skazani na „łaskę” młodych lekarzy, którzy traktują ich jak śmieci. Walczą o większe pieniądze? A który z nich przyjeżdża do szpitala na rowerze? – denerwuje się pani Helena z Rzeszowa.
Anna Moraniec



13 Responses to "Od nowego roku czeka nas paraliż służby zdrowia"