Według wytycznych ministerstwa zdrowia, lekarz nie tylko troskliwie i kompleksowo zajmie się osobami przewlekle chorymi, ale będzie przeprowadzał bilanse sprawdzające stan zdrowia pacjentów, którzy na pozór są zdrowi, a przynajmniej niezbyt często odwiedzają medyków.
Już widzę oczyma wyobraźni, jak lekarz rodzinny bierze pod lupę u przypadkowego pacjenta: tętno, ciśnienie krwi, stan skóry, głowy, szyi, płuc (w tym sposób oddychania), jamy brzusznej, gruczołów piersiowych, a także żylaków. Słowem, ogląda go od stóp do głów. Nie poprzestanie też na własnym osądzie, ale zapyta pacjenta, jak on sam ocenia stan swojego zdrowia oraz o to, jak o nie dba. W specjalnej ankiecie, którą wypełni wspólnie z pacjentem, zapyta o to, jaki sport pacjent uprawia, jak często pije i pali, co wywołuje jego zaniepokojenie, np. powiększony obwód brzucha, męczący kaszel, strzykanie w kolanie. Bilans będzie dotyczył także sfery psychicznej, lekarz zapyta np. jak często pacjent czuł się zrozpaczony i ile razy odczuwał mniejszą przyjemność z wykonywanych zajęć. Efektem tych dociekań będzie zaś opracowanie Indywidualnego Planu Postępowania Zdrowotnego, który ma stanowić podsumowanie badania bilansowego i podstawę do wizyty edukacyjnej. Oczywiście w sytuacji wykrycia jakiegokolwiek czynnika ryzyka choroby pacjentowi należeć się będzie bilans pogłębiony. A potem szybkie i kompleksowe, jak już wspomniałam, leczenie. I tu również niespodzianka. Lekarz rodzinny, według nowych założeń, ma być nie tylko lekarzem, że „do rany przyłóż”. Ma być całym zespołem fachowców, bo oprócz lekarza i pielęgniarki będzie w nim także lekarz specjalista, fizjoterapeuta, dietetyk oraz psycholog. Taki zespół zamiast odsyłać pacjenta do specjalisty zajmie się chorymi na cukrzycę, z problemami endokrynologicznymi czy kardiologicznymi, a także ze schorzeniami neurologicznymi, pulmunologicznymi i ortopedycznymi. Pomogą także tym z problemami bólowymi kręgosłupa i zmianami zwyrodnieniowymi stawów. Powstanie również nowa funkcja – koordynatora, który miałby sprawdzać, czy wszystko przebiega zgodnie z planem pod kątem organizacyjnym (m.in. ma prowadzić elektroniczny terminarz wizyt).Czy nie brzmi pięknie? Brzmi. Tak jak bajka Jana Brzechwy „Na wyspach Bergamutach” ,gdzie „podobno jest kot w butach… i kura samograjka, znosząca złote jajka, … i tylko… wysp tych nie ma”.
Redaktor Anna Moraniec


