
STAL MIELEC – PODBESKIDZIE BIELSKO-BIAŁA. Mielczanie ponieśli najwyższą porażkę w sezonie.
Nie tak wyobrażali sobie pożegnanie z kibicami piłkarze Stal Mielec. Mielczanie prowadzeni po raz ostatni przez Zbigniewa Smółkę, zostali rozbici w niedzielę przez Podbeskidzie Bielsko-Biała, z którym przegrali aż 0-4, kończąc ostatecznie sezon dopiero na 8. miejscu.
STAL Mielec 0
PODBESKIDZIE Bielsko-Biała 4
(0-3)
0-1 Moskwik (6.), 0-2 Tomczyk (13. – karny), 0-3 Moskwik (38.), 0-4 Tomczyk (49.)
STAL: Strączek – Kiercz, Swędrowski, Gancarczyk (60. Wroński), Nowak (63. Sadłocha), Arak, Janota, Getinger, Sadzawicki (60. Leandro), Banaszewski, Grodzicki
PODBESKIDZIE: Fabisiak – Modelski, Wiktorski, Malec, Tomczyk (81. Kolar), Sierpina, Chmiel (84. Kozak), Kostorz (90. Gach), Bougaidis, Hanzel, Moskwik.
Sędziował Dariusz Kępa (Kielce). Żółte kartki: Leandro – Moskwik. Widzów 3288.
Po straceniu szans na awans, ze Stali zeszło, niczym z dziurawej dętki, zeszło powietrze. Dało się to już odczuć przed tygodniem, kiedy to mielczanie wrócili na tarczy z Olsztyna, przegrywając 0-1. Tym razem było jeszcze gorzej. Na nic zdały się przedmeczowe zapowiedzi Macieja Serafińskiego. – Chcemy dać kibicom to, na co zasługują, czyli na zwycięstwo. Ten stadion i ci kibice zasługują na to byśmy zajęli 3. miejsce na koniec sezonu – mówił przed wczorajszym pojedynkiem II trener Stali. Ta była w niedzielę tłem dla swojego niżej notowanego rywala, któremu tylko chwilami była w stanie dotrzymać kroku. Już po niespełna kwadransie goście mogli się cieszyć ze zdobycia dwóch bramek. Prowadzenie dał Podbeskidziu dał Paweł Moskwik, który już w 6. min zmusił do kapitulacji Rafała Strączka. Na 2-0 podwyższył strzałem z rzutu karnego (faul na Łukaszu Sierpinie) Paweł Tomczyk, a jeszcze przed przerwą na listę strzelców zdołał się wpisać ponownie Moskwik. Stal, niczym bokser po trzech ciężkich nokautach, udała się na upragnioną przerwę, która jednak niewiele zmieniła w jej poczynaniach. W II połowie to nadal goście przeważali, co potrafili udokumentować kolejnym trafieniem. Stal nie było wczoraj stać chociażby na zdobycie honorowej bramki. – Jest mi bardzo smutno, że w ten sposób żegnamy ten sezon. Natomiast żadnych pretensji nie mam do moich piłkarzy, a całkowitą winą obarczam siebie. To ja w 100 procentach odpowiadam za to, że w ostatnim czasie nasza gra wyglądała tak, a nie inaczej. Widać było, że trener gości zmotywował swoją drużynę, a mi się to w niedzielę nie udało. Podsumowując te 20 miesięcy spędzone w Stali, to na pewno była to miła i przyjemna praca. Klub bardzo się zmienił i rozwinął. Chciałem przede wszystkim podziękować moim piłkarzom, sztabowi, kibicom i dziennikarzom za ten czas i myślę, że jest tu solidny fundament pod to, aby było jeszcze lepiej. Nigdy nie zapomnę pracy w Mielcu – mówił po meczu wyraźnie wzruszony Zbigniew Smółka, który od najbliższego sezonu będzie prawdopodobnie pracował w ekstraklasowej Arce Gdynia.


