
KOLBUSZOWA. Dramatyczne relacje kobiet pozbawionych ginekologii.
Jeden z lekarzy-ginekologów, który już nie pracuje w kolbuszowskim szpitalu, zdradza, że jego pacjentki – powołując się na wcześniejszą znajomość – żebrzą u niego o przyjęcie. Ktoś inny wspomina, że musiał jechać do Rzeszowa ze swoją mamą – osobą starszą i schorowaną na wózku inwalidzkim. – To była droga przez mękę – mówi wprost. – Takie są efekty likwidacji oddziału ginekologiczno-położniczego – dodaje.
Za tydzień minie rok, odkąd ze Szpitala Powiatowego w Kolbuszowej zniknęły oddziały ginekologiczno-położniczy i noworodkowy. Kobiety muszą więc rodzić poza swoim miejscem zamieszkania. Problem mają też mieszkanki cierpiące na tzw. kobiece dolegliwości.
– Jeden z ginekologów, który w swoim czasie pracował w naszym szpitalu i z którym kiedyś miałem przyjemność współpracować, powiedział mi, że kobiety, przeważnie starsze, powołując się na wcześniejszą znajomość z tym lekarzem, żebrzą u niego o przyjęcie w ośrodku – grzmi Waldemar Macheta, były wicestarosta powiatu, a obecnie radny miejski.
– Rozmawiałem też z panią związaną ze środowiskiem medycznym, która kiedyś była zwolenniczką likwidacji tych oddziałów, musiała teraz ze swoją mamusią – chorą, starszą osobą na wózku inwalidzkim – pojechać do Rzeszowa. Oświadczyła mi, że to była droga przez mękę. Że przeżyła prawdziwy koszmar. I teraz dopiero rozumie, jaki błąd popełniono zamykając kolbuszowską ginekologię. Takich dramatycznych relacji jest wiele – zaznacza.
– Decyzja o zamknięciu oddziału ginekologiczno-położniczego – filaru każdego szpitala odbija się na nas wszystkich w sposób bardzo negatywny – konstatuje Macheta. – Przykro jest, kiedy się słyszy, jak sąsiedni szpital w Nowej Dębie, zlokalizowany w kilkunastu obiektach, tak się rozwija. A my chwalimy się cudzym, a swego nie tyle nie znamy, co go zatracamy. Nikt o tym nie mówi, bo to „decyzja władz”, a władza – TKM i koniec. Tymczasem ludzie cierpią. I to bardzo. A będzie jeszcze gorzej, niestety.
Zbigniew Strzelczyk, dyrektor szpitala, tłumacząc decyzję o likwidacji oddziałów, przypominał, że ok. 70 proc. mieszkanek powiatu rodziło swoje dzieci poza Kolbuszową. – Dla kogo mieliśmy więc trzymać te oddziały? – pytał. W podobnym tonie wypowiadał się starosta Józef Kardyś: – Z 670 porodów z terenu powiatu, tylko 330 miało miejsce w naszym szpitalu. Wychodził więc poród dziennie. Finansowo to nie miało sensu – podkreślał starosta.
Paweł Galek



4 Responses to "Muszą żebrać o przyjęcie u lekarza"