
RZESZÓW. Jak ludzie PSL rządzili w Agencji Rynku Rolnego. Dodatkowe obowiązki, bezzasadne upomnienia i oskarżenia miały doprowadzić do zwolnienia pracownika.
Nie od dziś wiadomo, że ten, kto ma władzę, obsadza czołowe stanowiska. Przykład? Agencja Rynku Rolnego w Rzeszowie. Dziesięć lat temu jej dyrektorem został Mariusz Kawa, przewodniczący powiatowego koła PSL. Zaraz potem całą kadrę kierowniczą wymieniono na ludzi związanych z PSL. Gdy jedyny kierownik bez poparcia ludowców naraził się szefowej administracji – żonie Jana B. – oraz dyrektorowi trafił na czarną listę. Ponieważ pozbycie się go nie było proste, przełożeni objęli inną strategię. Mobbing, zastraszanie i nierówne traktowanie doprowadziły do odejścia pracownika. Ten złożył pozew przeciwko ARR o zadośćuczynienie z tego tytułu. 11 maja tego roku sąd przyznał mu rację.
Gdy tworzono Oddział ARR w Rzeszowie, ówczesny prezes PSL-u Jana B. pod każde tworzone stanowisko podsuwał dyrektorowi kandydatury osób, które powinien przyjąć – wynika z informacji, do których dotarliśmy. Na polecenie Jana B. w 2003 r. na stanowisku głównego specjalisty w dziale księgowości zatrudniono jego żonę. Polityk miał później co najmniej dwukrotnie przychodzić i prosić, aby dokonano jej przesunięcia na miejsce kierownika działu administracji. Dyrektor nie wykonał polecenia, a po zmianie rządów stracił stanowisko.
Jego miejsce zajął Mariusz Kawa, przewodniczący koła PSL w Strzyżowie, dziś burmistrz. Rozpoczął wymianę tych, którzy nie byli związani z PSL. Za jego kadencji zmieniła się cała kadra kierownicza z wyjątkiem jednego kierownika. Pan Stanisław (imię zmienione) został zatrudniony w Oddziale Terenowym ARR w Rzeszowie w 2003 r. Rok później powierzono mu pełnienie obowiązków kierownika sekcji kontroli technicznej. Był szanowanym i bardzo dobrze ocenianym przez poprzedniego dyrektora i dyr. Biura Kontroli Technicznej w Warszawie pracownikiem, a za swoją pracę otrzymywał nagrody. Rzeszowski oddział zajmował zaś czołowe miejsca w statystykach krajowych z realizacji zadań.
Nie wolno się stawiać
Pod rządami nowego dyrektora żonę Jana B. mianowano kierownikiem administracji. Nowa kierownik dokonała oceny okresowej swojego poprzednika, wystawiając mu negatywną notę. Pracownik się odwołał. Powołano więc komisję, która miała dokonać ponownej oceny. Znalazł się w niej p. Stanisław. – Byłem innego zdania niż pozostali członkowie, ponieważ uważałem, że pracownikowi nie należała się ocena negatywna, jaką wystawiła mu jego następczyni. Nigdy nie była kierownikiem i nie miała doświadczenia ani wiedzy merytorycznej. Poza tym nie była obiektywna. Stanowczy sprzeciw wystarczył, by narazić się dyrektorowi oddziału i żonie ówczesnego posła. Od tego czasu stałem się obiektem szykan, kwestionowano moje kompetencje i zarzucano złe wykonywanie obowiązków – opowiada pan Stanisław.
Kawa stwierdził np., że kierownik ma zaległości w kontrolach. Nakazał, aby co tydzień informował go na piśmie o ich liczbie, podczas gdy miał dostęp do systemu i sam mógł to sprawdzić. Zlecił również przejęcie od kierownik administracji (żony B.) obowiązku prowadzenia kartotek odzieży ochronnej, zamawiania i wydawanie jej pracownikom. P. Stanisław zajmował się tym nawet, gdy przestał być kierownikiem. Dopiero gdy odszedł, kompetencje przejął nowy szef.
– Dręczono mnie i zmuszano do rezygnacji ze stanowiska. Pod koniec września 2009 r. Kawa powiedział wprost, żebym zrezygnował. Gdy zapytałem o przyczynę, oznajmił, że pracownicy są niezadowoleni z pracy – mówi były podwładny. Podczas zwołanego spotkania jeden z nich przyznał jednak, że nie chcą zmiany kierownika. Mimo to Kawa przyznał, że jego decyzja jest nieodwołalna.
Tego samego roku otrzymał upomnienie za nieprzeszkolenie pracownika, który miał być przeniesiony do jego sekcji. Problem w tym, że ten się u niego nie pojawił i fizycznie nie mógł zostać przeszkolony. Nie ukarano pracownika za to, że się nie zgłosił, ani kierownika, który sam przyznał, że nie przekazał pracownika.
