
STAL RZESZÓW – AVIA ŚWIDNIK. Byli piłkarze zagrali na nosie Stali.
Blamaż. Katastrofa. Wstyd. Epitetów określających to, w jaki sposób w sobotę zaprezentowała się przy Hetmańskiej Stal Rzeszów można by znaleźć bez liku. Po wysokiej przegranej z Avią o awansie nie ma już mowy. Co więcej, z posadą szkoleniowca pożegnał się Tadeusz Krawiec.
STAL Rzeszów 1
AVIA Świdnik 4
(0-1)
0-1 Szymala (34.), 0-2 Białek (54.), 0-3 Szymala (59.), 0-4 Mroczek (65.), 1-4 Bętkowski (90.)
STAL: Skuza (66. Wieczerzak) – Kordas (72. Maślany), Duda, Basista, Gil (46. Pikul), Skała (62. Gliniak), Ceglarz, Szeliga, Reiman, Skiba (62. Revak), Bętkowski
AVIA: Piotrowski – Jarzynka, Drelich, Mroczek, Głaz, Maluga, Szymala (69. Nowak), Barański (66. Lusiusz), Kołodziej, Białek (75. Wołos), Prędota (80. Mazurek).
Sędziował Mateusz Nowak (Stalowa Wola). Widzów 400.
Licząc pucharowe spotkanie z Resovią, była to czwarta kolejna porażka biało-niebieskich. Zarząd klubu tej „wspaniałej” serii nie wytrzymał i wieczorem wydał oświadczenie informujące o rozstaniu się z Tadeuszem Krawcem. Ten kilka godzin wcześniej zapowiadał na konferencji prasowej, że się nie załamał i w zbliżających się derbach jego zespół pokaże charakter. – Nie potrzeba nam ani psychologa, ani księdza, ani szamana. Nam potrzeba bramkarza. Wszystko zostało zaprzepaszczone podczas okienka transferowego, kiedy nie udało się znaleźć dobrego golkipera. Dziś po drugim golu widać było, że drużyna stanęła, bo miała już serdecznie dość – tłumaczył, nie spodziewając się nadchodzącego tąpnięcia, choć równocześnie ciężko się z nim przynajmniej w części nie zgodzić. Każdy z trzech bramkarzy Stali zaliczył w ostatnim czasie kuriozalne wręcz wpadki. Broniący przeciwko Avii Konrad Skuza już po kwadransie cudem uniknął fatalnego błędu, gdy piłka wypadła mu z rąk. Dwadzieścia minut później tyle szczęścia jednak już nie miał i nieudane piąstkowanie zakończyło się golem dla Avii. Po przerwie było niewiele lepiej, i choć konta Skuzy kolejne trafienia gości jakoś szczególnie nie obciążają, wniosek jest oczywisty: na pewno nie pomógł. Chwilę po godzinie gry trener Krawiec zdecydował się wyjątkowo rzadką roszadę – zmienił bramkarza. Minutę później Michał Wieczerzak też musiał wyjmować piłkę z siatki. – Avia pokazała nam, jak wykorzystuje się sytuacje i że nie musi być ich nie wiadomo ile. Myślę jednak, że na mecz z Resovią znajdę 11 zawodników, których nie będę musiał wypychać z tunelu. I pokażą, że trzeba mieć charakter, by reprezentować Stal – kończył pełen nadziei. Kto „poszuka” teraz składu na derby? Tego dowiemy się w najbliższym czasie.
Eksstalowcy w roli głównej
Nie pierwszy raz potwierdziło się też, że w klubie z Hetmańskiej lepsze jest wrogiem dobrego. Świetne zawody w barwach świdniczan zagrał duet jeszcze zimą zatrudniony przy Hetmańskiej. Piotr Prędota i Kacper Drelich, bo o nich mowa, okazali się kluczowymi postaciami na boisku. Pierwszy asystował choćby przy bramce na 0-3, drugi dowodził linią defensywną, co przypłacił m.in. poważnie rozciętym łukiem brwiowym i wizytą w szpitalu. Trup ścielił się zresztą gęsto, bo z opatrunkami do szatni schodziło jeszcze kilku innych piłkarzy. – W środę graliśmy 120 minut w pucharze, więc chylę czoła przed chłopakami za to, ile dziś zostawili na murawie serca i zdrowia – uśmiechał się opiekun Avii, Dominik Bednarczyk, jeszcze niedawno… środkowy obrońca Stali. Dziś rosły 39-latek wykonuje kapitalną pracę na rzecz drużyny z Lubelszczyzny, którą prowadzi od grudnia 2017 r. Jego bilans to 7 zwycięstw, 1 remis i 1 porażka. W takiej formie po wakacjach świdniczanie mogą być jednym z kandydatów do awansu, którym z pewnością po raz enty będzie i… Stal. Kolejne nieudane próby szturmu na II ligę, przeplatane ciągłymi zmianami szkoleniowców zaczynają jednak nudzić, jak przydługawy niskobudżetowy film w starym kinie.
tc


