Znowu końcówka, znowu Orlęta (ZDJĘCIA)

Fot. Wit Hadło
Fot. Wit Hadło

STAL RZESZÓW – ORLĘTA RADZYŃ PODLASKI. Stal znów komplikuje sobie życie

Cztery zwycięstwa z rzędu i to wszystkie bez straty bramki uśpiły chyba nieco czujność Stali. W sobotę przy Hetmańskiej cieszyły się Orlęta, które zostały nagrodzone za nieustępliwość. – Panowie, chylę przed wami czoła. Wysokiego czoła – uśmiechał się Damian Panek, opiekun gości.

STAL Rzeszów 2
ORLĘTA Radzyń Podlaski 3
(0-1)
0-1 Kot (35.)
0-2 Korolczuk (56.)
1-2 Reiman (62.)
2-2 Reiman (70. – karny)
2-3 Zarzecki (90+3.)
STAL
: Wasiluk – Skała (46. Gliniak), Duda (88. Zięba), Basista, Kordas, Ceglarz, Szeliga, Reiman, Bętkowski (59. Maślany), Pikul (57. Gil), Milunović
ORLĘTA
: Stężała – Ciborowski, Kiczuk, Panufnik, Szymala (29. Kalita), Korolczuk (79. Zarzecki), Kot, Puton, Kaganek, Rycaj, Stanisławski.
Sędziował
Mariusz Myszka (Stalowa Wola). Żółte kartki: Milunović, Pikul, Bętkowski, Basista, Maślany – Kot, Stanisławski. Widzów 450.

Kibice zgromadzeni na Stadionie Miejskim byli świadkami przedziwnego spotkania, w którym radość mieszała się z rozczarowaniem w ekspresowym tempie. – Przy wyniku 2-2 byłem pewny, że ten mecz wygramy. Piłka jest jednak okrutna, nie mogę się z tą porażką pogodzić. Trudno zebrać myśli – Tadeusz Krawiec, trener biało-niebieskich, starał się powstrzymywać emocje. – Byliśmy lepsi, piłkarsko przeważaliśmy, ale z wieloma kuriozalnymi decyzjami sędziów się nie zgadzam – dodawał, odnosząc się bezpośrednio do sytuacji z 93 minuty, która zaważyła na losach rywalizacji. Arbiter podyktował wówczas rzut wolny, po dośrodkowaniu z którego Orlęta strzeliły trzeciego, decydującego gola. Sęk w tym, że Szymon Stanisławski – twierdząc że był faulowany – bez gwizdka złapał piłkę w ręce. Dopiero po rozmowie i dłuższym namyśle sędzia przyznał mu rację. Sprawa dyskusyjna – to i tak delikatne określenie.

Przedziwna decyzja Mariusza Myszki nie powinna jednak zaciemnić reszty spotkania, w którym piłkarze z Radzynia Podlaskiego zwyczajnie pomogli szczęściu. Przy 0-1 grzech zaniechania popełnił Adam Wasiluk, a przy drugim trafieniu defensywa Stali wyraźnie zlekceważyła zaledwie 16-letniego Arkadiusza Korolczuka. Stal obudziła się dopiero po dwóch „dzwonach” i kiedy po niecałym kwadransie i bramkach niewidocznego skądinąd Wojciecha Reimana zrobił się remis, rzeszowianie… odpuścili. W 90 minucie miała jeszcze dwie wyborne okazje, by happy-endem zamknąć to spotkanie, ale i Reimanowi, i Sławomirowi Szelidze zabrakło spokoju. Tym chwilę później wykazali się goście.

– Pokazaliśmy charakter, bo wiedzieliśmy, że Stal jest od nas lepsza piłkarsko. W środę straciliśmy bramkę w 90. minucie, teraz ją zdobyliśmy. Sport, jak życie jest przewrotny – mówił szkoleniowiec Orląt, które w pierwszym meczu obu zespołów, jesienią 2017 r., również w ostatniej chwili zabrały biało-niebieskim zwycięstwo.

tc

[print_gllr id=236001]

Leave a Reply

Your email address will not be published.