
RESOVIA – CHEŁMIANKA. Po ostatnim gwizdku przy Wyspiańskiego czuć było rozczarowanie wynikiem. Ale dwie godziny później przyszły wieści z Lublina…
– Ten mecz był trudniejszy od derbów, bo Chełmianka to dużo lepszy zespół od Stali – stwierdził Szymon Grabowski, trener Resovii. Gospodarze przez 20 minut grali w przewadze, lecz nie umieli postawić kropki nad i.
RESOVIA 0
CHEŁMIANKA Chełm 0
RESOVIA: Pietryka – M. Kantor, Domoń, Barszczak (68. Makowski), Drobot (46. Cach), Ogrodnik, Frankiewicz, Kaliniec (54. Kwiek), Pyrdek – B. Buczek (83. Hass), Feret (58. Twardowski).
CHEŁMIANKA: Drzewiecki – Kompanicki, Chodziutko, Wołos, Niewęgłowski (63. Michalak), Olszak, Jabkowski (46. Prytuliak), Uliczny, Koszel – Budzyński (74. Kotowicz), Banaszak.
Sędziował: Grzegorz Jabłoński (Kraków). Żółte kartki: Kaliniec – Chodziutko, Banaszak, Jabkowski. Czerwona kartka: Chodziutko (71., druga żółta). Widzów: 900.
Chełmianka to czarny koń rozgrywek i zespół obcych boisk – 33 punkty na 45 możliwych do zdobycia to dorobek wręcz rewelacyjny. Dlatego też wizyta na stadionie lidera nie wywołała u piłkarzy Artura Bożyka drżenia łydek. A przecież, co podkreślał szkoleniowiec gości, problemy kadrowe sprawiły, że wszystkie klocki trzeba było poukładać na nowo. – Do ataku posłaliśmy pomocników, na stoperze grali boczni obrońcy. Jednak nie straciliśmy tożsamości, po raz kolejny stworzyliśmy bardzo dobre widowisko. To było starcie chełmskiej młodzieży z rzeszowskim doświadczeniem. Moi zawodnicy zdali egzamin – chwalił swój zespół Bożyk.
Gratulacje za walkę
Biało-zieloni nie ryzykowali. Stanęli mocno w defensywie, a do śmielszych ataków ruszyli po stracie…własnego zawodnika (w 71 minucie obrońca Piotr Chodziutko ujrzał drugą żółtą kartkę). Najgroźniejszy był Ukrainiec Ołeksij Prytuliak – jedną sytuację koncertowo zmarnował, ale przy drugiej próbie Marcin Pietryka musiał się wykazać refleksem. Piłkę meczową miał jednak Michał Ogrodnik. W 80 minucie po świetnym podaniu od Dawida Kwieka stanął oko w oko z bramkarzem, lecz posłał piłkę obok słupka. – To musiało wpaść. To nie była setka, a trzysetka – żałował straconej szansy trener Grabowski. Nie zgadzał się z tezą, iż jego podopiecznym brakowało świeżości. – Oczywiście, że chłopcy czuli w nogach mecz derbowy, jednak widać było, że jesteśmy dobrze przygotowani. Chciałem im pogratulować, bo dali z siebie wszystko. Kibice powinni być usatysfakcjonowani, zobaczyli przecież drużynę, która walczy z niebywałym poświęceniem – komentował nie bez racji. Jeśli nawet resoviakom brakowało „depnięcia”, to zaangażowania nie sposób im odmówić. Po ostatnim gwizdku wielu z nich padło wyczerpanych na murawę, a Przemysława Pyrdka dopadły kurcze.
Ten punkt ma znaczenie
Wydawało się, że „pasiaki” nie utrzymają przewagi nad Motorem, jeszcze na konferencji prasowej Grabowski zaznaczył, iż ma nadzieję, że ten punkt będzie na koniec sezonu znaczył tyle, co zwycięstwo. Bożyk pytany przez dziennikarzy o najbliższy mecz Chełmianki z Motorem, przypomniał, że jego drużyna potrafi grać u siebie z tym przeciwnikiem. – Wystąpimy w pełnym składzie i znów będziemy sobą – zadeklarował – Robimy swoje, choć już nie wszystko zależy od nas.
Te wszystkie słowa nabrały innego znaczenia dwie godziny później, gdy z Areny Lublin dotarły sensacyjne wieści o porażce miejscowych z broniącą się przed spadkiem Wisłą Sandomierz. Gola, który może pogrzebać nadzieję Motoru (prezes tego klubu Leszek Bartnicki po tym blamażu podał się do dymisji) i szerzej otworzyć przed Resovią bramy do II ligi strzelił niejaki Jarosław Piątkowski, były skrzydłowy „pasiaków”. I jak tu nie wierzyć w magię futbolu?
Tomasz Szeliga


