
RZESZÓW. Zaledwie 3 proc. uczniów rozpocznie od września naukę w rzeszowskich szkołach branżowych. Skąd tak niski wynik? Wciąż panuje przekonanie, że elitę tworzą licealiści.
Od 1 września do szkół średnich w Rzeszowie uczęszczać będzie blisko 13 tys. 70 uczniów. Ponad 53 proc. z nich wybrało licea ogólnokształcące, a 43,5 proc. technika. Do szkół branżowych, czyli dawnych zawodówek, uda się jedynie niewiele ponad 3 proc. kandydatów. Dlaczego młodzi ludzie wciąż rezygnują z bezpośredniej możliwości zdobycia zawodu? Wielu nie zdaje sobie sprawy z korzyści kształcenia zawodowego.
– Szacujemy, iż do szkół średnich prowadzonych przez gminę miasto Rzeszów od 1 września 2018 r. będzie uczęszczać 13 070 uczniów, w tym ponad 4200 przyjętych w bieżącej rekrutacji – mówi Zbigniew Bury, dyrektor Wydziału Edukacji w Rzeszowie. Do nowego roku szkolnego pozostały jeszcze ponad dwa miesiące, lecz już dziś można wysnuć pierwsze wnioski dotyczące wyboru nowej ścieżki edukacyjnej przez młodych ludzi z naszego regionu.
Jak informuje rzeszowski Wydział Edukacji, zaledwie 3 proc. wszystkich uczniów wybrało klasy branżowe. To wynik dramatycznie niski, zwłaszcza że sytuacje miała poprawić reforma edukacji i przekształcenie popularnych „zawodówek” właśnie w placówki branżowe. Rodzi się więc pytanie, dlaczego młodzi ludzie niechętnie zerkają w kierunku klas oferujących bezpośrednie zdobycie zawodu? Wciąż panuje przekonanie, że elitę stanowią jedynie licea i technika. – Zła sława szkół branżowych bierze się z propagandy rządowej z lat dziewięćdziesiątych, kiedy wmawiano uczniom, że zawodówki są gorsze – mówi Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha.
Opłaca się mieć zawód
Jak się okazuje, uczeń nie musi ukończyć liceum ani studiów, aby dostać dobrze płatną pracę. Co więcej, obecnie coraz trudniej znaleźć zatrudnienie absolwentom szkół wyższych, szczególnie po kierunkach humanistycznych i teoretycznych. Przykładowo średnia miesięczna pensja spawacza (metoda MIG MAG) w Polsce wynosi ok. 3,8 tys. zł brutto, a w wielu miejscach i przypadkach dochodzi ona nawet do kwoty 4,5 tys. zł brutto. To przyzwoite zarobki, lecz nie optymalne. Posiadając certyfikat oraz doświadczenie fachowiec z naszego regionu staje się łakomym kąskiem dla pracodawców za granicą. – Na Zachodzie ceni się Polaków z zawodem, a wszystko dzięki uniwersalności, gdyż maszyny do obsługi w większości krajach są identyczne i często nawet bariery językowe nie stanowią przeszkody – wyjaśnia Sadowski. Ile miesięczne zarabia więc spawacz np. w Niemczech i Szwecji? Średnio 2319 i 2416 euro, czyli ok. 9975 i 10 390 zł. O takich pieniądzach urzędnicy czy nauczyciele w Polsce mogą jedynie pomarzyć.
Wartością jest więc posiadanie zawodu, a nie zdobycie wykształcenia wyższego. – Niestety, mamy nadprodukcję magistrów, a za to brakuje osób z wykształceniem średnim, technicznym i zawodowym – tłumaczy Sadowski. – Pamiętajmy, że uczniowie szkół branżowych po zakończeniu edukacji otrzymują niezwykle wartościowy „papier” oraz gwarancję znalezienia pracy – ocenia Sadowski. Tego, niestety, coraz częściej zaczyna brakować absolwentom klas humanistycznych.
Kamil Lech



7 Responses to "Uczniowie wstydzą się szkół branżowych"