W obawie przed kolejnymi krokami i zwolnieniem, p. Stanisław zrezygnował z kierowniczego stanowiska. Jak mówi, wcześniej dyrektor obiecał, że w zamian za podpisanie rezygnacji wycofa karę. Zapewniał też, że nie straci pracy. – Kiedy kończył się okres, w którym mogłem złożyć odwołanie od upomnienia, zapytałem, czy wycofa karę. Odpowiedział: „jak uznam za stosowne”. Ponieważ tego nie zrobił, oddałem sprawę do sądu. Ten stwierdził, że udzielona kara była bezzasadna – relacjonuje. To nie wszystko. Kiedy sprawa trafiła do sądu, z akt wyjęto dokument dyr. Kawy, z którego wynikało, że p. Stanisław nie nadawał się na stanowisko kierownicze. Jak twierdzi, nigdy nie widział tego pisma. – Nie mam pojęcia jak trafiło do akt. Myślę, że akta sfałszowano – przyznaje. Podczas zeznań Kawa i kadrowa stwierdzili, że nic nie wiedzą o dokumencie.
Jak za wszelką cenę pozbyć się pracownika
1 lutego 2010 r. bez konkursu miejsce pana Stanisława zajął Grzegorz Hawer, ówczesny członek Zarządu Wojewódzkiego PSL w Rzeszowie. On też miał zostać zatrudniony na polecenie prominentnego polityka. Po objęciu stanowiska Hawer przeprowadził ocenę okresową jego pracy. Swojego poprzednika ocenił najgorzej w całym OT. Ten złożył odwołanie. Zebrała się komisja weryfikacyjna ds. oceny okresowej. Jej przewodniczącym został Mariusz Kawa. Nietrudno się domyślić, jaki był wynik.

31 marca 2011. ukazało się zarządzenie prezesa ARR mówiące o strukturze zatrudnienia w OT w Rzeszowie. Już następnego dnia Kawa wysłał pismo do KZ NSZZ „Solidarność” w ARR, z informacją o zamiarze rozwiązania umowy o pracę z p. Stanisławem, ze względu na redukcję etatów Sekcji Kontroli Technicznej. Redukcja dotyczyła tylko jego stanowiska. Związek odpowiedział, że to ewidentnie pretekst do pozbycia się pracownika.
Jak się okazało, nie było to jednak wcale takie proste. Kilka lat przed emeryturą podwładny był bowiem pod tzw. ochroną. – Dyrektor zdawał sobie sprawę z tego, że zwolnienie mnie jest ryzykowne, ponieważ przedstawiłem zaświadczenie, że jestem w okresie ochronnym. Postanowił więc pozbyć się mnie w inny sposób – zauważa.
Do jego obowiązków należało m.in. dokonywanie kontroli tzw. kwot mlecznych. Jak twierdzi p. Stanisław, dyrektor OT i jego bezpośredni przełożony osobiście odwiedzali skontrolowane przez niego miejsca, szukając powodu do zwolnienia. W kwietniu 2011 r. po kolejnej kontroli, Hawer wskazał błędy w raportach i polecił mu sporządzenie nowych dokumentów. Pracownik dokonał modyfikacji, a następnie udał się do producenta. Wyjaśnił, że poprzednie raporty wymagały poprawy oraz poprosił o podpisanie dokumentów. Zapomniał jednak pozostawić u skontrolowanego nowych wersji i zabrać poprzednich. Zwyczajne przeoczenie okazało się doskonałym pretekstem do pozbycia się go. Kierownik stwierdził bowiem, że widniejące na dokumentach podpisy różnią się od wcześniejszych. Pracownika oskarżono zaś o fałszerstwo i posunięto się do szantażu. – Postawiono mi warunek – albo zwolnię się sam na zasadzie porozumienia stron, albo czeka mnie postępowanie karne i zwolnienie dyscyplinarne. W obawie, że zostanę zniszczony i postawiony przed sądem, napisałem pismo o rozwiązanie stosunku pracy na mocy porozumienia stron – przyznaje pan Stanisław. Współpracownicy ostrzegli go, że to Kawa doniesie na niego do prokuratury. – Bojąc się, że mimo wszystko zostanę zwolniony dyscyplinarnie, złożyłem odwołanie do Sądu Pracy i wystąpiłem o przywrócenie mnie na stanowisko. Przypuszczenia potwierdziły się i z celowym opóźnieniem otrzymałem świadectwo pracy ze wskazaniem dyscyplinarnego rozwiązania stosunku pracy – opowiada nasz rozmówca. Kawa doniósł też do prokuratury, iż rzekomo sfałszował dokumenty. 21 maja 2012 r. Sąd Rejonowy w Rzeszowie umorzył postępowanie.
Sąd stwierdził nierówne traktowanie i lobbing
W 2013 r. pan Stanisław zdecydował się złożyć pozew przeciwko Agencji Rynku Rolnego o zadośćuczynienie z tytułu mobbingu i odszkodowanie za nierówne traktowanie. 11 maja tego roku sąd przyznał mu odszkodowanie. Poprosiliśmy o komentarz burmistrza Kawę. – W ogóle nie znam tej sprawy ani tego wyroku, więc nie czuję się na siłach, żeby cokolwiek komentować – mówi burmistrz Strzyżowa. Pytamy więc wprost, czy stosował wobec pana Stanisława mobbing? – Wyrok sądu jest wyrokiem sądu, natomiast ja nie uważam, żeby takie sytuacje miały miejsce – twierdzi. Nie chce się odnieść do konkretnych zarzutów. Z pytaniem o zwolnienie pracownika odsyła nas do prezesa ARR. Reszty nie chce komentować. Co ciekawe, 4 dni po ogłoszeniu wyroku za pośrednictwem Facebooka Kawa oświadczył, że nie będzie startował w najbliższych wyborach samorządowych.
Wioletta Kruk



12 Responses to "Tak politycy pozbywają się niepokornych"