Bolesna inauguracja (ZDJĘCIA)

Fot. Wit Hadło
Fot. Wit Hadło

APKLAN RESOVIA – ZNICZ PRUSZKÓW. Goście z zimną krwią wykorzystali dziecinne błędy „pasiaków”.

Miasto na literę R, gdzie mieszka święty Mikołaj? Rovaniemi. Pudło. Prawidłowa odpowiedź brzmi: Rzeszów. Tak mógłby wyglądać quiz po sobotnim „popisie” niektórych piłkarzy Resovii. Na otwarcie sezonu rozdawali prezenty na prawo i lewo.

APKLAN RESOVIA 1
ZNICZ Pruszków 3
(0-1)
0-1 Małachowski (21.), 0-2 Bochenek (53.), 1-2 Buczek (56.), 1-3 Podliński (76.).
RESOVIA: Daniel – Geniec (81. Twardowski), Domoń, Barszczak, Mikulec – M. Kantor (81. Pyrdek), Frankiewicz, Kaliniec, Feret (46. Antonik) – Kwiek (46. Straszkewycz), Buczek
ZNICZ: Misztal – Bochenek, Rybak, Rackiewicz, Długołęcki, Zjawiński (73. Podliński), Machalski (65. Smoliński), Małachowski, Kocot – Tarnowski (90. Pyrka), Kabala (59. Kubicki).
Sędziował: Jacek Lis (Katowice). Żółte kartki: Buczek – Długołęcki, Kabala. Widzów: 1500.

– Jechaliśmy na Podkarpacie z obawami, nie wiedząc, co zaprezentuje beniaminek. Resovia to zespół z tradycjami, spodziewaliśmy się, że przy wsparciu kibiców postawi nam trudne warunki. Tak się stało, lecz wygrała drużyna bardziej rutynowana, mająca więcej silnych punktów – analizował Andrzej Prawda, szkoleniowiec Znicza. Gospodarzy chwalił za ofensywny styl, swoich podopiecznych za to, że umiejętnie te ataki neutralizowali. – Pokazaliśmy niebywałą mądrość taktyczną – skwitował.

Wszystko się zgadza. Znicz to ligowy wyjadacz, przeciwko Resovii zagrali piłkarze sięgający ongiś po mistrzostwo Polski z Legią i krajowy puchar z Arką (Marcin Smoliński, Dariusz Zjawiński), wychowankowie Legii (Marcin Bochenek) i byli pomocnicy Zagłębia Lubin (Przemysław Kocot). Gorzej, że ta wyrachowana machina zdobywała bramki nie po świetnie wyprodukowanych akcjach, lecz po koszmarnych błędach Resovii.

Padną ostre słowa
Trener „pasiaków” Szymon Grabowski załamywał ręce, podobnie jak kibice i dziennikarze. – Przepraszam, nie tak chcieliśmy zacząć przygodę z drugą ligą. Inauguracja trochę nas przerosła. Znicz do bólu wykorzystał nasze pomyłki. Mam nadzieję, że to będzie dla nas nauczka, bo takich błędów nie wolno popełniać nawet juniorom. Niemniej dziękuję chłopakom za walkę.

Grabowski nie chciał nikogo chwalić ani ganić. – Ostre słowa padną, ale w szatni, nie na forum publicznym.

Pytany, czy nie powinien jak najszybciej szukać kogoś do środka obrony, tylko się skrzywił. – W pewnych momentach stoperzy się nie popisywali, lecz nie zrzucałbym porażki na ich barki. Przez całe spotkanie musieli toczyć wyczerpujące boje z doświadczonymi i silnymi fizycznie napastnikami Znicza. Nie będziemy szukać nowych graczy, ale na pewno dojdzie do zmian personalnych, może też zmienimy ustawienie. Na pewno wyciągniemy wnioski – obiecał.

Psychika stopera, rzuty rożne do poprawy
„Pasiaki” zaczęły mecz z animuszem, Znicz ograniczał się do obrony i nawet nie udawał, że interesuje go coś więcej. Szybko okazało się jednak, że ciężaru związanego z inauguracją nie udźwignął Damian Barszczak. Najpierw o mały włos nie zaskoczył własnego bramkarza, a w 21 minucie stracił piłkę na środku boiska. Adrian Małachowski pomknął w pole karne, Konrad Domoń nie zdołał naprawić błędu kolegi, interwencja Wojciecha Daniela też na nic się zdała i pruszkowianie po raz pierwszy mogli podziękować rywalom. Rozbitego psychicznie stopera Resovii próbowali pocieszać i motywować zawodnicy rezerwowi, lecz to nie był dzień Barszczaka, tak solidnego skądinąd na finiszu III ligi. Na początku II połowy goście podwyższyli. Bochenek uderzył z przewrotki, Barszczak stał obok jak zahipnotyzowany. Trzecia bramka dla Znicza to już klasyczna kontra.

Resoviacy przez 20 minut trzymali kontakt z przeciwnikiem i mogli mieć nadzieję na uratowanie wyniku. Gola zdobyli po pięknej akcji zwieńczonej podaniem Szymona Kalińca do Bartłomieja Buczka. Dość zaskakujące było to, iż najlepszym zawodnikiem Resovii okazał się grający od 46 minuty młodzieżowiec Kamil Antonik. Zawodnik występujący ostatnio na piątym poziomie rozgrywek w KS Wiązownica chętnie wdawał się w pojedynki i wniósł sporo ożywienia w ataku. Rozczarowujący był natomiast występ ustawionego na szpicy Dawida Kwieka. Przed przerwą koncertowo zmarnował on dwie naprawdę dobre okazje i na drugą połowę już nie wyszedł.

Obowiązkowo do poprawy nadają się również stałe fragmenty. W dzisiejszym futbolu, o czym przekonaliśmy się choćby na mundialu, rzuty wolne i rożne stanowią broń masowego rażenia. Resoviacy wykonywali ich w sobotę bez liku, ale pożytku z tego nie było żadnego.

Tomasz Szeliga

[print_gllr id=240956]

Leave a Reply

Your email address will not be published.