Zdarzało się, że dłużnicy wydzwaniali do mnie z groźbami

Mirosław Wolanin jest komornikiem sądowym przy Sądzie Rejonowym w Rzeszowie. Przeprowadzaniem egzekucji zajmuje się od 2000 r. Własną kancelarią komorniczą założył dziesięć lat później. Obecnie zatrudniona ona 17 osób (4 asesorów, 2 aplikantów, 2 księgowe oraz 9 pracowników biurowych). W 2016 r. został wybrany na rzecznika prasowego Izby Komorniczej w Rzeszowie, natomiast od 2018 r. jest przewodniczącym rady Izby Komorniczej w Rzeszowie. Fot. Wit Hadło
Mirosław Wolanin jest komornikiem sądowym przy Sądzie Rejonowym w Rzeszowie. Przeprowadzaniem egzekucji zajmuje się od 2000 r. Własną kancelarią komorniczą założył dziesięć lat później. Obecnie zatrudniona ona 17 osób (4 asesorów, 2 aplikantów, 2 księgowe oraz 9 pracowników biurowych). W 2016 r. został wybrany na rzecznika prasowego Izby Komorniczej w Rzeszowie, natomiast od 2018 r. jest przewodniczącym rady Izby Komorniczej w Rzeszowie. Fot. Wit Hadło

SuperWywiad z Mirosławem Wolaninem, komornikiem sądowym przy Sądzie Rejonowym w Rzeszowie.

– Słowo komornik źle się kojarzy…
– Negatywny stosunek społeczeństwa wynika z powierzchownych osądów i stereotypów. Mój zawód pełni funkcję wykonawczą. To nie komornik decyduje, kto jest dłużnikiem i ile ma zapłacić, gdyż wyroki wydaje sąd, a komornik nie ma prawa kwestionować ich treści.

W takim razie skąd to wyobrażenie?
– Nasz zawód budzi emocje, a u dłużnika niemal wyłącznie negatywne. Osoby mające zobowiązania najczęściej uważają, że orzeczenie w ich sprawie zapadło np. w sposób niewłaściwy, a dług nie istnieje i komornik nie powinien ich „nachodzić”. To nie nasza wina, lecz to my jesteśmy na pierwszej linii frontu i to na nas jest skierowana ich złość.

– Praca ta jest sporym wyzwaniem…
– Dobrze jeśli praca dla komornika jest swego rodzaju misją. Pamiętajmy, że komornik nie jest windykatorem ani człowiekiem, którego jedynym zadaniem jest gnębienie dłużników. Jesteśmy funkcjonariuszami publicznymi i działamy w imieniu państwa. Nasza praca polega na tym, że nie zabieramy, a oddajemy. Przywracamy stan zgodny z prawem, gdyż za każdym dłużnikiem stoi wierzyciel.

Wykonując swój zawód może Pan spać spokojnie?
– Staram się, aby praca nie odbijała się na moim życiu prywatnym i rodzinie. Postępowanie zgodne z literą prawa jest działaniem nie budzącym problemów etycznych i moralnych. Niestety, efekty mojej pracy są dotkliwe dla dłużników, ale celem egzekucji jest doprowadzenie do sytuacji, gdy zadowolony jest owy dłużnik – bo spłaci dług, wierzyciel – bo odzyska pieniądze, a także sąd oraz komornik. Dlatego też nie mam wyrzutów sumienia.

Czyli nie zdarzają się sytuacje, że działa Pan wbrew sobie?
– Gdybym miał działać wbrew sobie, nie wykonywałbym tego zawodu. Zakładam, że wyroki sądów są sprawiedliwe i nie oceniam przyczyn powstania zadłużenia. Każdy dłużnik ma zawsze dużo możliwości uniknięcia dotkliwości egzekucji, a więc etycznie trudne sytuacje to ostateczność.

– Na czym dokładnie polega praca komornika?
– Najpierw komornik wzywa dłużnika, aby ten wyjaśnił, jaki posiada majątek i jakie ma możliwości płatnicze. Dzięki temu wybierana jest odpowiednia droga egzekucji. Jeśli jednak dłużnik unika komornika, wówczas przystępujemy do egzekucji, w której nie musi on uczestniczyć. Gdy na widok komornika ubierze się i wyjdzie z domu, to nie musimy z nim współpracować, możemy działać i pod jego nieobecność.

