
FRANCJA 1938. 80 lat temu biało-czerwoni po raz pierwszym zagrali na mistrzostwach świata w piłce nożnej.
Jednym meczem, ale za to jakim, reprezentacja Polski rozpoczęła swoją przygodę z piłkarskimi mistrzostwami świata. W spotkaniu 1/8 finału mundialu z 1938 r., rozgrywanego we Francji, biało-czerwoni przegrali po dogrywce z Brazylią 5-6. Gwiazdą turnieju sprzed 80 lat był Ernest Wilimowski – dla jednych bohater, dla innych późniejszy zdrajca. Po nieudanych eliminacjach do Mundialu ‘34, w których biało-czerwoni musieli uznać wyższość Czechosłowacji (pierwszy mecz przegrali 1-2, a na rewanż do Pragi nie pojechali, bowiem Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało im zakaz), tym razem uśmiechnęło się do nich szczęście. Po pokonaniu w dwumeczu Jugosławii (4-0 i 0-1), Polacy mogli się cieszyć z historycznego awansu na mistrzostwa świata. Pierwotnie miało w nich wziąć udział 16 drużyn, ale ostatecznie zagrało tylko 15, bowiem Austria jeszcze przed początkiem turnieju, przestała istnieć jako państwo. Ze względów oszczędnościowych, trenerzy polskiej reprezentacji, Józef Kałuża i Marian Spoida zabrali do Francji zaledwie 15 piłkarzy, pozostawiają w odwodzie 7 zawodników, którzy czekali w kraju na ewentualne wezwanie. Pierwszoplanową postacią naszej kadry był napastnik Ruchu Chorzów, Ernest Wilimowski, który mimo rozegrania zaledwie jednego meczu, na stałe zapisał się w historii piłkarskiego mundialu. Los przydzielił w nim reprezentacji Polski za rywala Brazylię, której jedną z Legend był Leonidas, znany m.in. ze zdobywania goli przewrotką. Z racji tego, że mistrzostwa świata z 1938 r. w całości rozrywane były systemem pucharowych, nie było w nich miejsca na błędy i od samego początku trzeba było grać na 100, a czasami nawet więcej, procent swoich możliwości.
56-letni rekord
Popołudniem 5 czerwca, szwedzki sędzia Ivan Eklind dał gwizdkiem sygnał do rozpoczęcia meczu, który rozgrywany był w Stade de la Mainau w Strasburgu. Wg relacji sprzed 80 lat, na żywo oglądało go 16 tys. widzów, w tym blisko 1000 Polaków. A było co oglądać! Dramaturgia, zwroty akcji, 120 minut gry, w których padło aż 11 goli – mecz Polski z Brazylią zapisał się jako jeden z lepszych, o ile nie najlepszy pojedynek na Mundialu ’38. Prowadzenie objęli w nim Brazylijczycy po golu, o którym… wiadomo niewiele. Nie został on bowiem opisany w polskiej prasie, gdyż nasi zawodnicy nie mogli sobie po końcowym gwizdku przypomnieć, w jakich okolicznościach stracili pierwszą bramkę. Pewne jest tylko to, że zdobył ją Leonidas. Nasi odpowiedzieli bardzo szybko. Po faulu Algisto Lozenzato na Wilimowskim, sprawiedliwość strzałem z 11 metrów wymierzył Fryderyk Scherfke. Jednak do przerwą górą byli nasi rywale, którzy jeszcze w I połowie zdobyli kolejne dwie bramki. W drugich 45 minutach, biało-czerwonych w sukurs przyszedł deszcze. Na mokrej i śliskiej murawie, niczym ryba w wodzie czuł się Wilimowski. To właśnie za sprawą napastnika Ruchu Chorzów, który strzelił w tej części meczu 3 gole, biało-czerwoni doprowadzili do dogrywki. Bramkę na 4-4 Polacy zdobyli w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry. – Piontek (pisownia oryginalna) przypomniał sobie nareszcie, jak to idzie się na przebój, choćby trzeba było wypruć z siebie kiszki. Goni za piłką, mija dwóch przeciwników, jeszcze starczy sił na strzał… odbitka… Szerfke lekko muska piłkę… tłok pod bramką, znów piłka wraca w pole, pod nogi Wilimowskiego i… tu dosięga go los. Jest znów 4-4! – tak wyrównującą bramkę opisywał „Przegląd Sportowy”. Dogrywka przebiegała już pod dyktando „Canarinhos”. Po golu Wilimowkiego, Polacy przegrywali 5-6 i usilnie dążyli wyrównania. Remis, zgodnie z ówczesnymi przepisami, oznaczał konieczność powtórzenia meczu. Niestety próby Gerarda Wodarza (spudłował z rzutu wolnego) i Erwina Nyca (trafił w poprzeczkę) nie przyniosły zmiany wyniku, a to oznaczało, że po 120 minutach, mundial we Francji skończył się dla biało-czerwonych. Mimo porażki, nasi piłkarze zbierali zewsząd pochwały i słowa uznania za swój debiutancki występ. – Jak wrócę do Brazylii i ktoś mi powie, że Polska nie umie grać w piłkę, to mu plunę w twarz – odgrażał się Martim, pomocnik reprezentacji Brazylii. Laury dla biało-czerwonych do głównie zasługa Ernesta Wilimowskiego. Jego rekord 4 strzelonych bramek w jednym meczu mistrzostw świata, był nie pobity aż do 1994 r. Wówczas podczas mundialu w USA, reprezentant Rosji Oleg Salenko strzelił Kamerunowi 5 bramek.
Bohater czy zdrajca?
