Najpierw wszystkie dzieci miały dostać świadczenie z programu 500 plus, potem okazało się, że owszem dostały, ale nie wszystkie. Teraz premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że już od września 2018 roku wszyscy uczniowie (raczej ich rodzice), dostaną 300 złotych na wyprawkę szkolną.
Miał to być ekstra dodatek, przyznawany raz w roku, tuż przed rozpoczęciem szkolnych zmagań, bo pieniądze miały trafić do rodzin już w sierpniu. Wszystko miało być już skalkulowane, wypłatą miałyby zająć się ośrodki pomocy społecznej, ale w oparciu o złożony wcześniej wniosek. Rodzice nie musieliby się nawet w żaden sposób rozliczać z tego, na co rzeczywiście wydali pieniądze. Już teraz wiadomo jednak, nie wszystkie dzieci będą mogły skorzystać z programu. Niedawno Adam Bondar, Rzecznik Praw Obywatelskich za dyskryminację uznał wykluczenie z tej pomocy dzieci z domów dziecka (które nie dostają też 500 plus, na których utrzymanie tak czy tak daje rząd). I w większości przypadków można sądzić, że tym dzieciakom nie brakuje niczego jeżeli chodzi o zabezpieczenie materialne. Nic oczywiście, oprócz miłości rodziców i czasu z nimi spędzonego. Teraz okazuje się, że wypada z programu kolejna grupa dzieci. Tym razem 6-latki. Państwowej wyprawki nie dostaną, bowiem sześcioletnie dzieci nawet jeśli idą do „zerówek” przyszkolnych. Mimo, że tak jak ich starsi koledzy, korzystają na zajęciach z książek i przyborów szkolnych, to zgodnie z przepisami, 6-latek nie jest jeszcze uczniem. Nie do końca wiadomo też, co z uczniami klas maturalnych w technikach, gdzie nauka trwa nawet do 20. roku życia, a czego nowe przepisy także nie przewidują. Czy 19-tatek to uczeń więc, czy nie uczeń? Czy cały projekt to znowu kiełbasa wyborcza? Czy poważny zamysł, tyle tylko, że jak zwykle mało przemyślany, napisany na kolanie. Jeżeli tak to pora szybko go naprawić, bo sierpień tuż tuż, a może jeszcze się okazać, że ze wsparcie wyłączone są inni uczniowie, np. szkół specjalnych.
Redaktor Anna Moraniec



4 Responses to "Nie wszystkie dzieci nasze są"