Jak awansować, to przy Wyspiańskiego

- Niezależnie od końcowego wyniku, powinniśmy dać do myślenia ludziom, którzy zarządzają miastem, bo szkoda, że dotychczas przychylnie patrzyli tylko na jedna drużynę, a nas zostawili trochę samym sobie – mówi Szymon Grabowski, trener Resovii. Fot. Wit Hadło
– Niezależnie od końcowego wyniku, powinniśmy dać do myślenia ludziom, którzy zarządzają miastem, bo szkoda, że dotychczas przychylnie patrzyli tylko na jedna drużynę, a nas zostawili trochę samym sobie – mówi Szymon Grabowski, trener Resovii. Fot. Wit Hadło

PIŁKA NOŻNA. III LIGA. Rozmowa z SZYMONEM GRABOWSKIM, trener Resovii

– Dotychczasowe wyniki na cieszą, ale mamy jeszcze coś do zrobienia i mam nadzieję, że zrobimy to w sobotę – mówi SZYMON GRABOWSKI, trener przewodzącej III-ligowej stawce Resovii, która w najbliższym meczu z KSZO Ostrowiec Św. może sobie zapewnić awans do II ligi.

– To może być wielka sobota dla Resovii. Daje się już odczuć presję, związaną z najbliższym meczem, który może być najważniejszym spotkaniem sezonu, a być może i ostatnich lat?

– Nie ma jakiegoś specjalnego napięcia, związanego z sobotnim meczem i jego stawką. Czy to najważniejszy mecz? Trudno powiedzieć. Na pewno ważny. Nie chcemy jednak specjalnie pompować balonu, bo nie robiliśmy tego przez cały sezon. Podchodzimy to tego pojedynku na tyle spokojnie, na ile się tylko da

– Co Pan powie swoim piłkarzom w szatni tuż przed pierwszym gwizdkiem meczu z KSZO?

– Nic specjalnego. W naszej grze nic nie będziemy zmieniać i przygotowujemy się do tego meczu, jak do każdego innego. Wiadomo, że tym spotkaniem możemy zrobić coś ważnego, ale na pewno nie będziemy zmieniać i zakłócać naszego wypracowanego rytmu.

– Resovia ma jeszcze margines błędu, ale z pewnością fajnie byłoby załatwić sprawę awansu już w sobotę…

– Nie podchodzimy to tego tak, że mamy załatwić ten awans. My od dłuższego czasu gramy w każdym meczu o zwycięstwo i solidnie zapracowaliśmy na ten wynik, który mamy obecnie. Terminarz tak się jednak ułożył, że inne drużyny nie pozwoliły nam awansować wcześniej. Ale nie ma tego złego, co by nie wyszło na dobre. Jak awansować, to przy Wyspiańskiego i na pewno będzie super zrobić to przed własną publicznością. Mam nadzieję, że damy w sobotę trochę radości naszym kibicom.

– 20 czerwca minie dokładnie rok, odkąd pracuje Pan z Resovią. Spodziewał się Pan, że sukcesy przyjdą tak szybko?

– Na pewno nie spodziewałem takiego wyniku. Mało tego, gdzieś tam nawet po cichu nie liczyłem, że to wszystko będzie wyglądać. Chciałem, żeby były dobre wyniki i żebyśmy coś w tej III lidze znaczyli. Nawet w pewnym momencie powiedziałem chłopakom, żebyśmy na ostatni mecz do Nowego Targu jechali po coś, a nie tylko zagrać kolejne spotkanie.

– Co jest największą siłą Resovii? Mówi się, że charakter, który ekipa z Wyspiańskiego pokazuje nie od dziś…

– Kiedy prawie rok temu przychodziłem do Resovii, to zależało mi właśnie na tym, abyśmy byli tak postrzegani. Pewnie tych wykładników naszego wysokiego miejsca jest nieco więcej, niż tylko ten charakter, ale fajnie, że w parze z nim idzie wynik. Jeszcze fajniej, że gra jest podobna do prezentowania się na boisku pod względem mentalnym i fizycznym. Siła drużyny jest w dwudziestu kilku zawodnikach, bo bez tak licznej kadry pewnie nie bylibyśmy w tym miejscu, w którym się obecnie znajdujemy.

– Awansem mocno zakłócicie piłkarską hierarchię, ustaloną przez rzeszowski ratusz, który już obiecał Resovii większe pieniądze na grę w II lidze…

– Na razie nie myślimy o tym, bowiem na tę chwilę musimy zdobyć jeszcze 2 punkty, by być pewnym awansu. Z tematem gratyfikacji finansowych więc bym się jeszcze wstrzymał. Jakby jednak ten sezon się nie skończył, to my już pokazaliśmy, że zrobiliśmy kawał dobrej roboty. Jeśli odnosimy się do Stali Rzeszów i popatrzymy w tabelę, to mamy w tej chwili już 20 punktów przewagi nad nią. To jest deklasacja. Niezależnie od końcowego wyniku, powinniśmy dać do myślenia ludziom, którzy zarządzają miastem, bo szkoda, że dotychczas przychylnie patrzyli tylko na jedna drużynę, a nas zostawili trochę samym sobie. Mam nadzieję, że to się jednak zmieni i ta współpraca będzie na lepszych warunkach.

– Jedyny minusem awansu do II ligi wydaje się być konieczność pożegnania z obiektem przy ul. Wyspiańskiego…

– Z tego co wiem, to w przypadku awansu do II ligi, mecze będziemy rozgrywać na Stadionie Miejskim, który jest pozytywnie zweryfikowany przez PZPN na ten szczebel rozgrywek. Na pewno nie będziemy mogli grać przy Wyspiańskiego, gdyż temu obiektowi do spełnienia II-ligowych wymogów brakuje bardzo dużo.

Rozmawiał Marcin Jeżowski

One Response to "Jak awansować, to przy Wyspiańskiego"

Leave a Reply

Your email address will not be published.