O nieprzeciętnych umiejętnościach Wilimowskiego mówiło się już na długo przed rozpoczęciem mundialu we Francji. – To chyba jedyny piłkarz na świecie, który zdobywał więcej bramek, niż miał sytuacji – w ten sposób urodzonego w Katowicach piłkarza komplementował słynny niemiecki piłkarz, Fritz Walter. To właśnie śląskie pochodzenie Wilimowskiego i jego późniejsze decyzje, przysporzyły mu wielu wrogów, którzy zapomnieli o jego wkładzie w sukces reprezentacji Polski, a wytykali zdradę. W biało-czerwonych barwach, Wilimowski wystąpił 22 razy i strzelił 21 goli. Po raz ostatni zagrał dla Polski 27 sierpnia 1939 r. Mimo wcześniejszych zapewnień, że będzie grał tylko dla naszej reprezentacji, po wybuchu II wojny światowej, podpisał volkslistę, która pozwala mu na występy w klubach i reprezentacji Niemiec. W barwach tej ostatniej rozegrał 8 meczów, strzelając 13 goli. I to właśnie ten fakt bardzo podzielił polską opinię publiczną. – My tu jesteśmy w Polsce, Armia Krajowa, walka podziemna, a on sobie gra w barwach niemieckich. A więc słowo „zdrajca” nie jest całkiem nie na miejscu, ale nie łatwo rzuca się to słowo – przekonywał Bohdan Tomaszewski, dziennikarz i komentator sportowy. Wilimowski grał w piłkę do 39 roku życia, by ostatecznie 1955 r. zawiesić buty na piłkarskim kołku. – Panie Wilimowski, jeśli pan nic złego nie zrobił, jak pan mówi, to dlaczego nie wrócił pan do kraju, może nie od razu, na fali emocji i nie próbował się pan wytłumaczyć? – pytał Kazimierz Górski. – Bałem się – odparł piłkarz. W czasach PRL Wilimowskiego nakryto płaszczem cenzury, a 21 lat po jego śmierci, wciąż dzieli on sportowych ekspertów. Niezależnie od jego późniejszych losów, należy jednak pamiętać, co zrobił dla polskiej reprezentacji, która na kolejny udział w mistrzostwach świata musiała czekać bardzo długo, bo aż do 1974 r. – Ponad wszelką wątpliwość, Wilimowski był najlepszym polskim piłkarzem w historii. Być może, gdyby doszło do mistrzostw świata w 1942 r., nie mówilibyśmy o Pele, a właśnie o nim – zastanawia się Andrzej Gowarzewski, autor „Encyklopedii piłkarskiej FUJI”. Być może…
KADRA POLSKI
Bramkarze: Walter Brom (Ruch Chorzów), Edward Madejski (bez klubu).
Obrońcy: Edmund Giemsa (Ruch Chorzów), Władysław Szczepaniak (Polonia Warszawa), Antoni Gałecki (ŁKS).
Pomocnicy: Wilhelm Piec (Naprzód Lipiny), Erwin Nyc (Polonia Warszawa), Wilhelm Góra (Cracovia), Edward Dytko (Dąb Katowice).
Napastnicy: Ernest Wilimowski, Gerard Wodarz (obaj Ruch Chorzów), Ryszard Piec (Naprzód Lipiny), Leonard Piątek (AKS Chorzów), Stanisław Baran (Warszawianka), Fryderyk Scherfke (Warta Poznań).
Trenerzy: Józef Kałuża i Marian Spoida.
CZY WIESZ, ŻE…
– Pierwszy raz zastosowano zasadę, że gospodarz i obrońca tytułu, kwalifikuje się automatycznie do turnieju finałowego.
– Losowanie finałowego turnieju odbyło się jeszcze w trakcie trwania eliminacji, gdy nie znano jeszcze aż 7 finalistów.
– Po raz pierwszy odbyła się ceremonia otwarcia mundialu.
– Austria była jedyną drużyną, która wywalczyła awans, a nie zagrała na mundialu. Jeszcze przed jego rozpoczęciem Austria przestała istnieć jako państwo.
– Jedyny raz w historii wystartowała drużyna terytorium kolonialnego – Indie Holenderskie.
– Drugi, a zarazem ostatni raz, cały turniej rozrywano systemem pucharowym.
– Regulamin przewidywał, że w przypadku remisu w regulaminowym czasie i po dogrywce, mecz będzie powtórzony.
– W meczu Polska – Brazylia po raz pierwszy w historii mundialu miał miejsce hat-trick.
– Nigdy w historii polskiego futbolu nie zdarzyła się, by po 4 bramkach jednego zawodnika w meczu, nasza reprezentacja nie wygrała spotkania.
– Jedyny raz w historii, Niemcy odpadły w I rundzie.
– Gospodarz finałowego turnieju po raz pierwszym nie został mistrzem świata (Francja odpadła już w ćwierćfinale).
– W kadrze Francji było dwóch piłkarzy polskiego pochodzenia (Povolny i Kowalczyk), z kolei w drużynie Brazylii grał Patesko, którego ojciec był Polakiem.
– Włochy były pierwszą reprezentacją, która obroniła mistrzostwo świata.
– Po dwóch golach strzelonych w finale przez Silvio Pioli, Włosi wysłali list do papieża z prośbą… beatyfikacji piłkarza.
– Pierwszy raz nakręcono film dokumentalny o mistrzostwach świata.
– Vittorio Pozzo był pierwszym i jedynym trenerem, który zdobył z prowadzoną przez siebie reprezentacją (Włochy) dwa mistrzowskie tytuły (1934 i 1938 r.)
– Kolejny mundial odbył się dopiero w 1950 r.
mj


