Oczyszczacze powietrza czy ogłupiacze rodziców?

W niektórych przedszkolach oczyszczacze zostały zamontowane już wcześniej. Fot. pixabay
W niektórych przedszkolach oczyszczacze zostały zamontowane już wcześniej. Fot. pixabay

RZESZÓW. Czy zakup oczyszczaczy powietrza to zwykłe wyrzucanie pieniędzy w błoto?

Urząd Miasta ogłosił przetarg na zakup oczyszczaczy powietrza do sześciu rzeszowskich przedszkoli w ramach projektu „Od przedszkolaka do pierwszaka. Rozwój edukacji przedszkolnej na terenie Gminy Miasto Rzeszów.” Rodzice dzieci przedszkolnych zapewne pochwalają ten pomysł. Gdy jednak przyjrzeć się specyfikacji urządzeń, budzi ona spore wątpliwości, czy zdrowie dzieci jest właściwie chronione i stawiane na pierwszym miejscu.

O opinię zapytaliśmy Łukasza Rajzra, który kiedyś sam zajmował się sprzedażą oczyszczaczy. Stworzył nawet ich ranking. Niedawno założył organizację Jarosławski Alarm Smogowy, działający na rzecz poprawy jakości powietrza w tym mieście. – Wydaje się, że to próba zakupu konkretnego typu oczyszczaczy. To widać, bo określa się np. dokładne parametry poborów prądu dla 4 trybów. To totalny absurd! Poza tym model ma być wiszący, a dedykowana technologia pasuje tylko do jednego urządzenia – zauważa Rajzer. W ogóle nie mówi się za to o najważniejszym elemencie, który determinuje skuteczność pracy oczyszczacza. – Chodzi o tzw. współczynnik CADR, to jest ilość dostarczonego czystego powietrza wyrażona w metrach sześciennych. To główny parametr doboru do pomieszczeń – podkreśla. – Myślałem, że już nikt takiego przetargu nie rozpisze, bo to jest najważniejsze – mówi ekspert. Niestety, nie wskazano, w jaki sposób osoba wygrywająca przetarg ma dopasować oczyszczacze do pomieszczeń.

– Element, który pokazuje, że mamy do czynienia z próbą kupienia konkretnego modelu, to też certyfikaty. Nie wiem, skąd pomysł na to, żeby w Polsce oczekiwać tego typu certyfikatów niemieckich – mówi Rajzer.

Warto podkreślić, że w ocenie punktacji 80 proc. stanowi cena – zupełnie nieistotna z punktu widzenia skuteczności. Rajzer wskazuje na jeszcze jeden brak. – W ogóle nie mówi się o głośności pracy urządzenia. Jest norma, która dokładnie mówi, że w sali przedszkolnej nie może być głośniejsze niż 36 decybeli. W zasadzie można tam powiesić turbinę, która będzie zagłuszać całą pracę – zaznacza.

Ogłaszający przetarg oczekuje pracy w trybie automatycznym, ale nie mówi, w jakich zakresach. – Wiele urządzeń działa na podstawie chińskich norm. Tylko, że tam jest większy smog i zupełnie inne normy. Dlatego powinny być wskazane polskie normy – tłumaczy ekspert. Jak dodaje, wymaga się też, żeby oczyszczacz usuwał wirusy, bakterie. Tylko że nie ma konkretnych badań czy certyfikatów, które zapewniałyby, że urządzenie usuwa takie czy inne bakterie.

Wioletta Kruk

11 Responses to "Oczyszczacze powietrza czy ogłupiacze rodziców?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.