– A co jeśli dłużnik nie otwiera drzwi? Można je tak po prostu wyważyć?
– Tak. Jeśli komornik musi przeprowadzić eksmisję, to przecież musi otworzyć lokal. Sytuacje są różne. Gdy mam sprzedać mieszkanie, to potrzebuję najpierw je wycenić, a żeby to zrobić muszę wejść do środka. Jeśli dłużnik stoi w drzwiach, to zgodnie z prawem nie mogę go dotknąć, ale na moją prośbę może usunąć go policjant.

– Co komornik może zająć dłużnikowi?
– Można zająć świadczenia emerytalno-rentowe, wynagrodzenia za prace, wierzytelności np. z działalności gospodarczej, ruchomości i nieruchomości. Najczęściej zajmowane są jednak konta bankowe i wspomniane emerytury. W takich sytuacjach dłużnikowi zawsze pozostaje tzw. kwota wolna od zajęcia, czyli środki niezbędne do przeżycia.

W grę wchodzą też przedmioty materialne?
– W tym przypadku komornicy dążą do zajęcia rzeczy łatwo zbywalnych o możliwie wysokiej wartości handlowej. Najłatwiej zbyć jest pojazd z dobrym stanem technicznym, lecz już np. samochód o znikomej wartości nie powinien być zajęty, gdyż nie zaspokoi on egzekucji, a jego strata może być dotkliwa dla dłużnika.

A co np. z lodówką, która wydaje się być niezbędna do życia?
– Przepisy nic nie mówią o lodówce, telewizorze, pralce. Wiadomo, że jest to sprzęt ułatwiający życie, ale nie jest niezbędny. Jeżeli np. dłużnik ma zakupioną tydzień wcześniej lodówkę za 10 tys. zł to może ją zamienić na lodówkę za kilkaset złotych. Pamiętajmy też, że inne będą potrzeby rodziny z piątką dzieci, a inne samotnego kawalera mieszkającego w domu swoich rodziców…

Są jeszcze rzeczy sentymentalne. Fotografie, widokówki, znaczki…
– Wyłączone spod zajęcia są m.in. przedmioty nauki, papiery osobiste, odznaczenia osobiste oraz przedmioty o znikomej wartości, które dla dłużnika mają dużą wartość użytkową. Jednak jeśli dłużnik jest właścicielem antyków, do których ma ogromną wartość sentymentalną, lecz równolegle są one kosztowne, to nie ma przeszkody, aby je zająć.

Komornik może zająć rzeczy osób trzecich?
– Komornik jest organem wykonawczym, więc ocenianie czy dana rzecz jest dłużnika czy też jego kolegi należy do kompetencji sądu. Komornik może jedynie badać, czy dłużnik korzysta z przedmiotu i czy zachowuje się jak jego właściciel. Nie wiadomo przecież czy laptop lub telewizor w pokoju jest własnością dłużnika, czy użytkuje go on w leasingu, czy też należy do jego znajomego. Komornik nie może tego rozstrzygnąć. Robi to sąd, ale już po zajęciu.

Czyli osoba trzecia, której zajęto rzecz w domu dłużnika, może przedmiot odzyskać?
– Trzeba odróżnić zajęcie rzeczy od sprzedaży. Zajęcie to zabezpieczenie rzeczy, aby ona nie zniknęła i dłużnik wyjaśnił jej status. Jeśli dłużnicy twierdzą, że komornik zajął im bezprawnie część majątku, to my tego nie kwestionujemy. Każda osoba ma obowiązek wskazać do kogo dana rzecz należy, a później prawowity właściciel to udowadnia przed sądem. Jeśli sąd potwierdzi jego prawa, to egzekucja z tej rzeczy kończy się.

