
ZAGŁĘBIE SOSNOWIEC – STAL MIELEC. – Powinien puścić totka, na pewno wpadłaby mu szóstka – tak trener Stali podsumował występ Tomasza Nowaka.
Za to, że Stal wróciła do domu na tarczy odpowiada Tomasz Nowak. 33-letni pomocnik Zagłębia był w sobotę jak legendarny władca Frygii, Midas. Czego się nie dotknął, zamieniał w złoto.
ZAGŁĘBIE Sosnowiec 3
STAL Mielec 1
(2-1)
1-0 T. Nowak (7.), 1-1 Arak (10.), 2-1 T. Nowak (43.), 3-1 T. Nowak (90. – karny).
ZAGŁĘBIE: Kudła – Nawotka, Jędrych, Cichocki, Puchacz, Banasiak (66. Wrzesiński), Milewski, Rzonca, T. Nowak (90. Babiarz), Udovicić – Sanogo (77. Makowski).
STAL: Majecki – Sadzawicki, Grodzicki (46. Swędrowski), Kiercz, Leandro, Janota, Dobrotka, Soljić, B. Nowak (57. Wroński), Banaszewski – Arak (70. Djermanović).
Sędziował Sebastian Tarnowski (Wrocław). Żółte kartki: Cichocki, Sanogo – Sadzawicki, Grodzicki. Czerwona kartka: Sadzawicki (89. – druga żółta). Widzów 1800.
– Narodził się kapitan! – ogłosił z dumą Dariusz Dudek, trener Zagłębia, które dzięki trafieniom Nowaka i zwycięstwie wróciło do gry o najwyższe lokaty.
Z daleka i z karnego
Tomasz Nowak zna smak ekstraklasy. Występował w Koronie Kielce, Polonii Bytom, Łódzkim KS i Górniku Łęczna. 143 mecze to dorobek, którym można się pochwalić. Nowak piłkę raczej odbiera i podaje, nigdy nie był wybitnym strzelcem. Na pierwszego hat-tricka czekał 33 lata, pech chciał, że trafiło na Stal. – To był występ jednego aktora. Na niektóre sytuacje nie można się przygotować. Tomek powinien dziś puścić totka, na pewno trafiłby szóstkę – tak o kacie swojej drużyny mówił Zbigniew Smółka, szkoleniowiec biało-niebieskich, którzy w Sosnowcu wcale źle nie wyglądali. Nasz zespół przycisnął zwłaszcza po wyrównującej bramce Jakuba Araka. Bramkarza Zagłębia starali się zaskoczyć Maksymilian Banaszewski, Michał Janota oraz ponownie Arak, który kiedyś zakładał koszulkę klubu z Sosnowca. Wszystko na nic, w sobotę patent na uderzenia nie do obrony posiadł człowiek z numerem 6 grający w przeciwnej drużynie. Tuż przed przerwą Nowak huknął z 25 metrów i Radosław Majecki był bezradny – piłka wpadła idealnie w „okienko”. Pierwszego gola pomocnik Zagłębia zdobył już w 7 minucie, również strzałem z dystansu. Kanonadę zakończył rzutem karnym podyktowanym w końcówce za przewinienie Dominika Sadzawickiego. Będą państwo zaskoczeni, jeśli dowiedzą się, że faulowanym był Nowak, który miał też doskonałą okazję na czwartą bramkę? – Hat-trick to przyjemna sprawa, ale najważniejsze jest zwycięstwo. My Polacy lubimy grać z kontry, ustawić się i poczekać na dogodne sytuacje. Mogliśmy strzelić więcej goli, lecz musimy mieć też pokorę, bo gdyby Stal trafiła na 2-2, różnie mógł się ten mecz potoczyć – stwierdził skromnie Nowak.
Dziurawa obrona
– Nie możemy spuszczać głów. W piątek czeka nas kolejne spotkanie na szczycie. Trzeba się szybko podnieść – mobilizował drużynę przed starciem z Wigrami trener Smółka. – W Sosnowcu zabrakło nam sił, konsekwencji, determinacji i mądrości taktycznej, ale w następnym meczu będzie lepiej. Udowodniliśmy, że stać nas na wspaniałą grę – dodał nie bez racji. Szkopuł w tym, że ostatnie spotkania nie są popisem defensywy. Jesienią liczyliśmy Majeckiemu mecze z czystym kontem, tymczasem wiosną Stal straciła już 12 goli. Spośród drużyn z czołówki to właśnie mielczanie posiadają najbardziej dziurawą obronę.
tsz


