
HISZPANIA 1982. Bardziej niż wygranie meczu o 3. miejsce z Francją, tłamszony przez stan wojenny naród polski cieszyło wyeliminowanie z turnieju ZSRR.
Po 8 latach reprezentacja Polski ponownie stanęła na najniższym stopniu podium. Tym razem kadra prowadzona przez Antoniego Piechniczka była rewelacją turnieju w Hiszpanii. Jej sukces rodził się jednak w zupełnie innych okolicznościach, niż ten z 1974 r.
– Entliczek, pentliczek, co zrobi Piechniczek, tego nie wie nikt (…). Uliczkę znam w Barcelonie, w uliczkę wyskoczy Boniek. Będzie słychać na stadionie „Brawo Polonia, Brawo ten pan” – śpiewał niezapomniany Bohdan Łazuka. I rzeczywiście Polska okazała się prawdziwą rewelacją hiszpańskiego turnieju, a jedną z jego największych gwiazd Zbigniew Boniek.
Pan Bóg z piłką nie ma nic wspólnego.
Przed wyjazdem na mundial ’82, niewielu dawało Polsce szanse na sukces. – Gdy jeszcze przed mundialem byliśmy z kadrą na audiencji u Jana Pawła II, poprosiliśmy, żeby pomodlił się za nasz sukces na mistrzostwach. – Synku, Pan Bóg z piłką nie ma nic wspólnego. Życzę wam wszystkiego najlepszego, ale…. papież w takich sprawach się nie modli – odparł wówczas Ojciec Święty. Jakiś czas po mundialu, znowu byłem w Watykanie, tym razem już z drużyną Juventusu Turyn. Ojciec Święty wyłowił mnie wzrokiem z grupy, przywołał do siebie i szepnął do ucha: – Widzisz, gdybym wiedział, że wy w Hiszpanii zdobędziecie medal, to na pewno bym się o niego pomodlił – wspominał po latach Boniek. Przygotowania Polaków do mundialu ‘82 utrudniał stan wojenny, który mógł nawet sprawić, że biało-czerwoni nie zagraliby w ogóle na hiszpańskich boiskach. – Władza miała wtedy takie możliwości, że jakby chciała, to by nas wycofała. I mistrzostwa świata odbyłyby się bez Polski – tak przynajmniej twierdził trener Antoni Piechniczek. Ostatecznie jego podopieczni zagrali na mistrzostwach, ale na cały pobyt na Półwyspie Iberyjskim dostali „aniołów stróżów”, w postaci pułkowników, którzy ich pilnowali. – Mieli niby dbać o bezpieczeństwo ekipy. Ale zwracali też uwagę, żebyśmy nie manifestowali sympatii dla „Solidarności”, np. żeby któremuś z piłkarzy nie przyszło do głowy założyć koszulki z logo związku lub zostać zagranicą, nawet kosztem dyskwalifikacji – opowiadał Piechniczek.
Antek, jeśli masz jaja…
Biało-czerwoni mundial rozpoczęli od dwóch bezbramkowych remisów z Włochami i Kamerunem. Zwłaszcza po tym drugim meczu, wokół polskiej kadry zrobiło się naprawdę gorąco. – Antek, jeśli masz jaja, usadź Bońka na ławce – apelowali do Piechniczka wściekli dziennikarze, niezadowoleni z postawy napastnika łódzkiego Widzewa, który wówczas miał już zaklepany transfer do Włoch. – Pamiętam, że prasa po dwóch remisach nie miała dla nas litości. Dziennikarze nie zostawiali na nas suchej nitki. Prześcigali się w wymyślaniu epitetów, którymi można byłoby określić naszą reprezentację. Atmosfera gęstniała z dnia na dzień, a najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że przecież mundial wcale nie był przegrany. Cały czas mieliśmy przecież szanse na wyjście z grupy, a obrywaliśmy tak, jakbyśmy już musieli pakować walizki i wracać do kraju – ubolewał Piechniczek. Sytuację diametralnie odwrócił dopiero wygrany 5-1 mecz z Peru. – Przed tym meczem wszyscy działacze byli już spakowani. Nakupili nawet egzotycznych owoców na prezenty do Polski. Potem musieli się rozpakować, a my te owoce jedliśmy – wspominał Paweł Janas. Polskim kibicom w pamięci zapadły szczególnie obrazki, w których po meczu z Peru, Zbigniew Boniek manifestował swoją radość, a zarazem wściekłość, w stronę loży prasowej. – A teraz pocałujcie mnie wszyscy w d… – miał wówczas krzyknąć w kierunku żurnalistów obecny prezes PZPN.
