
Do końca roku obrót w tradycyjnych sklepach prawdopodobnie spadnie o 5,1 procenta.
Funkcjonujący od kilku miesięcy zakaz handlu w niedzielę oprócz odciążenia pracowników miał wesprzeć małe, rodzinne sklepy, często wypychane z rynku przez duże sieci. Jak się okazuje, przepisy poprawiły notowania lokalnych punktów, lecz tylko w drugi dzień weekendu, natomiast w trakcie całego tygodnia ich sytuacja znacznie się pogorszyła.
Jak informuje „Rzeczpospolita”, wprowadzone w Polsce ograniczenia handlowe nie wpływają pozytywnienie na sytuacje małych, często rodzinnych sklepów. Dziennik powołuje się na dane Euromonitor International, z których wynika, że w tym roku spadek obrotu w tego typu placówkach może osiągnąć poziom 5,1 proc. Dlaczego? Otóż w niedziele ruch w niewielkich punktach rzeczywiście jest największy w całym tygodniu, lecz w pozostałe dni spada on nawet o kilkadziesiąt procent. Zyskują przede wszystkim duże sieci, m.in. dzięki promocjom i konkurencyjnym stawkom. – Ustawa uderza w małe sklepy podobnie jak na Węgrzech, gdzie przez czas jej obowiązywania, tj. niecałych 400 dni, upadło 13 proc. małych placówek – mówi Dominik Łazarz, ekonomista WSIiZ. Zdaniem ekspertów, podobnie może być również w Polsce, w tym m.in. na Podkarpaciu.
Osiedlowe placówki ledwo wiążą koniec z końcem, gdyż nie mają realnej możliwości podjęcia rywalizacji z olbrzymimi sieciami, które w soboty są wypełnione klientami. – W grę wchodzi również przyzwyczajenie Polaków do tego, aby robić zakupy w dużych placówkach w inne dni, zwłaszcza poprzedzające zakaz – tłumaczy Łazarz. Pytanie więc, czy z każdym kolejnym rokiem tradycyjne, osiedlowe sklepy będą powoli znikać? Tego nie można wykluczyć.
Kamil Lech



5 Responses to "Zakaz handlu w niedzielę niszczy małe sklepy"