Czy w Pana zawodzie zdarzają się sytuacje ekstremalne? Został Pan np. zaatakowany?
– Takie sytuacje niestety się zdarzają. Nieraz naruszano moją nietykalność oraz grożono mi. Ja i moi pracownicy staramy się unikać takich okoliczności, lecz gdy już mają one miejsce to zawsze zawiadamiamy policję.

Gdy nie ma ataku fizycznego, a są wyłącznie obelgi to również wzywana jest policja?
– Nawet najbardziej ekstremalna sytuacja nie usprawiedliwia dłużnika, gdy ten zaczyna grozić, poniżać czy obrażać komornika. To ważne, szczególnie że wszystkie groźby i wulgaryzmy nie są kierowane przeciwko mnie, a właściwie przeciwko państwu, które ja reprezentuje. Takie działania mogą być podstawą odpowiedzialności karnej.

Zdarzało się, że dłużnicy Pana prześladowali?
– Owszem, zdarzały się sytuacje, że dłużnicy wysyłali mi niepokojące SMS-y, wiadomości e-mailowe lub też wydzwaniali z groźbami. Najczęściej był to wynik ich frustracji. Pamiętać trzeba jednak, że takie czyny to przestępstwo. Dlatego wolę inne rozwiązanie. Każdy dłużnik jeśli zjawi się w kancelarii, nawet w ogromnym wzburzeniu, to zostanie wysłuchany.

Ile miesięcznie zarabia komornik?
– Nie da się tego określić. Są kancelarie komornicze, w których przychody sięgały milionów złotych rocznie, lecz są też kancelarie, które są na minusie. Pamiętajmy, że komornik musi sam opłacić lokal, wynagrodzenia pracowników czy sfinansować zakup pojazdów, sprzętu. To samo dotyczy napraw czy remontów. Ponadto od każdej zarobionej kwoty potrąca się VAT i podatek dochodowy. Rzekomo olbrzymie dochody komorników są wiec mocno mitologizowane. Dość wskazać, że pobierane opłaty to ledwo 1-3 proc. zgłoszonych do egzekucji kwot. Opłaty sądowe są wyższe, bo co do zasady wynoszą 5 proc.

Chyba jednak można ustalić przeciętne dochody?
– Jeśli chodzi o komorników na rynku podkarpackim to prawdopodobna wysokość zarobków kształtuje się na poziomie od kilku do maksymalnie kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie. Pamiętajmy jednak, że do tego dochodzą wspomniane wcześniej koszty utrzymania. Są też komornicy, którzy dawno temu zainwestowali spore kwoty w kancelarię, lecz do dziś dokładają do tego interesu.

– Kilka tysięcy złotych to dość duży dochód… A co z ryzykiem finansowym związanym z zawodem?
– Pamiętajmy, że aby zostać komornikiem potrzeba skończyć studia, aplikację, asesurę. To prawie 10 lat nauki, często odpłatnej. Potem trzeba utworzyć za własne pieniądze kancelarię. Inwestycje są więc wieloletnie i kosztowne. Komornik za swoje błędy może też być zobowiązany do zapłaty odszkodowania, i to nawet jeśli jego wszystkie działania były zgodne z prawem.

Czy jednak zdarzają się komornicy balansujący na granicy prawa?
– Jak w każdym zawodzie tak i tu mogą zdarzyć się naruszenia prawa – rolą stron jest m.in. kontrolowanie naszej pracy i zgłaszanie wszelkich wątpliwości tak aby jakiekolwiek błędy czy naruszenia nie wyrządziły szkody stronom. Każda nasza czynność może zostać skontrolowana i „naprawiona” przez sąd. Niestety, przepisy są często niejednoznaczne co powoduje że nawet działania w dobrej wierze mogą być oceniane inaczej.

Chyba nie każdy człowiek nadaje się do tej pracy…
– Na pewno nie każdy. Konieczne cechy charakteru to: uczciwość, praworządność, empatia i pracowitość. Trzeba być też dobrym prawnikiem i organizatorem, aby sprawnie zarządzać pracownikami i kosztami funkcjonowania.

Rozmawiał Kamil Lech

29 Responses to "Zdarzało się, że dłużnicy wydzwaniali do mnie z groźbami"

Leave a Reply

Your email address will not be published.