Transmisja z cenzurą
Kolejny mecz z Belgią był właśnie popisem Bońka, który ustrzelił hat-tricka, po którym był na ustach całego piłkarskiego świata. Mimo, iż kilka godzin przed meczem miał wysoką gorączkę, nie przeszkodziła mu ona w rozegraniu fantastycznego meczu. O awansie do strefy medalowej, miał zadecydować pojedynek z ZSRR. Nikomu nie trzeba specjalnie tłumaczyć, jakie miał on wtedy znaczenie dla pogrążonej stanem wojennym Polski. Bezbramkowy remis z „Wielkim Bratem” dał biało-czerwonym awans do półfinału, a przy okazji wyeliminował Rosjan z turnieju. Kibice nad Wisłą, dla których zwycięski remis z ZSRR był chyba ważniejszy, nić późniejszy wygrany mecz o 3. miejsce w Francją, oglądali ocenzurowaną transmisję telewizyjną, bowiem na trybunach rozpostarto ogromne banery z napisem „Solidarności”. Akcję tę zorganizował paryżanin Pascal Rossi, syn Polki, który sympatyzował z działaczami polskiej opozycji. Telewizja Polska najpierw przerwała na krótko transmisję, pokazując widok kibiców, a później emitowała przekaz z 2-minutowym poślizgiem, który pozwalał jej trzymać rękę na pulsie i zadbać o to, by niepożądane przez władze obrazki, nie trafiły na ekrany telewizorów. W meczu ZSRR, Polska straciła Bońka, który z powodu kartek nie mógł zagrać w półfinałowym spotkaniu z Włochami. – Gdyby w półfinale zagrał „Zibi”, to byśmy ten mecz wygrali. A w finale wszystko już było możliwe – przekonywał Józef Młynarczyk, bramkarz polskiej kadry. Ta bez Bońka przegrała z Włochami 0-2 i po raz drugi w historii zagrała tylko o 3. miejsce na mundialu. Losy tego meczu – nie licząc przerwy – biało-czerwoni rozstrzygnęli w 6 minut, podczas których zdobyli 3 gole. – Uświadomiłem sobie, jak wielki sukces osiągnęliśmy i ile on znaczył dla wszystkich kibiców w Polsce. Udało się wygrać mecz o 3. miejsce i przejść do historii. W tak trudnym czasie, daliśmy tym medalem ludziom trochę radości – wspominał wydarzenia sprzed 36 lat Antoni Piechniczek. Powrót do kraju również dostarczył wielu wrażeń, bowiem samolot z polską kadrą na pokładzie, musiał zawrócić na lotnisko w Madrycie. Na szczęście już inną maszyną, biało-czerwoni wylądowali bez przeszkód na warszawskim Okęciu, gdzie czekały na nich tłumy wiwatujących kibiców.
KADRA POLSKI
Bramkarze: Józef Młynarczyk (Widzew Łódź), Jacek Kazimierski (Legia Warszawa), Piotr Mowlik (Lech Poznań).
Obrońcy: Marek Dziuba (ŁKS), Tadeusz Dolny (Górnik Zabrze), Paweł Janas (Legia Warszawa), Piotr Skrobowski (Wisła Kraków), Jan Jałocha (Wisła Kraków), Władysław Żmuda (Widzew Łódź), Stefan Majewski (Legia Warszawa), Roman Wójcicki (Śląsk Wrocław).
Pomocnicy: Janusz Kupcewicz (Arka Gdynia), Waldemar Matysik (Górnik Zabrze), Andrzej Buncol (Legia Warszawa), Włodzimierz Ciołek (Stal Mielec).
Napastnicy: Włodzimierz Smolarek (Widzew Łódź), Andrzej Pałasz (Górnik Zabrze), Grzegorz Lato (KSC Lokeren), Andrzej Szarmach (AJ Auxerre), Marek Kusto (Legia Warszawa), Andrzej Iwan (Wisła Kraków), Zbigniew Boniek (Widzew Łódź).
Trener: Antoni Piechniczek.
CZY WIESZ, ŻE…
– Były to pierwsze finały mistrzostw świata, na których wystąpiły 24 zespoły.
– Po raz ostatni rozgrywano drugą fazę grupową. Od następnego mundialu, po pierwszej fazie grupowej, następowała faza pucharowa.
– Maskotką turnieju była uśmiechnięta pomarańcza o imieniu Naranjito.
– Norman Whiteside jest najmłodszym uczestnikiem mistrzostw świata. W dniu meczu Irlandia Płn. – Jugosławia miał 17 lat i 41 dni.
– 10-1 to najwyższe zwycięstwo w historii mistrzostw świata. W takich rozmiarach Węgry pokonały Salwador.
– Mecz Francji z Kuwejtem zakończył się skandalem. Po bramce na 4-1 dla „Trójkolorowych”, z ławki rezerwowych rywali wybiegli wszyscy piłkarze, a wraz z nimi prezes piłkarskiej federacji, szejk Fahad Al-Ahmed Al-Jaber. Po niemal 10-minutowej przerwie, arbiter Myrosław Stupar anulował bramkę, co było równoznaczne z końcem jego międzynarodowej kariery sędziowskiej.
– Srebrne medale reprezentacji Polski miał wręczać Włodzimierz Reczek, ówczesny prezes PZPN. Nie był jednak w stanie tego zrobić, bowiem… podczas spacerów po słonecznej Hiszpanii, doznał poparzeń stóp. Na mecz o 3. miejsce musiał zatem przyjść w klapkach i nie chciał w nich prezentować się murawie. Joao Havelange złożył paterę i medale na ręce kapitana, Władysława Żmudy, a ten rozdał je swoim kolegom.
– Medal na mundialu ‘82 jest na razie ostatnim wywalczonym przez reprezentację Polski seniorów na mistrzowskim turnieju.
– Włosi zdobyli tytuł po raz trzeci. Poprzednio wywalczyli go w 1934 i 1938 r.
Marcin Jeżowski


